Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Tchórz, mąciciel i morderczyni – recenzja „Pół świata”

Literatura fantasy (w większości przypadków) od pewnego czasu staje się sztampowa i monotonna. Autorzy sięgają po stare schematy, parafrazują sprawdzone wątki i fabuły, powielają rozwiązania znane z dzieł klasyków – i chociaż czytelnik często zagłębia się w lekturę, a nawet po jej zakończeniu jest zadowolony z jej poznania, to ma wrażenie déjà vu. Martin, Tolkien, Sapkowski, Lewis, Howard, Le Guin i wielu innych pionierów fantasy przetarło szlaki późniejszym literatom, ale coraz rzadziej w nowych utworach spotykamy innowacyjność i oryginalność. Pisarze młodego pokolenia (choć nie wszyscy) powielają to, co już zostało napisane, zmieniając szczegóły i puszczając w eter. Nie inaczej jest z Abercrombiem. Jednak ów pisarz poszedł o krok dalej i w znany schemat wymieszał z nowatorskim podejściem i szczyptą własnego pomysłu.

„Pół świata” to drugi tom trylogii „Morze Drzazg” autorstwa Joe Abercrombiego. Książka nie jest jednak bezpośrednią kontynuacją „Pół króla” (samodzielnej, skończonej opowieści z otwartym zakończeniem). Akcja powieści dzieje się parę lat po wydarzeniach znanych z wcześniejszej części trylogii i również może stanowić indywidualną historię. Znajomość poprzedniczki nie jest zatem wymagana, a jej brak nie sprawia żadnych kłopotów ze zrozumieniem treści „Pół świata”, choć warto najpierw sięgnąć po „Pół króla” i poznać dawniejsze losy niektórych bohaterów powieści.

Fabuła nie skupia się tym razem na perypetiach Yarviego (głównego bohatera „Pół króla”), a na postaciach Zadry oraz Branda. Przeznaczenie zechciało, aby oboje stracili swoje marzenia i zostali uznani w pewnych aspektach za wyrzutków, ale właśnie w momencie ich upadku pojawia się Yarvi – właściwie Ojciec Yarvi, królewski minister – który rekrutuje nastolatków do swojej załogi straceńców. Na pokładzie Wichru Południa przemierzają pół świata, żeby przepłynąć morza, górskie rzeki, przebyć góry, wplątać się w masę intryg i trafić przed tron cesarski – gdzie ostatecznie, choć początkowo się na to nie zapowiadało, zostają obsypani laurami i sławą. Zyskawszy zaś możnych przyjaciół, wracają do odległej ojczyzny i doznają zaszczytów, dzięki pogłoskom o ich czynach. Jednak podróż nie była dla nich łatwa, stanęli naprzeciw wielu wrogów, a i w domu po powrocie nie zabrakło starych i nowych antagonistów.

Pisarz po raz wtóry wykorzystał motyw powieści drogi, w której bohaterowie doznają katuszy i przechodzą trudne próby, zostają wystawieni niemal na pewną śmierć i muszą ciężko pracować od świtu do zmierzchu. W połączeniu z paroma innymi elementami, jak zacieśnianie więzi czy niesienie sobie pomocy, postaci czeka przemiana wewnętrza, niektóre nawet skrajna. Czytelnik może wówczas zaobserwować ich metamorfozę, która odbywa się wskutek dojrzewania, poznawania świata i oddziaływania bodźców zewnętrznych. Dodatkowo Abercrombie w dużym stopniu otwiera przed nami psychikę bohaterów i ich postrzeganie rzeczywistości, lecz jedyną postacią, która się wyróżnia, jest Yarvi – skryty, w wielu sferach życiowych zamknięty. Autor daje czytelnikowi namiastkę jego psychiki, ale motywy i cele jego działania okrywa tajemnicą. Zasadniczo to właśnie minister jest najbardziej pociągającą literacko postacią, której motywów i samego umysłu nie da się rozgryźć, a kolejne wydarzenia oraz spiski rzucają na niego coraz to nowe światło. Brand i Zadra to postacie, których charaktery są zupełnymi przeciwieństwami, ale poprzez przeżycia i przygody jakie wspólnie przeżyli, oboje zmieniają się i dojrzewają.

Jeżeli chodzi o oś fabularną i lokacje – ponownie wracamy do Gettlandu, skąd wyruszają dwie wyprawy Yarviego. Pierwsza zawiodła bohaterów na dwór Najwyższego Króla oraz władcy Trovenlandu, gdzie czytelnik będzie miał okazję zobaczyć potęgę seniora północy czy zapoznać się z pierwszymi intrygami. Druga podróż odnosi się do tytułu książki, w niej bohaterowie przemierzą dwa morza i dwie wielkie rzeki. Tam dojdzie do wielu wypadków i suspensów, które nie raz zmienią bieg przypuszczanych przez czytelnika wydarzeń. Na końcu owej wyprawy postaciom przyjdzie zmierzyć się z przeciwnościami losu w najpotężniejszym mieście świata, a nawet zapobiec wielkiej tragedii – właśnie w tej scenie (powstrzymania katastrofy) odbiorca zaznajomiony z polską fantastyką może zauważyć podobieństwo klimatu z trzecim tomem „Achai”. I właściwie sieć misternie skonstruowanych intryg, usianych – czy to jawnie, czy skrycie – niemal na każdym kroku, sprawia, że „Pół świata” jest udaną kontynuacją „Pół króla”.

Abercrombie wie, jak przykuć uwagę czytelnika i sprawić, żeby stworzony przez niego świat był wyrazisty, nieszablonowy i, choć wykorzystuje schemat, oryginalny. Tak było w przypadku trylogii „Pierwszego prawa”, tak jest w „Morzu Drzazg”. I chociaż „Pół świata” skierowane jest bardziej w stronę łagodnego fantasy, to potrafi przykuć do siebie na wiele długich godzin. Jedynym problemem powieści są pojedynki, których opisy wywołują w czytelniku ambiwalentne uczucia. Jedne są wartkie i odkrywcze jak w „Wiedźminie”, drugie przydługie i monotonne jak w podręczniku. Poza tym „Pół świata” poleca Martin, poleca Rufus, poleca Riordan… polecam i ja.

Ocena: 4/5

Dyskusja