Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kryminał bez dreszczyku – recenzja książki „Wyklęci”

Popularność powieści kryminalnych zasadniczo sprawia, iż twórca nie musi silić się na wzbogacenie ich elementami innych gatunków (wyjąwszy obyczajówki), bo ich renoma już sama w sobie plasuje je w topowych zestawieniach. Jednak nierzadko głównym wątkiem pozostałych gatunków jest właśnie kryminalny – to zjawisko szczególnie widoczne jest w horrorze, urban fantasy czy powieści historycznej. W literaturze fantastycznej motyw paranormalnej zbrodni wiele ułatwia autorowi i pozwala zaoszczędzić na konstruowaniu dokładnego planu poczynań ludzkiego antagonisty. Wszystko załatwiają nadnaturalne siły. Ale czy nie działa to również w drugą stronę? Paranormalne zjawiska równie dobrze mogą wzbogacać kryminał. A jak jest z omawianą pozycją, w której istotną rolę odgrywają nadprzyrodzone moce?

Powieść „Wyklęci”, autorstwa Olgi Haber (wł. Katarzyna Misiołek), ukazała się nakładem wydawnictwa Videograf. Na okładce znajdziemy informację, że to powieść grozy, czyli horror. Wcześniej autorka wydała horror „Oni” (Videograf) oraz powieść obyczajową „Niekochana” (Muza). W swych powieściach pisarka często porusza tematykę psychologiczną, a wyraźnie dostrzegalne są zainteresowania turystyką i czarną magią.

Fabuła „Wyklętych” rozpoczyna się od morderstwa. Policja odnajduje zwłoki młodej skrzypaczki z poderżniętym gardłem, i nie byłoby w tym nic dziwnego – o ile sama zbrodnia w pewnym sensie nie jest dziwnym zjawiskiem – gdyby nie to, że zamordowana nie posiadała żadnych wrogów, a miejscem, gdzie odnaleziono zwłoki jest śródmiejska fontanna. Ze względu na to, że sprawa jest nietypowa, do wyjaśnienia morderstwa skrzypaczki zostaje przydzielony dwuosobowy zespół. Ale na jednym mordzie ich śledztwo się nie kończy. Wkrótce pojawiają się kolejne ciała, niektóre w znacznie gorszym stanie. Jak na przykład odnalezione na cmentarzu, przy sprofanowanym grobie, zwłoki ułożone w obrazoburczy wzór. Wydział zabójstw nie radzi sobie z napływem nowych ofiar, brak też śladów i poszlak, a samo śledztwo nie rusza się do przodu ani na krok. Jedynym drogowskazem może okazać się tylko niespodziewany informator, który z racjonalnego punktu widzenia wydaje się wariatem, ale czy z braku jakichkolwiek pomysłów nie warto sprawdzić choć tego tropu?

Haber niewątpliwie ma głowę pełną pomysłów, acz nie do końca potrafi je wykorzystać w opowieści i czasem zdarza się jej niedopasować jednego wątku do drugiego, przez co oś fabularna może wydać się czytelnikowi dość chaotyczna. Widoczna jest również przepaść między wydarzeniami istotnymi, a pobocznymi oraz błahymi: mało perspektyw śledztwa, poszukiwań tropów i poszlak, nieprzywiązanie większej wagi do dowodów i – przede wszystkim – wszczęcia procedury na większą skalę, za to masa scen posiłków, pozornie służbowych spotkań, czczego planowania i rozmów nie prowadzących do niczego. Sprawa niemal do połowy stoi w miejscu, i gdyby nie nowe zbrodnie, to książkę można by było czytać dopiero od setnej strony. A gdy dochodzi do jakiegoś postępu w śledztwie, tempo wlecze się po ślimaczemu.

Bohaterowie często potraktowani są przez autorkę po macoszemu. Są płytcy, pozbawieni charakterystycznych cech, prócz wielu utrwalonych stereotypów płciowych. Wyjątkiem jest główna bohaterka – podkomisarz Justyna Sowa, która w założeniu miała być kryminalnym herosem. Niestety tok bieżącego śledztwa wykazał wiele mankamentów protagonistki. Poza tym kontrast między nią a pozostałymi postaciami jest na tyle rażący, że czytelnikowi może stanąć ością w gardle niedopracowanie mniej istotnych bohaterów. I przede wszystkim śledczym brak kierowania się rozumowaniem dedukcyjnym i indukcyjnym, a obiektywizm w tej dziedzinie nie wszedł w grę. Za to odbiorca dostaje lekki chaos i słabą stronę tej – całkiem ważnej w kryminałach – cząstki.

Język na szczęście jest przyjemny. Ogromnym atutem pisarki są przedstawione miejsca oraz opisy, które w wyrafinowany, acz zrozumiały sposób obrazują dane zdarzenia. Gdy odbiorca czyta, jego wyobraźnia przepełniona jest nie raz i nie drugi makabrą, scenami zahaczającymi o gore i całą masą klimatycznych scenerii, ale mówienie o strachu czy gęsiej skórce to stanowcza przesada. Niestety dialogi – jak wcześniej zostało wspomniane – w większości nie prowadzą do niczego ani też nie wyjaśniają niczego, a czytelnik odczuwa znużenie, jakby czytał zlepek zdań dodanych na siłę do powieści.

Pani Haber ewidentnie włożyła wiele pracy w pisanie „Wyklętych”, nie obyło się jednak bez mniejszych wpadek, zdarzyły się również większe, parę sztampowych rozwiązań i brak porywającego suspensu. Mimo wszystko wiernie odwzorowane tło, fabuła naszpikowana smaczkami socjologiczno-kryminalistycznymi oraz klimat towarzyszący lokacjom, w których raczej w kryminałach nie szuka się rozwiązań sprawy – działają na plus powieści. Są także lekkie zabarwienia obyczajowe, erotyczne… i nawet gastronomiczne. Choć książka nie jest idealna z pewnością będzie stanowić ciekawą odskocznię od Miłoszewskiego, Krajewskiego czy Bondy.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja