Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Niestraszna groza – recenzja książki „Spichlerz”

Jak sama nazwa wskazuje, horror powinien sprawiać, że czytelnika nawiedzać będą mrożące krew w żyłach dreszcze. Jednak „Spichlerz”, choć promowany jako powieść grozy, nie wzbudza przesadnie strachu. Owszem, opowieść zawiera sceny z elementami gore – makabryczne rytuały, egzekucje – aczkolwiek są one bardziej pokazowe niż przerażające. I chociaż w zapowiedzi można było się natknąć na określenie książki mianem klasycznego horroru, po przeczytaniu dochodzi się do wniosku, że owo stwierdzenie było ironiczne. „Spichlerz” to coś innego, naśladującego i biorącego, co prawda, wzorce z kultowych pozycji gatunku, ale utrzymującego względnie odmienny – niezbyt trzymający w napięciu – klimat.

Powieść posiada trzy linie narracyjne, osadzone w trzech różnych czasoprzestrzeniach – w średniowieczu, pod koniec II wojny światowej oraz we współczesności – co w początkowym założeniu było wcale zachęcające, niestety nie zawsze wychodziło lekturze na korzyść z powodu niedopracowanej płynności w przechodzeniu z rozdziału na rozdział w daną epokę. Można natomiast mieć wrażenie, iż styl powieści podobny jest do tego znanego z dzieł Mastertona, co z kolei ma dwoisty wymiar – autor ma lekkie pióro, dzięki czemu utwór czyta się jednym tchem; minusem tego jest mało wysublimowana, w nikłym stopniu ambitna fabuła, która ledwie się zaczyna, a już się kończy.

„Spichlerz” należy do tych powieści, w których, choć łatwo jest wskazać istotnych bohaterów, są oni mało wyraziści, przez co „wejście w skórę” danej postaci jest bardzo utrudnione. Podobnie rzecz ma się w przypadku mocno kulejącej psychologii oraz dialogów – zredukowanych czasami do roli czczego wypełnienia historii. Szczęśliwym trafem lektura ma również drugą stronę medalu i zyskuje w oczach dzięki całkiem zmyślnie obrazującym sytuację opisom i ciekawemu, acz prostemu językowi. Co do fabuły – i tego, co zostało wcześniej wspomniane odnośnie Mastertona – nie zalicza się ona do porywających i raczej nie zapada na długo w pamięć, zważywszy na mikrą obszerność lektury.

Inną niewątpliwie istotną kwestią, jeżeli chodzi o pozytywny odbiór dzieła, są motywy – aczkolwiek truizmem jest stwierdzenie, iż w książce występują jakiekolwiek motywy, to w owej szczególnie dwa zasługują na uwagę. Pierwszy wiąże się z czarną magią i krwawym rytuałem, który od swego debiutu w powieści intryguje, utrzymując czytelnika w szachu niepewności i oczekiwania na rozwinięcie, mające nieco inny niż założony wymiar. Drugi skupia się na swoistej tajemniczości, towarzyszącej niemal każdej stronie opowieści, nadając lekturze nieintronizowany sens, spajający rozszczepione narracje.

Ostatni niespójny, rzucający się w oczy element powieści, to niestety literówki oraz przeinaczenia, dające się wyłapać dość często, co skutkuje lekkim utrudnieniem płynnego czytania. Dodatkowa korekta z całą pewnością rozwiązałaby sprawę i nieco wysublimowała całość. Warto by było zwrócić także uwagę na niejednolitość stosowania kursywy i cudzysłowów – nie jest to wielki problem, ale psuje estetykę, na co wydawnictwo Nowy Świat (wydawca owej książki) powinno zważać w przyszłości.

„Spichlerz” w ostatecznym rozrachunku nie jest ani złą, ani dobrą powieścią. Co prawda to debiut, ale pewne niedociągnięcia i nie zawsze poprawnie użyta forma utrudniały czytanie. Mimo wszystko przedstawiona historia potrafi wciągnąć. Fabuła zresztą do specjalnie dobrych nie należy, choć plasuje się nieco ponad średnią.

Ocena: 3/5

Dyskusja