Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Ogień! – zawołała Caitlin. – Tak wiele śmierci. Nadchodzi koniec!” – recenzja książki „Nadchodzi ogień”

Gillian Anderson przez wiele lat próbowała zerwać z łatką agentki Scully z serialu „Z Archiwum X”. Dzięki rolom w „Upadku” oraz w „Hannibalu” poznaliśmy aktorkę od innej strony. Kolejne swoje oblicze ukazała wraz z wydaniem powieści „Nadchodzi ogień”, którą napisała wspólnie z uznanym autorem, Jeffem Rovinem. Książka jest pierwszym tomem zapowiadanej „Sagi końca świata”.

Czy życie każdego człowieka na Ziemi jest w jakimś stopniu planem podyktowanym „z góry”? Czy możliwe jest, że nagle porządek zostanie zachwiany, a niewytłumaczalne zjawiska przestaną podlegać jakimkolwiek prawom fizyki? Doktor Caitlin O’Hara bada sprawy tajemniczych zachowań wśród młodych osób, jednak początkowo sceptycznie podchodzi do zadania…

Powieść rozpoczyna się wpłynięciem statku badawczego Falkland Advanced Petroleum do portu w Stanley. Jednym z pasażerów jest doktor Sam Story, który wydobył z rafy na południowym Atlantyku kamień o oryginalnym wyglądzie. To jednak tylko epizod, do którego autorzy powrócą trochę później. Właściwa akcja przenosi się na Manhattan. Poznajemy tam Ganara Pawara, który w październikowy poranek odprowadza do szkoły swoją szesnastoletnią córkę, Maanik. Mężczyzna na co dzień pracuje jako przedstawiciel Organizacji Narodów Zjednoczonych, będąc zarazem mediatorem w rozmowach pokojowych między Indiami a Pakistanem, które walczą o władzę w Kaszmirze.

Nieudany zamach na życie ambasadora diametralnie zmienia Maanik. Dziewczyna, która uczestniczy w tym zdarzeniu, doznaje tajemniczego szoku: krzyczy, jest agresywna, okalecza się i posługuje się nieznanym językiem. Mimo że akcja rozgrywa się w XXI wieku, to dla wielu mieszkańców Azji wizyta u psychologa czy innego specjalisty od zaburzeń psychicznych wciąż wiąże się z pewnym przekleństwem czy odrzuceniem społecznym. Jest to bardzo mocno widoczne – nie tylko w przypadku młodej dziewczyny. Gdyby media dowiedziały się o problemach córki mediatora, trwające rozmowy między państwami zostałyby zerwane. Dlatego też Pawar nie ryzykuje i na pomoc wzywa Bena Mossa, tłumacza, który wspólnie z koleżanką ze studiów, doktor Caitlin O’Harą – wybitną psycholog dziecięcą, stara się rozwikłać problem.

„Nadchodzi ogień”, jak na debiut, prezentuje się całkiem nieźle. Mamy tu różne motywy: trudne do wyjaśnienia zachowania młodych osób z różnych regionów świata, których początkowo nic nie łączy; zastosowania hipnozy, czarnej magii i voodoo; dotychczas nieznane reakcje wybranych gatunków zwierząt; tajemnicze dialekty językowe i wizje katastrof; obrzędy, w tym także nawiązania do tajemniczej cywilizacji Galderkhaan i… legendarnych wikingów. Podobno co za dużo, to nie zdrowo. W przypadku tej powieści – niekoniecznie, ponieważ autorzy bardzo dobrze nakreślili fabułę. Czytelnicy nie otrzymują wszystkiego od razu „na talerzu”. Z każdym kolejnym rozdziałem dostajemy jedno danie za drugim. Czy grozi nam przejedzenie? Na pewno nie.

Doktor Caitlin i Benowi kibicujemy do samego końca. Mimo że tak naprawdę nie wiemy, jak wyglądają! To jeden z moich głównych zarzutów do powieści „Nadciąga ogień”. Informacje dotyczące fizjonomii bohaterów, jakie znajdziemy w książce są naprawdę szczątkowe: „(…)zaledwie dwa tygodnie przed czterdziestką” [to o pani psycholog], „Miał na sobie szyty na miarę garnitur, a na jego twarzy wyraźnie malowało się przygnębienie” [Ben] czy „(…)otworzyła im kobieta w czerwono-pomarańczowym sari” [Hansa Pawar, żona ambasadora]. Niestety, cech wyglądu postaci należy szukać ze świecą w ręku. Mimo to autorzy bardzo zgrabnie przedstawili kolejnych bohaterów, którzy swoim udziałem dodają swoje „trzy grosze” do sprawy. Umiejętnie zarysowali też problemy, z jakimi zmagają się postacie, dzieląc powieść na trzy części, każda po kilka rozdziałów.

Już nieraz przekonaliśmy się – czy to z filmów, czy też z kart powieści – że człowiek nie powinien bawić się w Boga. Szczególnie, kiedy natura i cały porządek świata mogą zostać zachwiane. „Nadchodzi ogień” łączy w sobie wątki kryminalne, naukowe i… pozaziemskie. Ciężko jest nie porównywać fabuły do jednego z epizodów serialu „Z Archiwum X”. Oczywiście główni bohaterowie nie są agentami, a jedynie psychologiem i tłumaczem w siedzibie ONZ. Pewnie się czepiam, ale wiele wątków jest tu też klasyczną kalką: kwestia polityczna i wybuch wojny wiszący w powietrzu; tajemnicza organizacja, rzekomo zbierająca dawne artefakty czy pewna siła, przemawiająca przez osoby trzecie.

Mimo znaczących braków, powieść czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Z każdym kolejnym rozdziałem zagłębiamy się w śledztwo. Czy bohaterom uda się ocalić młode osoby? I czy grozi nam międzynarodowy atak? Przekonacie się, sięgając po książkę Gillian Anderson i Jeffa Rovina pt. „Nadchodzi ogień”.

Zabrakło mi wprawdzie tej iskry – czegoś, co wywróciłoby całą dotychczasową linię fabularną, ale na pewno znajdą się sympatycy losów O’Hary i Mossa. Gwarantuję, że finał tego tomu, a zarazem prawdopodobny początek kolejnego, może Was zaskoczyć.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja