Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pewnego razu w Egipcie… – recenzja książki „Ognisty bóg”

Wilbur Smith to niezwykle płodny autor kilkudziesięciu poczytnych powieści przygodowych, których akcja rozgrywa się w Afryce – miejscu narodzin pisarza, do którego ma on wciąż, jak widać, ogromny sentyment. Fabuła znacznej części książek Smitha jest osadzona w realiach historycznych.

Do nich właśnie należy „Ognisty bóg”, w którym autor przenosi czytelników do starożytnego Egiptu i zaprasza do śledzenia planów wojennych, rozgrywek politycznych i dworskich intryg. Przewodnikiem odbiorcy jest tutaj Taita – wszechstronnie uzdolniony eunuch, zaufany rodziny faraona.

Mistrz wszystkiego

Taita to naprawdę sympatyczny bohater, którego łatwo polubić. Jest sprytny, inteligentny, wrażliwy i obdarzony dość specyficznym poczuciem humoru oraz – jako pierwszoosobowy narrator –lekkością snucia opowieści. Czytelników może irytować jedynie fakt, że wszechstronny eunuch jest mistrzem w każdej dziedzinie – wybitnym uczonym, doskonałym szpiegiem, świetnie wyszkolonym wojownikiem, genialnym strategiem, sprawnym żeglarzem, łucznikiem i jeźdźcem, idealnym dyplomatą, pieśniarzem, poetą oraz nauczycielem – i nie sposób znaleźć umiejętności, jakiej by nie posiadł na zaawansowanym poziomie ani rejonów wiedzy, których by nie zgłębił. W prawdzie fabuła powieści w pewnym momencie dość wiarygodnie wyjaśnia ten fenomen, jednak osoby z “uczuleniem na przekoksów” i tak mogą marudzić.

Urok starożytnego świata

Wilbur Smith doskonale konstruuje świat przedstawiony, osadza swoją opowieść w wiarygodnie opisanych realiach historycznych i umiejętnie tworzy rys kulturowy. Widać, że starożytny Egipt to prawdziwa pasja autora.
Niewątpliwie największym atutem „Ognistego boga” jest ciekawa i barwna fabuła oraz wartka akcja, pełna niespodziewanych zwrotów, które mogą niejednokrotnie zaskoczyć nawet malkontentów. Podczas lektury nie sposób się nudzić. Sprzyja temu również mnogość dobrze opisanych, dynamicznych scen batalistycznych. Czytelnik lubiący powieści przygodowe zapewne nie będzie potrafił oderwać się od książki, zanim nie dotrze do ostatniej strony i nie pozna zakończenia sprytnie i błyskotliwie skonstruowanej intrygi.

Przyjemnym dodatkiem okazuje się również subtelnie wprowadzony wątek romansowy. Nie jest nachalny ani przesadnie ckliwy, pozostaje w tle i dzięki temu interesująco ubarwia opowieść.

Jest i wątek fantastyczny – równie subtelny, co ten romansowy. Nie przyćmiewa głównej osi fabuły, a jedynie ją wzbogaca i wyjaśnia motywy, które byłyby w innym przypadku całkowicie nieuzasadnione. Stanowi integralną, ale nie czołową część intrygi. Dotyczy warstwy wierzeń i kultu, które to w religiach naturalnych nie znają wyraźnego rozgraniczenia pomiędzy sacrum a profanum, dlatego w zasadzie trudno traktować ten wątek jako typową, czystą fantastykę. Może on być równie dobrze rozumiany jako oczywisty element świata przedstawionego. Taki zabieg sprawia, że powieść może trafić w gusta zarówno czytelników poszukujących delikatnego powiewu fantastyki, jak i tych zupełnie niegustujących w tym gatunku.

Starożytność dla współczesnych

Na szczególną uwagę zasługuje język, jakim posłużył się autor. Wilburowi Smithowi, a także polskiemu tłumaczowi – Janowi Jackowiczowi – udało się zachować dobrze dobrane proporcje między stylizacją a przejrzystością i komunikatywnością dla współczesnego odbiorcy. Okazuje się, że w pełni zrozumiałe słownictwo i konstrukcje językowe nie wykluczają wrażenia „pierwotności” i „starożytności”, jakie można odnieść podczas lektury opisu przedmiotów, działań bohaterów czy konwencji społecznych. W dużej mierze sprzyja temu doskonale wykorzystany naturalizm, ukazujący w pełnej krasie brutalność świata przedstawionego. Dialogi natomiast prowadzone są językiem całkowicie współczesnym, niemal pozbawionym stylizacji, co z kolei wpływa pozytywnie na recepcję bohaterów – czytelnikowi łatwiej jest utożsamiać się z postaciami, które wysławiają się w sposób zrozumiały, „tak samo jak my”. Za dodatkowy atut należy uznać specyficzny, ale niezwykle lekki w odbiorze humor, którym autor delikatnie przyprawił zarówno narrację, jak i dialogi.

Z treścią książki świetnie komponuje się również oprawa graficzna – utrzymana w konwencji raczej minimalistycznej oraz ciepłej, słonecznej kolorystyce. Już pierwszy rzut oka na grafikę okładkową ułatwia przeniesienie się w klimat starożytnego Egiptu, pozwala w wyobraźni poczuć upalną aurę i pustynny piasek pod stopami. Nieprzesadnie jaskrawe, żółto-pomarańczowe barwy są przyjemne dla oka, a duża, wyraźna, czarna, klasyczna czcionka, którą został zapisany tytuł i nazwisko autora, przyciąga wzrok i nie ginie na tle ilustracji.

„Ognisty bóg” Wilbura Smitha to wciągająca, lekka i przyjemna powieść przygodowa, która może umilić czytelnikowi kilka wieczorów i zachęcić do sięgnięcia po pozostałe pozycje tego znanego autora osoby, które wcześniej nie miały okazji się z nimi zapoznać.

Ocena: 4/5

Dyskusja