Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pióro zamiast pędzla – recenzja „Opowiadań” Zdzisława Beksińskiego

Od tragicznej śmierci znanego artysty Zdzisława Beksińskiego mija dziesięć lat, a wciąż odkrywane są nieznane fakty z jego życia. Okazuje się, że znany fotograf, malarz i grafik realizował się nie tylko w sztukach wizualnych, ale także chwytał za pióro. Rezultatem jego literackich prób jest zaprezentowany przez wydawnictwo Bosz zbiór opowiadań.

Literackie eksperymenty

Antologia zawiera teksty, które powstały między 1963 a 1965 rokiem. Wiele z nich to nieukończone krótkie formy prozatorskie, inne są zaledwie szkicami czy zwyczajnymi wprawkami nieposiadającymi nawet tytułów.

Zbiór składa się z dwudziestu pięciu opowiadań. Otwiera go krótki wstęp Wiesława Banacha, dyrektora Muzeum Historycznego w Sanoku, w którym znajduje się spuścizna po Beksińskim. Z kolei Tomasz Chomiszczak, uznany literaturoznawca i naukowiec, pokusił się o napisanie posłowia, a raczej erudycyjnego eseju, w którym wymienia liczne inspiracje autora.

To jednak nie wszystko. W książce znalazły się także skany mało znanych szkiców artysty oraz maszynopisów jego opowiadań. Minimalistyczne grafiki idealnie odzwierciedlają charakter tekstów – wydają się niedokończone, niedopracowane, podobnie jak same opowiadania. Z kolei kopie maszynopisów są pełne przeróbek, przekreśleń i uwag umieszczonych na marginesie (nierzadko bardzo złośliwych). Dzięki temu czytelnik ma lepszy wgląd w proces twórczy autora.

Samo wydanie wyróżnia się na tle innych książek. Oszczędna obwoluta utrzymana w czarnej kolorystyce przyciąga wzrok wypisanym złotymi literami nazwiskiem autora oraz tłoczonym na biało tytułem. Dodatkowo książka jest solidnie wykonana – szyty grzbiet zapewnia trwałość, podobnie jak dobrej jakości papier.

Niedoskonałości

Trudno zrecenzować ten zbiór, omawiając konkretne opowiadania, ponieważ wszystkie utrzymane są w podobnym tonie i barwach.

Tekstom bardzo często brakuje wyraźnego zakończenia, pointy spinającej słowa czy zauważalnej dynamiki, która pochłonęłaby czytelnika. Widoczne są inspiracje twórczością Franza Kafki, Brunona Schultza czy Edgara Alana Poe, ale zostały one zaprezentowane w sposób zbyt statyczny i zwyczajnie nieciekawy.

Beksiński wciąż obraca się wokół tych samych motywów utrzymanych w konwencji surrealistycznej – realizm przeplata się z fikcją, sen z jawą. Akcja toczy się w znanych miłośnikom jego malarstwa tajemniczych budowlach, strzelistych wieżach czy opuszczonych, mrocznych ogrodach, które są tłem i pretekstem do podróży w podświadomość i meandry ludzkiej psychiki.

Bohaterami są jednostki wyobcowane, osamotnione, miejscami sprawiające wrażenie nie do końca zrównoważonych psychicznie. Ich (a także narratora) sposób postrzegania świata znacznie odbiega od przyjętych norm społecznych, czyniąc z nich kastę samotników nierozumianych przez otoczenie.

Niestety, taki charakter tekstów nie budzi większej ekscytacji, a raczej znużenie mroczną, jednostajną i ciężką atmosferą zaczerpniętą rodem z koszmarów. Opowiadania były pisane do szuflady (czego Beksiński nie ukrywał) i przez autora traktowane raczej jako próba sił w nowej formie artystycznej, a nie coś, co powinien objawić światu. Pasją Beksińskiego była fotografia i w niej najlepiej się realizował.

Światy fantastyczne

„Opowiadania” skierowane są raczej do wielbicieli i znawców twórczości artysty, niż do szerszego grona odbiorców. Osoby nieznające jego obrazów momentalnie odrzucą książkę w kąt, nie widząc w niej wartościowej lektury. Z kolei miłośnicy Beksińskiego mogą w niej odkryć inne oblicze swego idola, będące uzupełnieniem jego wizualnej twórczości.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja