Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Stary dobry wampiryzm w wersji LGBT Queer – recenzja książki „Woła mnie ciemność”

Pierwsze ostrzeżenie: Niniejszy tekst jest przeznaczony wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Drugie ostrzeżenie: Jeżeli jesteś homofobem lub osobą, której uczucia jakiekolwiek rani nadmiar erotyki nieheteronormatywnej i zły gender – odpuść, nie czytaj, szkoda Twoich nerwów.

Jeśli oba powyższe ostrzeżenia Cię nie dotyczą, zapraszam do dalszej lektury i… baw się dobrze!

Anne Rice nadal inspiruje

We wstępie do tej recenzji powinno się w zasadzie znaleźć jeszcze jedno ostrzeżenie: „Jeżeli znasz prozę Anne Rice, a jednocześnie jesteś malkontentem od »odgrzewanych kotletów« , lepiej odpuść.” Ale dość już tego demonizowania! Na szczęście dla Agaty Suchockiej, nie każdy czytelnik cierpi na tę irytującą fobię. Z pewnością znajdzie się i wielu takich, których ucieszy fakt, że polska debiutantka postanowiła odkurzyć stare, dobre oblicze hedonistyczno-arystokratycznego wampiryzmu, wyraźnie inspirując się twórczością autorki „Wywiadu z wampirem”.
Owszem, trudno rywalizować z Rice w kategorii piękna i liryczności języka, jednak Suchocka najwyraźniej jest tego w pełni świadoma i wcale nie próbuje. Nawiązania do twórczości amerykańskiej pisarki są widoczne raczej w poruszanej problematyce, nastroju powieści, kreacji postaci oraz niektórych rozwiązaniach fabularnych (tutaj rzeczywiście mogą momentami razić) niż w warstwie językowej. Autorka stara się pokazać własny styl, a jej warsztat okazuje się sprawny i wyćwiczony.

A że schemat fabularny – nie ma sensu temu zaprzeczać – nie jest niczym nowym ani oryginalnym… Jeśli komuś to przeszkadza – rzeczywiście lepiej, by odpuścił sobie lekturę, jednak wypada też pamiętać, że każdy autor inspiruje się dziełami bardziej znanego twórcy, a jego pisarstwo przesiąka – bardziej lub mniej wyraźnie – tym, co sam czyta, lubi, co go fascynuje. Szczególnie na początku jego literackiej drogi, zanim jeszcze odnajdzie własną, bardziej oryginalną konwencję, warto mu to wybaczyć i dać szansę. A już na pewno wtedy, gdy za wzór do naśladowania wybiera sobie pisarza wysokiej klasy, godnego dorobienia się następców.

Meandry XIX-wiecznego Londynu

O ile powrót do „wampiryzmu a’la Rice” może jeszcze być kwestią kontrowersyjną, o tyle sposób wykreowania świata przedstawionego należałoby już zaliczyć do niewątpliwych atutów powieści. Londyn końca XIX wieku w wydaniu Suchockiej prezentuje się naprawdę barwnie i malowniczo. Realia i nastrój epoki zostały oddane w ciekawy i wiarygodny sposób. Można tu znaleźć i urok salonów, i rozpasane, pełne uciech, leniwe życie europejskiej arystokracji, i nowoczesność ery rewolucji przemysłowej, i hedonistyczno-nihilistyczny tryb życia artystycznej bohemy, i brud, smród i ubóstwo rynsztoków oraz zaułków zasiedlonych przez pospolitych zbirów.

Bohaterowie powieści ocierają się o wszystkie spośród tych obliczy miasta. Między innymi z tego właśnie względu są postaciami intrygującymi i niejednoznacznymi. Ich istnienie toczy się głównie wokół sztuki i erotycznych zabaw, jednak liczne retrospekcje pozwalają czytelnikowi poznać ich również z innych stron. Pomimo hedonistycznego trybu życia, jakie prowadzą, są też istotami niezwykle wrażliwymi i emocjonalnymi. Autorka nadaje każdemu z nich interesujący rys psychologiczny i pięknie opisuje ich sferę uczuciową.

Pięćdziesiąt twarzy wampira?

Punktem zapalnym dla niektórych odbiorców – dla innych zaś najbardziej fascynującą warstwą powieści – może okazać się wszechobecna, naprawdę pikantna erotyka. Pojawiają się tutaj zarówno wątki hetero-, homo-, jak i biseksualne, poliamoryczne (z orgiami łącznie) czy związane z transpłciowością i genderqueer. Wszystkie, bez wyjątku, przez wielu czytelników mogą być odbierane jako bardzo odważne, dlatego książka przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich (co niestety nie zostało wyraźnie zaznaczone przez wydawcę), o naprawdę otwartych umysłach i dużej tolerancji.

Warto tutaj nadmienić, że sceny erotyczne są jednak imponująco skonstruowane i pięknie opisane, pełne uroku, nie zaś ordynarne. Odbiorcy, którzy potrafią docenić walory erotycznego języka i obrazowania, prawdopodobnie będą zachwyceni.

„Woła mnie ciemność” nie jest też absolutnie pustym porno! Wątki erotyczne stanowią integralną część fabuły, nie dominują jej jednak, nie przesłaniają innych aspektów opowieści, ale raczej je dopełniają. Owszem, są wszechobecne, jednak nie samowystarczalne. Nabierają sensu dopiero w ścisłym zestawieniu z obrazem wampiryzmu, pejzażem XIX-wiecznego Londynu, ciekawymi osobowościami bohaterów i ich sferą emocjonalną oraz motywem sztuki. Autorka nie skupia się też na samych aktach współżycia seksualnego, interesująco opisuje również relacje łączące bohaterów – często trudne, nietypowe, skomplikowane. Pojawiają się tu liczne tematy istotne dla relacji międzyludzkich, jak budowanie różnych typów związków, uczenie się okazywania uczuć, wierność, zdrada, zaborczość, zazdrość, empatia, panowanie nad żądzami, funkcjonowanie w relacjach poliamorycznych, radzenie sobie z emocjami czy niestandardowymi lub niebinarnymi formami seksualności i płciowości.

Debiutancka powieść Agaty Suchockiej to książka ze wszech miar kontrowersyjna, jednak czytelnik, który po przeczytaniu tej recenzji się nie wystraszył, zapewne będzie nią zachwycony. Tak, „Woła mnie ciemność” może zachwycić, jeśli tylko podejdzie się do niej z odpowiednią dozą otwartości i bez uprzedzeń. Niezależnie jednak, czy autorka trafi w gusta danego czytelnika, czy nie, trzeba jej przyznać, że naprawdę potrafi pisać. Należą jej się gratulacje – za odwagę i umiejętność poruszania trudnych tematów w eleganckim stylu oraz za warsztat pisarski, pod względem którego Suchocka, w porównaniu z większością twórców debiutujących w opcji „ze współfinansowaniem”, mocno wybija się ponad przeciętność.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja