Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Umarł król, niech żyje król! – recenzja pierwszego tomu „Królów przeklętych”

Historia niejednokrotnie stanowiła dla wielu zarówno obiekt czystej fascynacji, jak i niewyczerpane źródło inspiracji. Już to, że na bazie dawnych dziejów powstały całe stosy bestsellerowych powieści historycznych mówi samo za siebie. Prawdziwym szczytem uznania dla historii są zaś opowieści – nie tylko wciągające, wielotomowe – które, dzięki sfabularyzowaniu potrafią natchnąć innego literata. Jeszcze zaszczytniej dla takiej powieści byłoby, gdyby klejnotem koronnym okazał się fakt, że bazujące na niej dzieła stają się światowymi bestsellerami. Takim dziełem niewątpliwie jest cykl „Królowie przeklęci” – „prawdziwa »Gra o tron«”, jak stwierdził George R. R. Martin, który przyznaje, że ów cykl stanowił dla niego istotny bodziec twórczy.

Maurice Druon należy do jednych z najbardziej cenionych powieściopisarzy historycznych. Zasłynął głównie dzięki siedmiotomowemu cyklowi „Królowie przeklęci” oraz powieści „Aleksander Wielki”, stając się niejednokrotnie mentorem dla późniejszych literatów. Wydawnictwo Otwarte postanowiło w najnowszym wydaniu zredukować ilość „książek” i wydać trzy tomy mieszczące w sobie wszystkie części cyklu – pierwszy trzy, drugi i trzeci po dwie. Pierwszy tom zawiera zatem „Króla z żelaza”, „Zamordowaną królową” oraz „Truciznę królewską”. Cały cykl zajmuje się historią pięciu ostatnich monarchów z dynastii Kapetyngów oraz dwóch pierwszych Walezjuszy, choć istotne miejsce mają również wątki związane z Plantagenetami, Robertem III d’Artois czy wojną stuletnią.

W powieści „Król z żelaza” czytelnik poznaje dzieje tytułowego bohatera – Filipa IV Pięknego, ówczesnego króla Francji, i – jak sylwetkę nakreśla już na samym początku prolog – jest to władca nieugięty, o legendarnej wręcz urodzie i wielkiej żądzy bogactw. Jego chciwość doprowadziła do otwartego, trwającego kilka lat konfliktu z zakonem templariuszy. Z pomocą papieża Klemensa V oraz doradcy Wilhelma Guillaume’a de Nogaret, Filip IV wreszcie rozprawił się z potęgą Ubogich Rycerzy Chrystusa, oskarżając ich o herezję, sodomię i paktowanie z Szatanem. Natomiast prawdziwym powodem upadku templariuszy były ich – jak wieść niosła – nieprzebrane bogactwa i pokaźne nieruchomości, na które od dawna król spoglądał łasym okiem. Jednym z najważniejszych wydarzeń w powieści jest śmierć Wielkiego Mistrza Jakuba de Molay na stosie, z którego – nim skonał – rzucił zarówno na papieża, monarchę, jak i Wilhelma klątwę. Klątwę, według której ich śmierć miała nadejść niedługo, a ród Kapetyngów miał już na zawsze pozostać przeklętym. I zaskakującym zbiegiem wydarzeń była śmierć całej trójki w ciągu roku od zgonu Wielkiego Mistrza.

Po śmierci Filipa Pięknego na tron wstąpił jego syn, Ludwik X Kłótliwy, a o chwiejnym okresie jego rządów opowiada „Zamordowana królowa”. Gdy królestwo obiegła wiadomość o śmierci władcy, żelazne kajdany jego rządów pękły i możnowładcy na nowo poczuli rześką woń swobody. Zważywszy na stan nowego suzerena, mogli wreszcie zacząć snuć sieci intryg. Ludwik bowiem w pewnych kwestiach przypominał Wacława II czeskiego – był słabowity, nieudolny i próbował wszystkie swoje wady tuszować pozornie władczymi wybuchami gniewu, zaś ością w gardle stała mu małżonka Małgorzata Burgundzka, osadzona na zamku Chateau-Gaillard za cudzołóstwo. Właściwym problemem nie była jednak sama żona, lecz nadal formalny węzeł łączący ich. Ludwik pragnął unieważnienia małżeństwa, które pozwoliłoby mu na wstąpienie w następne legalne, za co był nawet w stanie wyrzec się swojej córki. Oczekiwanie na rozwiązanie związku małżeńskiego przedłuża się przez niezdecydowanie kardynałów w kwestii obrania nowego biskupa Rzymu, a doradcy nieszczególnie próbują wesprzeć króla w sprawach osobistych czy państwowych – zależy im wyłącznie na własnym losie. Dlatego jedynym sposobem na szybkie wyjście z frapującej króla sytuacji zdaje się rozwiązanie niekonwencjonalne…

Po wydarzeniach z drugiego tomu, w trzecim, „Truciźnie królewskiej” kontynuowane są losy nieudolnego króla Ludwika. Oczekuje on na narzeczoną, Klemencję Andegaweńską – słynącą z piękna i cnotliwości, dającą nadzieję na nawrócenie monarchy w kwestii sprawowanej władzy. Karol Walezjusz, stryj Ludwika, zostaje za aprobatą króla swoistym zarządcą państwa, aczkolwiek dowodzenie wychodzi mu o wiele lepiej niż szafowanie. Zaś na francuskiej ziemi zostają rozsiane strzały Kupidyna – trzy pary przeżywają niezwykłe a romantyczne chwile, gdy wokół mnożą się intrygi i spiski możnych. Nie jest to jednak dobry okres dla królestwa, panuje głód, magnaci wzbogacają się kosztem niższych warstw, a nad ziemią wciąż wiszą czarne chmury klątwy. I gdy nadzieje zaczynają się wreszcie ziszczać, nadciągają kolejne nieszczęścia.

Maurice Druon nie zawahał się użyć w cyklu wielu forteli, ubarwień i wymyślnych wątków, które z fikcji historycznej przechodzą w zaistniałe fakty, mrożące krew w żyłach bardziej niż niejedna zmyślona opowieść. Autor skrzętnie wykorzystując autentyczne wydarzenia, stworzył arcydzieło, gdzie każda nić fabularna wątku przeplata się z inną, a czasami łączą się one w jeden węzeł, prowadzący do finału, skrywającego kilka motywów. Nie brak tu gatunkowej wariacji – romans, kryminał czy przygoda mieszają się w literackim tyglu, przynosząc nieoczekiwanie pozytywny efekt, nie rażący ani ujmujący jakkolwiek lekturze, wręcz przeciwnie – zabieg ów jest wcale smakowitym przysmakiem dla czytelnika.

Świat przedstawiony przez Druona pełen jest zadziwiających postaci – mężnych, tchórzliwych, chorowicie ambitnych, władczych, a przede wszystkim wyrachowanych i podstępnych. Pisarz tchnął w historycznych bohaterów iskrę życia, wypełniając każdą z nich wszelakimi odcieniami różnych barw, sprawiając, że każdy znajdzie wśród postaci swojego faworyta i będzie kibicował zarówno jemu samemu, jak i jego planom. Należy jednak pamiętać, że i tu krew leje się nierzadko. Każdy władca, feudał czy dama wręcz kipią od wyrazistych cech, a ich poczynania dają ogrom przemyśleń nie tylko pod kątem popędu władzy czy społecznych awansów, ale także w aspekcie psychologicznym.

I chociaż czytelnikowi przychodzi zmierzyć się z fabułą naszpikowaną fikcją, tło historyczne dostarcza całej masy wiedzy, która wciąga człowieka na długie godziny, fascynując i podsycając apetyt na więcej. Jednak to nie wszystko, wszelakie zagadki oraz gry knowań pobudzają do indukcyjno-dedukcyjnego myślenia i prób przewidywania zdarzeń. Pierwszy tom „Królów przeklętych” to skarbnica problematyki moralnej, wiedzy oraz… czystej przyjemności.

Ocena: 5/5

Dyskusja