Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wilkołaki i druga wojna światowa z Poznaniem w tle – recenzja książki „Musza Góra”

Polska w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej była wrzącym tyglem sprzecznych dążeń. Nienawiść do zagrażających z zachodu Niemców, niechęć do nadciągających ze wschodu Bolszewików oraz ogólnospołeczne ruchy antysemickie sprawiały, że w miastach trudno było o spokój. Niesnaski, nieporozumienia i konflikty mające miejsce przy powszechnym przekonaniu, że nic się nie dzieje i wmawianiu samym sobie, że krajowi nic nie zagraża, to chleb powszedni dla każdego Polaka lat trzydziestych XX wieku. W Poznaniu sytuacja nie wyglądała inaczej, jednak spore zainteresowanie strony niemieckiej tymi obszarami skutkowało wieloma aferami, których część miało zasięg międzynarodowy.

Prywatny detektyw Antoni Kaczmarek otrzymuje intratne zlecenie odnalezienia zaginionego spadkobiercy szwajcarskiej fortuny. Szybko okazuje się, że zamiast podreperowania budżetu podupadającej agencji, otrzyma gros kłopotów. Podobnie wygląda sprawa Andrzeja Szuberta, policjanta, który uznał, że rozwiązanie sprawy tajemniczych morderstw dokonanych przez bestialskiego sprawcę nazwanego Wilkołakiem może otworzyć mu drzwi do kariery. Początkowo pomyślny obrót spraw nie daje mu do zrozumienia jak trudne i niebezpieczne zadanie go czeka. W najgorszej sytuacji znajduje się jednak Mieczysław Apfelbaum, oficer wojska polskiego wyznaczony do pomocy w rozwiązaniu pewnej militarnej zagadki sprzed lat. Silne nastroje antyżydowskie nie ominęły również sił zbrojnych i pechowy kapitan będzie wystawiony na wiele prób, by nadal chcieć występować z białym orłem jako symbolem.

„Musza Góra” to debiutancka powieść Bohdana Głębockiego, poznańskiego autora przelewającego na karty książki swoją sympatię do rodzimych okolic. Co prawda nie jest to wizja jednostronna i pokazuje zarówno dobre, jak i złe strony miasta, jednak widać pracę, jaką początkujący pisarz włożył w to, żeby Poznań sprzed niemal stu lat prezentował się wiarygodnie. Bohaterowie poruszają się po już nieistniejących miejscach, ale dzięki nim poznajemy też wygląd, jaki miały dzisiejsze ulice czy charakterystyczne budynki. W umiejętnie stworzonych realiach autor umieścił postaci, które zachowują się konsekwentnie wobec swoich czasów. Do tego wystarczy szczypta tajemnicy, spora ilość intryg, pewna doza akcji i otrzymujemy tekst wciągający i interesujący. Co prawda nie wykracza on poza granice opowieści sensacyjno-szpiegowskiej z domieszką ezoteryki i niesamowitości, jednak w swojej klasie sprawdza się całkiem dobrze. Można razem z bohaterami śledzić kolejne etapy rozwiązywania zagadki, jednocześnie poznając trendy społeczne panujące w kraju zaraz przed wybuchem Drugiej Wojny Światowej.

Bohdan Głębocki pomimo braku doświadczenia na gruncie literackim stworzył sprawnie napisany tekst, który z punktu widzenia formalnego można uznać za naprawdę udany debiut. W powszechnym zalewie młodych polskich autorów nie potrafiących wykorzystywać materii, którą jest język polski, wprawne budowanie zdań, brak powtórzeń i świadome użycie języka stanowi niewątpliwą zaletę. Jedyną wadą książki jest niezbyt estetyczna okładka. Mimo ciekawego klimatu grafiki, nie przyciąga ona oka potencjalnego czytelnika, a jej znaczenie zrozumiałe będzie tylko dla Poznaniaków.

Niemniej „Muszą Górę” można śmiało polecić wszystkim fanom powieści sensacyjnych z domieszką literatury grozy, a na pewno każdemu miłośnikowi historii z okresu międzywojennego. Powieść wydana przez wydawnictwo Media Rodzina powinna zapewnić im chwilę rozrywki, a po zakończeniu lektury większość czytelników powinna z niecierpliwością oczekiwać na kolejny tom.

Ocena: 4/5

Dyskusja