Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ziarenka Diuny – recenzja książki „Ziarna czasu”

„Ziarna Czasu” to kolejna, po „Co zdarzyło się w Lake Falls”, powieść Artura K. Dormanna. Książka przedstawia historię pięciorga zwyczajnych ludzi z różnych zakątków Ziemi, ocalonych od śmierci na skutek krótkotrwałego zatrzymania przepływu czasu. Czy bohaterowie postradali zmysły, czy też doznali ingerencji siły wyższej? Autor skutecznie unika odpowiedzi na te pytania, tworząc klimat tajemnicy i mistycyzmu, który pochłania czytelnika.

Opisywanie poszczególnych protagonistów zepsułoby przyjemność z lektury. Pisarz umiejętnie nakreślił profile psychologiczne postaci, obcowanie z nimi nie nudzi czytelnika, co więcej, bohaterowie intrygują i niezależnie od tego czy wzbudzą naszą sympatię czy też nie, ich dalsze losy nie będą nam obojętne. Odbiorcy zaznajomią się z charakternymi jednostkami, z których każda ma do opowiedzenia własną historię i osobiste demony do pokonania. „Wydarzenia z godziny 14” (wtedy zatrzymał się czas) skłoniły naszych herosów do konsultacji ze wszelakiej maści psychologami. Najczęściej okazywało się, że wytłumaczenia należy szukać w depresji i traumach z dzieciństwa. Jedni protagoniści bezwolnie łykali przepisane tabletki, natomiast drudzy starali się zrozumieć znaczenie niecodziennych zdarzeń, których doświadczyli. „Dlaczego ocalałem z wybuchu, który zabił setki? Czy mogłem zrobić więcej? Jakie jest moje zadanie?” Bez obaw, autor przedstawia aspekt filozoficzny w stokroć ciekawszy sposób niż tutejszy recenzent.

W „Ziarnach Czasu” nie można być pewnym tego, co czeka na kolejnej stronie. Autor skacze pomiędzy wątkami, urywając akcję w krytycznych momentach i przechodząc do na pozór kompletnie niezwiązanych z fabułą fragmentów. W tle dojrzewa wątek bezimiennego Amerykanina badającego pośród piasków Sahary, pod okiem mędrca Hakima, niezwyczajne, naskalne freski. Bohaterów zaczynają nawiedzać wizje pustyni, los stawia im na drodze tajemnicze postacie, skłaniające ich do odbycia podróży w głąb siebie i stawienia czoła wewnętrznym demonom. Przez lwią część książki czytelnik utrzymywany jest w stanie niewiedzy, bez odpowiedzi pozostają pytania dotyczące przyczyny zatrzymania czasu, wyjątkowości piątki protagonistów oraz tego, co zaplanował dla nich autor. Intryga narasta, coraz to nowe pionki są włączane do gry, a na horyzoncie zaczyna majaczyć potężna siła, mogąca zagrozić całemu istnieniu.

, Aura tajemnicy to najlepszy element powieści (czytelnik może się czuć jak widz serialu „Zagubieni”). Przemyślenia autora intrygują i skłaniają do refleksji. Dormann umiejętnie prowadzi odbiorców krętymi ścieżkami swojego umysłu, nie pozwalając im zapomnieć o fabule powieści. Niestety gdy książka zaczyna zdradzać swoje sekrety, można doznać uczucia rozczarowania. Początkowo ma się wrażenie, że pozycji blisko jest klimatem do dzieła na miarę „Diuny” Franka Herberta, nadzieje i oczekiwania są ogromne, niestety meritum „Ziaren Czasu” okazuje się tradycyjny konflikt dobra ze złem. Mamy rycerzy Jedi/asasynów, tutaj nazwanych Wybranymi, – czyli głównych bohaterów, i sithów/templariuszy, tj. Wyznawców – sługusów ciemności, dążących do zniszczenia wszystkiego, co dobre. Autor dodał nieco szarości obu ugrupowaniom, aby uwiarygodnić opowiadaną historię i zamazać granicę pomiędzy prostym podziałem na jasną i ciemną stronę mocy, ale nie ustrzegł się ogranych schematów.

Pozycja jest napisana przystępnym językiem, nie nudzi i zachęca do dalszej lektury. Interesująco przedstawiono aspekt kulturowy. Jako że akcja powieści toczy się w różnych zakątkach globu, czytelnik odwiedzi między innymi Japonię, Maroko czy Wielką Brytanię. Najciekawiej prezentują się rozdziały dziejące się na Saharze, potęgujące tajemniczy nastrój panujący w powieści. Strona typowo fantastyczna również wypada dobrze – w książce nie zabraknie zarówno dynamicznych fragmentów, magicznych pojedynków, jak i spoglądającego na nas z okładki Anioła Apokalipsy. Wszelkiego rodzaju nadprzyrodzone i magiczne elementy nie są nachalne, stanowią bardziej tło dla opowiadanej historii i, co najważniejsze, zostały sensownie wplecione w fabułę. Mimo świadomości bohaterów o uczestnictwie w nieznanym im nadprzyrodzonym planie, czytelnik odczuwa ich wahanie i niedowierzanie. To ludzie z krwi i kości, nieprzyzwyczajeni do bycia pionkiem w rozgrywce, w której stawką są losy świata.

„Ziarna Czasu” to bardzo dobra pozycja dla fanów fantastyki (i nie tylko) w każdym wieku. Świetnie nakreśleni, realistyczni bohaterowie, intrygująca historia oraz smaczki fabularne czynią książkę lekturą wartą polecenia. Czegoś jednak zabrakło, aby wystawić maksymalną ocenę. Powieść jest wstępem do dłuższego cyklu, autor kończy akcję klasycznym cliffhangerem i zostawia czytelnika z wieloma pytaniami, jakby przerywając książkę w połowie. Oczywiście takie było zamierzenie, ale „Ziarna Czasu” tracą przez to jako samodzielna pozycja. Miejmy nadzieję, że pan Dormann poprowadzi historię w interesującym, nieszablonowym kierunku, gdyż potencjał w książce tkwi ogromny.

Ocena: 4/5

Dyskusja