Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Zielona planeta – recenzja „Dżungli”

Science fiction najczęściej przywodzi skojarzenia z galaktycznymi wojnami, kosmicznymi podróżami, eksploracją wszechświata, kontaktem z obcymi cywilizacjami czy zasiedlaniem planet, na których potem obowiązkowo musi dojść do rebelii bądź waśni między rządzącymi. W grę wchodzi także robotyka, szczególnie popularne w tym temacie jest zjawisko zbuntowanych robotów, androidów próbujących z panów (tu wstawić: ludzi) uczynić podwładnych. Z grona autorów SF wyjąć można paru nie idących przetartymi albo szablonowymi szlakami, jak Herbert czy Grzędowicz. Choć ten drugi zaliczany jest już do science fantasy. Przełomowe dzieło Herberta – „Diuna” – cechowało parę innych elementów, jak filozofia i ekologia, i zdawać by się mogło, że podobnej tematyki nie podejmie już nikt. Dariusz Sypeń na przekór temu podjął, a co z tego wyniknęło? Czy jego utwór to militarne SF, wojna z reżimem lub maszynami, a może próba nawiązania wspólnego języka z obcą cywilizacją?

„Dżungla” to powieściowy debiut Dariusza Sypenia, przenoszący czytelnika do XXIII wieku, w którym technologia może nie jest tak futurystyczna, jak w większości podobnych utworów, ale poziom jej zaawansowania pozwala na projekcję i transfer ludzkich myśli do globalnej sieci, odmłodzenie komórek czy zmianę atmosfery innych planet na zdatną do egzystencji dla Ziemian. Ponadto scenerią jest skolonizowany Mars, choć wciąż odbywają się tam prace związane ze zmianą warunków na optymalne dla człowieka.

Jeżeli chodzi o fabułę, to chociaż czytelnik ma do czynienia z science fiction, nie przyjdzie mu spotkać się z galaktycznymi wyprawami ani wojnami, nie będzie walki z androidami ani Marsjanami. Zamiast tego autor prezentuje planetę, na której ludzie utrzymują się głównie dzięki syntetycznym wspomagaczom i zmodyfikowanym genetycznie gatunkom. Brak tu spektakularnych bitew, walki na miecze świetlne czy sieci intryg (choć i te się zdarzają, pojedynczo). Aczkolwiek fabuła w dużej mierze jest spokojna, to wciąż ciekawi oraz posiada magnetyzm, zachęcający czytelnika do dalszego poznawania opowieści. A ta skupia się na dwóch osiach fabularnych – przez co poznaje się marsjańską kolonię z dwóch perspektyw: Daniela z prowincji, świadczącego drobne usługi oraz Fran, kobiety nauki, zajmującej się tajnym projektem. Jedynym przeciwnikiem dla ludzkiego życia na planecie jest tak zwana Dżungla, organiczny byt nie dający się ani zbadać, ani okiełznać, zaś wszystkie próby pozbycia się jej kończą się niepowodzeniem. A ona wciąż się rozrasta.

Kreacja bohaterów udała się prozaikowi. Czytelnik utożsamia się z głównymi postaciami, lecz czasami może odczuwać do którejś z nich ambiwalentne uczucia, a to za sprawą podejmowanych przez nich decyzji oraz poglądów, z którymi odbiorca może się nie do końca zgadzać. Wszystko, co uczynili albo czego nie uczynili można jednak usprawiedliwić. Są to ludzie cierpiący, a żaden z nich nie potrafi pogodzić się ze stratą. To, jacy są jest skutkiem zdarzeń, jakie przeżyli. Autor postarał się, aby każdego dało się wyróżnić jakąś cechą. Dzięki temu zabiegowi trudno pomylić jedną postać z drugą, i nie trzeba co jakiś czas przewracać kartek, żeby przypomnieć sobie, kim właściwie dany bohater jest. Ale najważniejsze jest to, iż postacie tła nie zlewają się w szary tłum, tylko są podzielone na konkretne – dość charakterystyczne – grupy.

Autor – co zrozumiałe przy debiucie – nie jest szerzej znany, ale wcześniej publikował utwory fantastyczne i obyczajowe na łamach magazynów literackich oraz portali internetowych. Styl pisarza nie należy może do wybitnych, ale jak na początkującego prozaika jest całkiem nieźle. Umiejętnie prowadzi dialogi, dawkuje przemyślenia filozoficzno-moralne oraz szczegółowe informacje o aktualnym stanie rzeczy. Język nie jest skomplikowany, ale nie raz Sypeń stosuje fachowe nazewnictwo, które jednak nie powinno nikomu sprawiać większych problemów. Z narracją też jest nie najgorzej, jej tempo jest optymalne, nie jest ani wartka, ani powolna. Pozwala cieszyć się swoistą malowniczością i klimatem, nie przedłużając pewnych sekwencji.

Sypeń nie boi się pokazywać współczesnej problematyki sparafrazowanej na potrzeby swojej wizji. Właściwie w przedstawionym przez autora świecie widać skutki dzisiejszych wystąpień, zniesienia tabu czy reformacji poglądowo-moralnej. Jest seks, hetero-, homo- oraz biseksualny, i nikomu w owej wizji to nie przeszkadza. Na łamach powieści występują również odłamy oraz sekty religijne i przeróżne stowarzyszenia, takie małe opozycje przeciw władzy. Prócz jednej, zasadniczo stanowią wyłącznie pewien koloryt tamtej kultury – odmiennej od konserwatywnej Ziemi.

Fizyka wykreowanego przez pisarza świata gra marginalną rolę, autor wyjaśnia co prawda wiele, ale stara się zwrócić uwagę na postacie. Ludzie w powieści postawieni są w obliczu nowego świata – obcego, nie w pełni zdominowanego przez kolonistów, sprawiającego wyłącznie pozory bezpiecznego i przyjaznego. Szczególnie, gdy z jednej strony stoi władza ze swoimi wpływami, a z drugiej tajemniczy byt.

Być może Dariusz Sypeń to nie Philip K. Dick ani Stanisław Lem, ale wyraźnie widać potencjał, który w „Dżungli” został wykorzystany. Pisarz w znacznym stopniu poruszył tematykę ekologii, co było jednym z elementów cenionych przeze mnie u Herberta. Z niecierpliwością czekam na nowe SF spod pióra Sypenia, bo „Dżungla” to najlepszy debiut, jaki w tym roku czytałem.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja