Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jak być bohaterem w nowym, lepszym świecie – recenzja książki „Lepszy świat”

Wyobraźmy sobie książkę, która łączy w sobie głęboką refleksję na temat otaczającego nas świata z niezwykle wartką, dynamiczną akcją. Książkę, od której zarówno trudno się oderwać, jak i spać spokojnie po jej lekturze. Książkę, którą pochłania się jednym tchem, a jednocześnie wywołane przez nią myśli i emocje nie dają odbiorcy spokoju jeszcze długo po odłożeniu jej na półkę. Książkę będącą zarazem doskonałą rozrywką, jak również inspirującym traktatem filozoficzno-socjologicznym. Wielu czytelników nazwałoby taką powieść dziełem idealnym. Podobno ideały nie istnieją. A jednak! Ja znam taką książkę. Jest to „Lepszy świat” Marcusa Sakey’a.

Mutanci i superbohaterowie

Jeśli spojrzeć wyłącznie na wierzchnią warstwę „Lepszego świata”, otrzymujemy świetną powieść akcji, której fabuła rozgrywa się w alternatywnej, skrajnie dystopijnej rzeczywistości. Nie jest to jednak dystopia ani infantylna, ani przekoloryzowana, w odróżnieniu od wielu światów przedstawionych powieści tego gatunku. Sprawia za to wrażenie bardzo wiarygodnej i realistycznej.

„Lepszy świat” to także opowieść bardzo plastyczna, bogata w niemal filmowe ujęcia, nawiązująca do – jakże popularnej w ostatnim czasie – konwencji superbohaterskiej. Mamy tu badania i eksperymenty genetyczne oraz tajemnicze mutacje, sprawiające, że niewielki odsetek ludzkości zyskuje niespotykane dotąd zdolności. Mamy także specjalne agencje rządowe i tajną politykę. Mamy również supebohaterów – obdarzone nietypowymi umiejętnościami jednostki, próbujące za wszelką cenę ratować upadający świat, nękany atakami terrorystycznymi, rządzony przez skorumpowanych polityków i wyniszczoną nieprzystosowaniem do nowego porządku ludzkość.
Brzmi znajomo? Oczywiście, jednak wizji Sakey’a nie można nazwać wtórną i potraktować jako kolejne dzieło kultury, próbujące jedynie wpasować się w modny trend. Mutacje bohaterów „Lepszego świata” nie polegają bowiem na zdolności do szybkiej regeneracji, strzelaniu laserami z oczu, telekinezie czy piromancji. To bardziej „przyziemne” i lepiej wpisujące się w aktualną wiedzę naukową „dary” – wybitne zdolności matematyczne, umiejętność wykrywania kłamstwa, opóźniona percepcja czy umiejętność widzenia świata w formie wektorów (co w praktyce można wykorzystać do przechodzenia obok innych ludzi niezauważonym). Nie ma tu „nadprzyrodzonych mocy”. Są za to wiarygodnie brzmiące zmiany genetyczne. Dzięki temu „superbohaterska fantastyka” Sakey’a wydaje się dość realistyczna.

Studium ludzkiej natury

Alternatywna rzeczywistość wykreowana przez Marcusa Sakey’a to jednak nie tylko efekt bujnej fantazji pisarza. Trudno oprzeć się wrażeniu, że stanowi ona też sposób na zwrócenie uwagi na główne problemy współczesnego świata. Ksenofobia, społeczny lęk przed zmianami, manipulacja ze strony władz i mediów, terroryzm, relatywizm moralny… Wszystko to do złudzenia przypomina realia, w których żyjemy. Gdyby odrzeć „Lepszy świat” z fantastycznej otoczki, pozostałaby właśnie taka rzeczywistość, jaką każdy z nas dobrze zna.

Czy wobec tego ta i poprzednia powieść autora („Niebezpieczny dar”) to rodzaj manifestu lub otwartej krytyki współczesnego świata? Z jednej strony czytelnik może odnieść wrażenie, że chwilami autor, poprzez opisywaną przez siebie historię, w toku narracji i przez usta postaci, krzyczy: „Świecie! Ogarnij się! Spójrz, co się z tobą dzieje!”, a w monologach wewnętrznych głównego bohatera przemyca pełne goryczy oskarżenia. Z drugiej zaś byłaby to chyba teza nieco zbyt odważna. Niewątpliwym jest jednak, że „Lepszy świat” to książka pobudzająca do refleksji i obnażająca ludzką naturę. Tę, która sprawia, że człowiek panicznie boi się inności, snuje wizje własnego – nomen omen – „lepszego świata”, chce go zmieniać, na swój sposób naprawiać, a jednocześnie opanowuje go lęk przed zburzeniem „starego porządku”.

Bohaterowie lepszego świata

, „Gdyby ludzie […] każdego dnia choć chwilę poświęcili na myślenie, kim są lub kim mogliby być, wtedy świat byłby dużo lepszym miejscem i może nawet nie byłoby wojen” – gdy myślę o najnowszej książce Marcusa Sakey’a „Lepszy świat”, od razu przypomina mi się ten cytat, wyczytany kiedyś w zupełnie innej powieści, innego autora („Marzyciel”, Ian McEwan).

Takimi właśnie ludźmi, poświęcającymi czas na myślenie o tym, kim są i kim mogliby być, okazują się bohaterowie „Lepszego świata”. Zarówno rozdarty między poczuciem obowiązku wobec świata a prywatnymi wartościami Nick Cooper, jak i dopiero w obliczu kryzysu odkrywający w sobie niezwykłą siłę naukowiec Ethan Park, a także niemal wszystkie drugoplanowe postacie zostały obdarzone skomplikowanymi osobowościami. Autorowi udało się zachować doskonałą równowagę pomiędzy skupieniem na rysach psychologicznych bohaterów, a dynamiką akcji.

W „Lepszym świecie” ludzie borykają się z dylematami etycznymi. Próbują uratować jak najwięcej z walącego się w gruzy świata, jednocześnie pozostając wierni temu, w co sami wierzą. Jednak w sytuacjach, w jakich się znajdują, odkrycie, co jest słuszne a co nie, przestaje być już proste, logiczne i jednoznaczne.

„Lepszy świat” jest więc także opowieścią o ludziach próbujących poradzić sobie w warunkach ekstremalnych, gotowych na wszystko, by chronić bliskich, a jednocześnie pragnących zachować resztki człowieczeństwa. To również, wbrew pozorom, ciepła i wzruszająca historia o wartości rodziny, ludzkich emocjach, odwadze i honorze.

Akcja, akcja i jeszcze raz akcja

Właśnie, akcja. Pomimo zawartych w powieści licznych rozważań filozoficzno-socjologicznych, wielu monologów wewnętrznych bohaterów i niezwykle plastycznych opisów, to „akcja” jest jednym z pierwszych określeń, jakie kojarzą się z „Lepszym światem”. Jest wartka i dynamiczna, ale nie pędzi tak, by czytelnik nie mógł nadążyć. Książka po prostu „czyta się sama”. Sakey’owi udało się niewątpliwie stworzyć rzadko spotykane połączenie – prozę jednocześnie lekką, mówiąc kolokwialnie – „łatwo wchodzącą” i ambitną, bardzo refleksyjną, angażującą czytelnika umysłowo oraz emocjonalnie. Pisarz udowodnił, że te cechy wcale nie muszą się wykluczać.

„Lepszy świat” pochłania się jednym tchem, nawet nie zauważając, kiedy książka nagle się kończy. Na szczęście otwarte zakończenie sugeruje, że planowana jest kontynuacja. Czekam więc z niecierpliwością na dalszy ciąg historii, która wydaje się dopiero nabierać rozpędu…

Ocena: 5/5

Dyskusja