Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jeden zły dzień – recenzja „Batman: Zabójczy żart”

Podobno wystarczy jeden dzień, aby zmieniło się całe nasze życie. Jak bardzo zły dzień musiał mieć Joker, by stać się Księciem Zbrodni?

Można nie czytać komiksów, można nie oglądać filmów o superbohaterach, ale chyba każdy kojarzy Batmana, znanego także jako Mroczny Rycerz, Człowiek Nietoperz czy po prostu jako Bruce Wayne. To jedna z tych postaci, które na stałe zapisały się w historii światowej popkultury. Wśród osób znających Mrocznego Rycerza znajdzie się i ktoś, kto oglądał film, i ktoś, kto przeczytał komiks, i ktoś, kto potrafi wymienić choć jednego jego wroga. Wśród najczęściej przytaczanych nieprzyjaciół zapewne pojawi się – i to nie raz – pewien pan o trupiobladym obliczu, demonicznym uśmiechu od ucha do ucha i o zielonych włosach. Oto Joker, Błazeński Książę Zbrodni.

Zabójczy żart to pozycja autorstwa Alana Moore’a z rysunkami Briana Bollanda, która ukazuje genezę jednego z najbardziej popularnych i charakterystycznych złoczyńców, jacy pojawili się na kartach komiksu. Zaryzykuję nawet i powiem, że jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych czarnych charakterów w całej popkulturze.
Najprościej rzecz ujmując, Zabójczy żart to historia o tym, jak zwyczajny człowiek stał się jednym z największych zbrodniarzy nie tylko w Gotham City, ale także w całej historii czarnych charakterów. A wystarczył tylko jeden dzień… Jeden zły dzień, aby mógł narodzić się Joker. Zanim nasz Książę Zbrodni stał się gościem spod ciemnej gwiazdy, był zwykłym komikiem, który wraz z ciężarną żoną ledwo wiązał koniec z końcem. Tak naprawdę to był bardzo kiepskim komikiem, który – zamiast rozśmieszać ludzi – każdego wieczora coraz bardziej pogrążał się w smutku nad swoim marnym żywotem. Każdy kolejny dzień tylko pogłębiał w nim poczucie beznadziejności i bezradności. Aż do dnia, gdy zdecydował się dołączyć do gangu Red Hooda i po raz pierwszy przywdziać charakterystyczny czerwony kaptur. A wszystko to wydarzyło się tego pechowego dnia. Dnia, który na zawsze odmienił jego życie.

Pomijając wszystko, Zabójczy żart to komiks, którego fabuła zbudowana jest w taki sposób, aby czytelnik mógł poznać genezę narodzin Jokera, a także bliżej przyjrzeć się jego relacji z Batmanem. Z jednej strony – cofamy się w czasie, by poznać historię marnego komika, który, popadając w depresję, próbował jednak jakoś wyjść na prostą, nawet jeśli oznaczałoby to zostanie przestępcą. Swoją drogą – tak naprawdę to nie wiadomo do końca, czy to, co widzimy na kolejnych kartach, to prawdziwa historia jego życia… Przez te wszystkie lata szaleństwa Joker sam bowiem nie jest pewny, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę. To wygląda trochę tak, jakby nasz złoczyńca sam do końca nie wiedział, co jest prawdziwe, a co jest kolejnym wytworem jego chorej wyobraźni.

Podobnie przedstawiona jest jego relacja z Batmanem. Zarówno jeden jak i drugi, niezależnie od tego, jak bardzo by chcieli i próbowali, zdają sobie sprawę, że są na siebie skazani. Jakby obaj sami siebie nakręcali do wszelakich akcji. Coś jak ying i yang, plus i minus… Nie potrafią żyć bez tej relacji – Joker bez Batmana nie jest Jokerem a Batman bez Jokera nie jest Batmanem. I to widać w komiksie, można nawet powiedzieć, że „miłość jest w powietrzu”. Chyba nigdzie indziej (jak do tej pory) nie spotkałem się z tak bardzo emocjonalnie nacechowaną relacją Batman – Joker.

Pomimo tych wszystkich zachwytów komiks nie jest pozbawiony wad. Do największych na pewno zaliczyć należy objętość Zabójczego żartu, którą można porównać do jednego grubszego zeszytu. Jasne, ktoś może mieć wznowienie w twardej oprawie czy wydanie oryginalne z materiałami dodatkowymi. Ale sama historia jest krótka i pozostawia uczucie wielkiego niedosytu. Także patrząc na rysunki można mieć wrażenie, że Brian Bolland momentami musiał posiłkować się tylko jednym kolorem, którego używał w różnych odcieniach, przez to ilustracje wydają się trochę brudne, ciemne i ponure. Ktoś powie, że takie odcienie pasują do Jokera, że dodaje to klimatu samej opowieści, że są trochę psychodeliczne, ale niektórych mogą zmęczyć już po kilku stronach. Mówię tutaj o starszym wydaniu od TM-Semic, które posiadam. W nowszym wydaniu od Egmontu kolory są na nowo nałożone, a niektóre kadry poprawione.

Zabójczy żart to mroczna podróż, podczas której poznajemy przeszłość jednego z największych złoczyńców w historii popkultury. I niekoniecznie jest to historia prawdziwa – sam Joker przecież nie jest do końca jej pewien. Zabójczy żart to także cudowne ukazanie toksycznej relacji pomiędzy Księciem Zbrodni a Mrocznym Rycerzem. To również… jeden z lepszych komiksów, które czytałem.

I nie piszę tak dlatego, że mówią to inni albo lubię komiksy czy powyższych bohaterów. Uważam tak, bo Zabójczy żart to komiks, który przeżywam za każdym razem, gdy go czytam. I za każdym razem inaczej go interpretuję. Raz współczuję Jokerowi, innym razem – kibicuję Batmanowi, a jeszcze innym –nienawidzę obu za to, jak ta relacja niszczy ich nawzajem. Zapewniam, że nie wystarczy tylko raz przeczytać ten komiks. Do niego trzeba wracać, pamiętając tylko o jednej rzeczy…

… wystarczy jeden dzień, aby zmieniło się nasze życie.

Jeden zły dzień.

Dyskusja