Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kiedyś był Konstantynopol, a teraz jest Istambuł. Recenzja gry planszowej „Istanbul”

Bliski Wschód wydaje się na czasie teraz, gdy w całej Europie trwa pojedynek zwolenników przyjmowania muzułmanów z tymi, którzy wolą kisić się we własnym sosie. Bez względu na to, którą stronę w tym sporze zajmujesz – czy może w ogóle cię to nie interesuje – możesz wziąć udział w iście arabskim pojedynku na scimitary w grze planszowej „Istanbul”.

Obrazek

Zanim jednak zaczniesz, musisz przejść przez labirynt konstantynopolitańskich uliczek z mapą, którą zwą instrukcją. Instrukcja gry to niemal księga, przerzucasz kartki jak w karcie wyborczej przy głosowaniu do samorządu. Nie ma się jednak co dziwić, gra bowiem zawiera tak wiele elementów, że od ich nadmiaru można dostać zawrotu głowy, jakbyś nawąchał się najlepszych stambulskich przypraw korzennych. Przygotowanie planszy, składającej się z 16 prostokątnych kart Lokacji, i rozmieszczenie na niej wszystkich Rubinów, kart Meczetów, rozszerzeń Wózków, pionków Członków Rodzin (a sam Allah raczy wiedzieć, dlaczego wszystko to zapisywane jest wielką literą) i wielu, wielu innych małych przedmiotów może zająć naprawdę dużo czasu, zwłaszcza początkującym graczom. Później zaś drugie tyle zajmuje poruszanie się na oślep między stoiskami, Meczetami, Pocztą i Posterunkiem policji, zanim zorientujemy się, dokąd i dlaczego warto się w danym momencie udać, by ugrać coś więcej niż informację, co miałoby się wydarzyć w danej lokacji, ale się nie wydarzy, bo nie zdobyłeś w innej tego, co w tej jest ci potrzebne. Zwłaszcza że nieidealnie przetłumaczona instrukcja zawiera błędy, czasem literówki, czasem niedoprecyzowane informacje, czasem wręcz pomyłki – jak choćby nazwanie Meczetem lokacji, która tak naprawdę jest Targiem. Na szczęście przy odrobinie dobrej woli gracz jest w stanie odwrócić mapę w dobrą stronę, znaleźć drogę między magazynami i straganami i wreszcie zacząć obmyślać strategię na wzbogacenie się wcześniej, niż zrobią to inni gracze.

Obrazek

Głównym celem gry jest zdobycie pięciu Rubinów (w wariancie dwuosobowym – sześciu). Znajdują się one w pięciu lokacjach – w dwóch Meczetach, u Kołodzieja, w Pałacu Sułtana i u Jubilera. Teoretycznie mogłoby się wydawać – i na początku się tak wydaje – że każdy gracz musi zdobyć po jednym Rubinie z każdej lokacji, tak naprawdę jednak Sułtan i Jubiler mogą oddać więcej Rubinów, jeśli masz wystarczająco dużo Towarów lub pieniędzy zwanych Lirami. Aby zdobyć Liry, trzeba sprzedawać Towary. Aby mieć więcej Towarów, trzeba odwiedzać Składy. Aby móc zgromadzić ich jeszcze więcej, należy powiększać Wóz u Kołodzieja. Żeby to zrobić, trzeba mieć odłożone Liry. I tak w kółko. Na Poczcie można pobrać Towary za darmo, podobnie na Czarnym rynku. Żeby jednak móc to zrobić, należy mieć ze sobą swoich Pomocników, których w poszczególnych lokacjach się zostawia. Osoba, która pozbyła się wszystkich Pomocników, musi po nich wracać i nie może wykonywać żadnych akcji. W tym czasie inny gracz może już handlować z Przemytnikiem albo wyłudzać karty bonusowe od Burmistrza. Karty Bonusowe mogą posłużyć do zwiększenia swoich szans w dalszej rozgrywce, wliczając w to możliwość dwukrotnego handlu u Jubilera i zwiększenia liczby posiadanych Rubinów nawet do sześciu. I nie można napisać inaczej jak tylko tak, że nie ma żadnej realnej możliwości przedstawienia wszystkich opcji rozgrywki w recenzji. Bo ta, wydawałoby się, niezbyt wielka gra zawiera tak wiele szczegółów, że nie sposób ich nawet pokrótce opisać. Trzeba zagrać, żeby zrozumieć wszystkie zasady – i to zagrać wnikliwie, bez uprzedzeń i zniecierpliwienia spowodowanego natłokiem danych.

Obrazek

Istanbul to gra strategiczna i każdy może sobie swoją strategię obmyślić. Nie ma oczywiście obowiązku korzystania ze wszystkich opcji gry przez każdego gracza. Sposoby na zdobycie bogactwa mogą być bardzo różne. Rywalizacja nie jest przy tym agresywna, bo gracze nie mogą sobie wzajemnie zaszkodzić, kradnąc sobie na przykład Rubiny. Jedyną wrogą wobec siebie działalnością jest opłata dwóch Lir i to tylko wtedy, kiedy sami staniemy na lokacji, na której już przebywa inny gracz. Zatem scimitary wymienione na początku były lekką przesadą. Nikt też do arabów nie strzela, jak Indiana Jones w „Poszukiwaczach zaginionej arki”. Nie jest to zatem gra na twarde argumenty, lecz na myślenie, z niewielką dawką losowości w postaci kart Bonusowych. Warto więc przebrnąć przez trudną instrukcję i dość nijaki początek, by ostatecznie wciągnąć się w inteligentną, wesołą zabawę. Do tego znakomite wykonanie naprawdę wielu elementów gry, w tym piękne ilustracje na kartach, pozwalające poczuć klimat tureckiego miasta, sprawiają, że gra zasługuje na mocną czwórkę

Dyskusja