Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Magia dla nastolatków – recenzja książki „Amulet. Łowcy potworów”

Szukając w sieci informacji o książce pt. „Amulet. Łowcy potworów”, można kilkakrotnie natknąć się na opinię, że jest to polski „Harry Potter”. Pod względem promocyjnym to stwierdzenie niezwykle wzmaga u potencjalnych czytelników chęć przeczytania, lecz jednocześnie, pod kątem jakości, niebywale podnosi poprzeczkę. Czy pisano tak na wyrost?

Kto czaruje?

Główna bohaterka jest nastolatką o imieniu Rose, która podczas spaceru w lesie, za sprawą niefortunnego wypadku, skręca sobie kostkę, jednocześnie tracąc szansę na przygody do końca wakacji. Na szczęście ratuje ją Ryan, z którym szybko się zaprzyjaźnia. Na dodatek, nudy do rozpoczęcia roku szkolnego zostają skreślone przez niebywałe odkrycie – dziewczyna potrafi ochładzać i podgrzewać wodę. Szybko dowiaduje się, że jest magiem, tak jak jej przystojny wybawca.

„Jestem nastolatką i lubię «Amulet»”.

Karolina Cielas jest debiutantką, co wielokrotnie widać podczas czytania. Jak sama mówi, pierwsze dzieła tworzyła już, mając siedem lat. „Amulet. Łowcy potworów” powstał, gdy miała trzynaście wiosen i właśnie czytelniczki w tym wieku najlepiej będą się bawić podczas lektury. Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim mnóstwo dziewczyn będzie widzieć w głównej bohaterce, która zresztą również jest w wieku gimnazjalnym, siebie. Za sprawą lektury, podczas wczuwania się w główną postać, ziszczą się ich marzenia o byciu wyjątkową i posiadaniu wspaniałych zdolności. Rose Carter jest też bardzo silna psychicznie, dzięki czemu będzie nawet wzorem do naśladowania (pogryzienie przez demona to dla niej błahostka). No i wokół niej zawsze znajdują się fajni chłopcy, a to kolejny plus, mogący wywołać rumieniec na twarzy młodej czytelniczki. Ponadto pisarka w swym dziele zawarła sporo szacunku dla rodziców. Przejawia się on w zachowaniu protagonistki, niebywale liczącej się ze zdaniem rodzicieli. Jest to aspekt, który powinien zostać doceniony, a przede wszystkim naśladowany. Przeżywając niebywałe wydarzenia, odbiorca chłonie pozytywne wartości. Prócz tego, nie uświadczymy brutalnych scen, hektolitrów krwi i dużej dawki erotyki. Wszystko dostosowano do wieku odbiorcy.

Znowu magia? Ile w tym Pottera?

Autorka sięgnęła po motyw magii – temat niebywale wyeksploatowany. Fani czarodzieja z blizną będą zadowoleni, że mogą choćby częściowo wrócić do świata lewitujących przedmiotów, lecz granica jest bardzo cienka i łatwo zarzucić pisarce mocną inspirację. Rose dowiaduje się, że jest magiem i od września rusza do Akademii Magii. Brzmi znajomo? Najbardziej wredna osoba w szkole to Miranda – blondynka, która jest bardzo zarozumiała, ponieważ ma wysoko postawionych rodziców. To już gdzieś było? Myślojady wysysają wspomnienia. Podpowiedź: de – men – to – rzy. No i rzecz dzieje się w Anglii.

Pisarce można także zarzucić, że w książce jest zbyt mało magii. Nawet w Velrisie czyli wymiarze, w którym znajduje się Akademia Magii (niebędąca na szczęście starym zamczyskiem), z którego czary powinny wręcz kipieć, jest jej niewiele. Większą część dzieła zajmują rozmowy czy rozterki bohaterów. Niewiele w niej opisów magicznych zwierząt, nadnaturalnego sposobu komunikacji czy tworzenia posiłków za pomocą czarów. To pozytywnie wpłynęłoby zarówno na atmosferę, jak i objętość „Amuletu”. Z drugiej jednak strony, czytelnik przekładający zawiłości psychiki nad wydarzenia, pędzące na łeb na szyję, będzie niezwykle zadowolony. Oczywiście zaskakujących zwrotów akcji jest dużo, ale twórczyni skupiła się głównie na przemyśleniach Rose.

Autorskie pomysły

Karolina Cielas stworzyła jednak wiele własnych elementów świata przedstawionego. Roślinność, Velris, a także potwory. To się ceni, ale te pomysły powinny być bardziej rozwinięte. Niewielki opis – choćby monstrów – sprawia, że czytelnik wiele musi sobie dopowiadać, co negatywnie wpływa na klimat. Pole do popisu jest ogromne, faunę i florę można tworzyć jaką tylko dusza zapragnie. Wykreowanie własnego bestiariusza i przedstawienie większej ilości cech charakterystycznych każdego ze stworów wyśmienicie budowałoby klimat.

W stylu autorki można zauważyć manierę, polegającą na pisaniu, czy dana postać, pojawiająca się właśnie w książce, jest ładna. Uroda jest bardzo istotną cechą, zwłaszcza u chłopców.

Pisarka powinna również popracować nad sposobem opisu zachowania postaci. Szturchnięcie łokciem podczas żartów, grożenie palcem czy przewracanie oczami wychodzi nieco sztywno. Poza tym młodej Carter zdarza się kilkakrotnie powtarzać pewne informacje. Wystarczy, jak czytelnik dowie się o czymś raz (marsz w stronę parku można oznajmić jednokrotnie). Rzecz jasna, należy pamiętać, że to debiut, więc nie ma co się zrażać. Nie od razu Velris stworzono! Jak już wcześniej wspomniałem: pisarka ma potencjał, lecz musi nad nim popracować.

„Amulet. Łowcy potworów” to dzieło skierowane przede wszystkim do nastolatek. Przekazuje pozytywne wartości, co jest dużym plusem. Dziewczyny z łatwością utożsamią się z Rose i będą się świetnie bawić w świecie magii. Rzucanie przedmiotami czy leczenie bez użycia różdżki przykuwa uwagę do książki, a fabułę poprowadzono tak, że na jednym tomie raczej się nie skończy. Całkiem udany debiut powinien być kontynuowany, a warsztat autorki rozwijany.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja