Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Miłość na granicy światów – recenzja książki „Sny bogów i potworów cz. 2”

„Dawno, dawno temu…
Zaczęła się podróż,
która miała połączyć wszystkie światy
nicią światła.”

Laini Taylor, autorka trylogii „Córka dymu i kości”, ostatni tom swojej serii zatytułowany „Sny bogów i potworów” zdecydowała się podzielić na dwie części. Recenzję pierwszej możecie przeczytać TUTAJ, a niedawno w księgarniach pojawiła się część druga. Czy Taylor udało się utrzymać czytelników w napięciu i zaciekawić dalszymi losami chimer i serafinów z równoległej rzeczywistości?

Pisarka pozostawiła odbiorców w niepewności i niecierpliwym oczekiwaniu, kończąc poprzednią książkę w kluczowym momencie, tuż przed samym punktem kulminacyjnym. Było to doskonałe posunięcie – zapewne nikt, komu „Sny bogów i potworów” przypadły do gustu, nie potrafiłby nie sięgnąć po kontynuację i nie dowiedzieć się, jaki los spotkał bohaterów. Na szczęście druga część książki pojawiła się na rynku niedługo później. W przeciwnym razie fanów serii mogłaby zjeść ciekawość.

Po lekturze pierwszej części można było pomyśleć, że intryga zmierza już do dość prostego rozwiązania, autorce udało się jednak kilkoma błyskotliwie skonstruowanymi zwrotami akcji utrzymać atmosferę napięcia i mocno skomplikować fabułę. Za każdym razem, kiedy czytelnik może spodziewać się już sielankowego happy endu, pisarka zaskakuje go i skutecznie wyprowadza z błędu.

W tej części powieści nareszcie łączą się też wszystkie wątki, które do tej pory przebiegały równolegle. Niektóre rozwiązania fabularne okazują się naprawdę nieprzewidywalne i nietuzinkowe. O ile w części pierwszej głównymi atutami powieści były konstrukcja świata przedstawionego i oryginalny, liryczny język, o tyle tutaj autorka mocniej skupiła się na samej intrydze i również w tej kwestii pokazała klasę. Akcja jest znacznie żywsza i bardziej dynamiczna niż w poprzedniej książce, a napięcie rośnie ze strony na stronę.

Nie oznacza to jednak, że dwa wcześniej wymienione elementy pozostają w cieniu. Styl pisania Laini Taylor nadal zachwyca, szczególnie że autorka wprowadziła do tej części opowieści więcej erotyzmu – bardzo zmysłowego, delikatnego i subtelnego. Mniej też rażą humorystyczne dialogi czy wypowiadane przez bohaterów zwroty, które zupełnie nie pasują do rzeczywistości przedstawionej, a w poprzedniej części pojawiały się nagminnie. Po części wynika to pewnie z faktu, że czytając kontynuację, odbiorca może być już do takiego niekonsekwentnego, nie zawsze fortunnego stylu przyzwyczajony, ale należy też przyznać, że chimery przestały już przynajmniej „chrystusować” [patrz recenzja części pierwszej].

Świat przedstawiony, stworzony z ogromną fantazją i naprawdę niezwykle interesujący, tutaj nabrał też kolejnych kolorów. Autorka odkrywa przed czytelnikami jego historię oraz liczne fakty, które do tej pory pozostawały okryte aurą tajemnicy. Pojawiają się również nowe, intrygujące wątki, które wielu czytelnikom mogą się wydać nawet bardziej interesujące niż te dominujące dotychczas. Pisarka zdradza też niezwykle istotne szczegóły konstrukcji wykreowanej przez nią rzeczywistości. Ociera się przy tym o motywy charakterystyczne raczej dla fantastyki naukowej. Takie urozmaicenie wprowadza do powieści powiew świeżości, a jednocześnie harmonizuje z dotychczasową konwencją. Powieść staje się dzięki temu jeszcze bardziej nietypowa i niemożliwa do zaszufladkowania, zamknięcia w konkretnym nurcie. Opinie recenzentów (przytoczone na jednej ze stron tytułowych książki), jakoby Laini Taylor „stworzyła własny gatunek”, które wcześniej wydawały się przesadzone, teraz nabierają sensu.

Jedyne, co mnie w tej części „Snów bogów i potworów” nie przekonuje, to metamorfozy niektórych, znanych już z poprzednich książek, postaci. Wydają się zbyt szybkie i za słabo uzasadnione fabularnie, przez co sprawiają wrażenie sztucznych, nieco naciąganych.

Niewątpliwie jednak Laini Taylor nie tylko utrzymała wysoki poziom swoich poprzednich książek, ale nawet podniosła poprzeczkę. Drugą część „Snów bogów i potworów” z powodzeniem mogę ocenić wyżej niż pierwszą.

Wszystkich, których smuci fakt, że trylogia „Córka dymu i kości” dobiegła już końca, mogę jednak pocieszyć. Finał książki jest otwarty i nie wszystkie wątki zostały jeszcze wyjaśnione. Rozpoczęły się także następne, które sprawiają wrażenie zalążka kolejnej opowieści, w której wezmą udział ci sami bohaterowie. Może więc to jednak wcale nie koniec, tylko nowy początek?

Ocena: 4/5

Dyskusja