Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Multiwersum (nie)ciekawe – recenzja książki „Węzeł światów”

Czasem biorąc książkę do ręki i czytając opis z tyłu okładki, spodziewamy się czegoś bardzo dobrego. Zarys fabuły zachęca, a pierwsze strony wydają się być napisane nieźle. Niekiedy nasze przeczucie się sprawdza, innym razem – wręcz przeciwnie. Jak jest w tym przypadku?

Niestety źle. Mimo pierwszego dobrego wrażenia, zaciekawienia fantastycznym światem i losem bohaterów, już po pierwszych kilkunastu stronach entuzjazm zaczyna znikać, a zamiast niego pojawia się najpierw znużenie, a później wręcz irytacja.

W obcym świecie

Fabuła początkowo zapowiada się dobrze. We Wrocławiu pewien nastolatek, wraz z rodziną, znajduje tajemniczy artefakt. Niewiele później w jego ogródku pojawiają się przybysze z innego, fantastycznego świata. Od Mirka i jego rodzeństwa zależą losy Wanterii – ojczyzny niespodziewanych gości. Brzmi jak powieść fantasy dla młodzieży, prawda? Diabeł niestety, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Większość akcji autor upakował w pierwszych czterech rozdziałach. Dalej czytamy głównie o tym, jak bohaterowie jedzą, rozmawiają i przemieszczają się do kolejnej lokacji, gdzie (niespodzianka!) znowu jedzą i dyskutują. Autor co prawda pokusił się o coś w stylu zwrotu akcji pod koniec książki, nie był on jednak wcale nieprzewidywalny. Jeśli wszystko do tej pory szło zbyt prosto, czekamy tylko na moment, kiedy główni bohaterowie będą musieli poświęcić coś dla dobra sprawy. Także i tutaj nie jest inaczej.
Kolejnym problemem tej powieści są bohaterowie oraz dialogi między nimi. Postacie są w większości bezbarwne i ciężko poczuć do nich sympatię. Nie sposób też określić ich motywacji. Powieści fantastyczne rządzą się własnymi prawami, jednak nawet od nich oczekuje się pewnej logiki. Nie dziwienie się niczemu, zgadzanie się na wszystko i nie kwestionowanie niczego podczas pierwszego kontaktu z obcą rasą nie jest logiczne. Nawet jeśli jest się ogromnym fanem fantastyki (jak bohaterowie książki).

Dialogi w powieści są równie niewiarygodne, jak większość zachowań postaci. Dodatkowo są niemal bez wyrazu i momentami stają się wręcz absurdalne. Chociażby dyskusja matki ze swoimi dziećmi. Ona wyraża swoje zaniepokojenie ich wyprawą i pyta co będzie, jeśli nie wrócą. Dzieci odpowiadają, że przygotowały coś w rodzaju testamentu, w którym rozdysponowują swoje prywatne rzeczy pomiędzy członków rodziny i znajomych. Rozmowa się urywa i jeszcze przed momentem zmartwiona rodzicielka nie ma nagle żadnych wątpliwości, co do wypuszczenia dzieci na potencjalnie niebezpieczną wycieczkę. Tego typu dialogi są w „Węźle światów” na porządku dziennym i mogą stać się głównym powodem narastającej podczas czytania irytacji.

W powieści bardzo często widoczny jest brak konsekwencji w zachowaniach bohaterów. Dla przykładu można podać sytuację, gdy główny bohater musi zadecydować czy poświęcić się dla dobra nie swojego świata. Najpierw przywołuje jeden z grzechów głównych polskiej fantastyki, jakim jest historia przypominająca „(…) kiepską, zadętą ideologicznie powieść fantastyczną, w której bohater myśli najpierw o ratowaniu światów, a dopiero później o sobie”. Następnie stwierdza, że sam nie jest taką postacią, a zaledwie chwilę później bez mrugnięcia decyduje się pomóc w ratowaniu obcego sobie świata. Lekko ironiczne.

Można by jeszcze przywołać wiele przykładów niekonsekwencji bohaterów, braku logiki w ich zachowaniach lub drętwych dialogów. Powyższe jednak (w moim mniemaniu) są wystarczające, aby mieć pewne wyobrażenie o treści omawianej książki.

W naszym świecie

Styl i język powieści też pozostawiają sporo do życzenia. Można odnieść wrażenie, że autor sam nie był zdecydowany czy pisze powieść dla dorosłych, czy dla dzieci. Z jednej strony zarówno postacie, jak i struktura tekstu wydają się być infantylne, z drugiej zaś pojawiają się słowa nie należące do najprostszych (nie każdy nastolatek zna znaczenie wyrazu „wykoncypować”, nawet ten względnie oczytany) oraz wzmianki np. na temat seksu (wprost i nie do końca potrzebne). Zatem bez względu na fakt czy książka ta adresowana jest do dorosłych, czy do młodzieży – nie jest dopasowana do odbiory.

Wbrew powyższym argumentom powieść Jacka Izworskiego nie jest tylko i wyłącznie zlepkiem wad. Pomysł na fabułę oraz multiwersum, w którym Ziemia jest jednym z wielu równoległych, wpływających na siebie światów zapowiadał się naprawdę dobrze. Obudowany w lepiej dobrane słowa, w nieco innym stylu oraz z bardziej wiarygodnymi bohaterami mógłby stać się świetną powieścią. Ponadto fragmenty opisujące różnorodność biologiczną Wanterii (mięsne owoce rządzą!), stosunki społeczne na niej panujące czy analogie między magią i tamtejszymi technologiami a wynalazkami na Ziemi, czyta się z zaciekawieniem. Nie wystarcza to jednak do stworzenia wciągającej książki.

„Węzeł światów” pomimo dobrego pierwszego wrażenia, okazuje się powieścią kiepską. Nie najgorszy pomysł, opisany w infantylny oraz mało wiarygodny sposób, ledwie daje się czytać. W polskiej literaturze fantastycznej czytelnik odnajdzie wiele lepszych powieści, przy których można spędzić przyjemny wieczór. Tę powieść Izworskiego można sobie raczej odpuścić, chociaż być może jego wcześniejsze dzieło lub kontynuacja „Węzła światów” okażą się lepsze?

Ocena: 1.5/5

Dyskusja