Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Polscy bogowie – recenzja „Drogi do Nawi”

Powstało trochę książek o bogach, ale bodaj najbardziej znaną są „Amerykańscy Bogowie” Neila Gaimana. Niestety na rynku przez długi okres brakowało polskiego literata, który wziąłby wreszcie na warsztat słowiańską mitologię i przeobraził ją w naprawdę udaną powieść. Ukazał się cykl „Kłamca” Jakuba Ćwieka oraz heksalogia o „Dorze Wilk” Anety Jadowskiej, ale słowiańszczyzny – jeżeli chodzi o panteon – w tym tyle, co nic. W „Kronikach Żelaznego Druida” Kevina Hearnego (to oczywiście nie Polak) znalazło się paru epizodycznych Słowian, ale poza tym w urban fantasy kompletna pustka. Dopiero niedawno w księgarniach pojawiła się książka, mogąca promować się jako „polska odpowiedź na »Amerykańskich Bogów«”.

„Droga do Nawi” to nie pierwsza fantastyczna książka Tomasza Duszyńskiego, acz pierwsza beletrystyka skupiająca uwagę na wierzeniach i magii naszych przodków . Sam pisarz jest dziennikarzem radiowym, scenarzystą gier komputerowych, a poza tym pisuje utwory młodzieżowe, zaś debiutował w Fabryce Słów „Produktem ubocznym”. Zebrał także legendy oraz podania związane z własnym regionem, co zapewne miało wpływ na jego najnowszą twórczość. W powieści „Droga do Nawi” postacie i zjawiska nadprzyrodzone nie zostały przedstawione wyłącznie w formie mistycznej, duchowej. Są namacalne, z krwi i kości, i potrafią namieszać.

Fabuła powieści skupia się na losach kilku postaci, ale odbiorca nie traci przez to ciągłości opowiadanej historii. Czytelnik poznaje osobno losy głównych bohaterów – Alka, Miszy oraz Kseni. Ten pierwszy – były żołnierz, weteran misji w Afganistanie borykający się z demonami przeszłości – wskutek niekoniecznie własnych wyborów trafia do Rosji, gdzie przeznaczenie – a raczej ingerencja bytów wyższych – sprawia, że cała trójka zostaje zmuszona do działania, a ich losy zaczynają się ze sobą splatać. Nad wieloma poczynaniami bohaterów czuwają, a właściwie kierują nimi, bogowie. A jeżeli już o bóstwach mowa, to nie raz i nie dwa osobiście towarzyszą głównym bohaterom, a nawet wdają się z nimi w głębsze dyskusje, nie tylko po to, by wyjaśnić wszystkie zawiłości, przed jakimi zostały postawione postacie, ale także aby potowarzyszyć im, wesprzeć ich, czy obdarzyć mocą. Może tak opisana fabuła wydaje się raczej sielankowa, ale w rzeczywistości okraszona jest plątaniną spisków, sensacyjnych wydarzeń oraz prowadzi do podróży do jednej z najbardziej tajemniczych krain w mitologii.

Autor nie bawi się, wzorem Orzeszkowej, w przepełnione zachwytem opisy. Potrafi w paru zwięzłych zdaniach, czasem posługując się zgrabną metaforą, malowniczo i sugestywnie przedstawić zarówno współczesną rzeczywistość, jak i paranormalną fikcję. Dba o to, żeby w pierwszoosobowej narracji płynnie przechodzić z jednego świata w drugi, aby stworzyć wrażenie dynamicznego, harmonijnego przenikania się, bez jakichkolwiek zgrzytów. Duszyński nie stara się na siłę błyszczeć wymyślnym słownictwem ani przesadą fachowego nazewnictwa, język jego powieści jest konkretny i treściwy, a styl nie pozostawia wiele do życzenia.

Kreując bohaterów, pisarz ewidentnie skupił się na elementach cechujących ich charakter – miały być niepowtarzalne i dawać czytelnikowi możliwość wyboru utożsamienia się z jednym z nich. Udało się. Nie tylko sama „czołówka” jest wyrazista, również pozostałe postacie zostały dokładnie przedstawione, co pokazuje, że w tym aspekcie twórca poradził sobie wręcz wyśmienicie. Choć w sztuce rzadko widuje się słowiański panteon, podobnie nieczęsto czyta się i słyszy o nim, to wprowadzenie do powieści najważniejszych – i nie tylko – bogów z atrybutami ich charakterów, okazało się trafnym przedsięwzięciem. Czytelnik po paru spotkaniach z bohaterami wie, który ma dobre intencje, który coś kombinuje, a z którym można konie kraść. Do tego wzbogacenie niektórych z nich specyficznym, indywidualnym poczuciem humoru było fenomenalnym posunięciem ze strony autora.

Świat przedstawiony to nasza rzeczywistość z dodatkiem świata mistycznego. W tej pierwszej Duszyński skrzętnie i z dbałością o szczegóły odwzorowuje realia, pokazuje społeczeństwo takim, jakim jest – zróżnicowanym, nie czarnym i nie białym, a przepełnionym odcieniami szarości. Za pomocą pióra nadaje wszystkim miejscom odpowiedni klimat – ciężkość i surowość wielkiego miasta, czar tajemnicy mistycznej krainy, przytłaczający bezmiar pustkowi. Autor, co stanowi ukłon w stronę czytelnika, dawkuje akcję, rozdziały nie dłużą się i chociaż od książki trudno się oderwać, to podrozdziały pozwalają czytelnikowi na chwilę wytchnienia bez przerywania w środku ważnych zdarzeń.

Cóż można rzec? Nareszcie mocna, niesielankowa urban fantasy rodzimego literata z wykorzystaniem motywów mitologii słowiańskiej i odrobiną innych wierzeń (choćby nordycko-germańskich). Rzadko ma się okazję spotkać z Lelem i Polelem w beletrystyce, a to dość charakterystyczne postacie panteonu Słowian. I oczywiście, gdyby zabrakło Peruna czy Welesa – bodaj najbardziej intrygującego, ambiwalentnego bóstwa rodzimego pogaństwa – to książka z pewnością nie byłaby tym samym. A tak, czytelnik otrzymuje dobrze skonstruowaną powieść, mogącą swobodnie promować się jako „polska odpowiedź na »Amerykańskich bogów«”. Nareszcie doczekaliśmy się własnych.

Ocena: 4/5

Dyskusja