Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Potrójne upupienie – recenzja książki „Świetlna układanka”

„Nie zdarza ci się czasami, że czujesz się nie na miejscu? Nie wydaje ci się, że jesteś inny od wszystkich, zawsze wyobcowany, bo nie wiedzieć czemu ludzie uwielbiają się z ciebie śmiać? Gdyby mogli, wykreśliliby cię ze swojego życia jednym niewzruszonym gestem? Nie przejmuj się: najprawdopodobniej zagubiłeś się w alternatywnym świecie.”

Brzmi ciekawie? Tak, mnie też zaintrygował pomysł młodej, debiutującej autorki – Anny Głuszczak-Turskiej. Poczucie wyobcowania i inności to przecież coś, z czym boryka się wielu współczesnych ludzi, szczególnie młodych. Pisarka znajduje dla takiego stanu rzeczy interesujące, fantastyczne wyjaśnienie i dopisuje do niego ciepłą historię o nastoletnich siostrach bliźniaczkach, poszukujących zaginionego ojca. Przy tej okazji bohaterki odkrywają tajemnicze mechanizmy rządzące światem oraz nie do końca piękną przeszłość własnej rodziny.

Dozwolone do lat 12

Biorąc do rąk „Świetlną układankę” nie byłam świadoma, że jest to książka przeznaczona typowo dla dzieci. Często zdarza się, że literatura dziecięca potrafi zauroczyć także dorosłego czytelnika. Miałam nadzieję, że powieść należy właśnie do tego typu pozycji, okazało się jednak inaczej.

Wydaje się, że „Świetlna układanka” może spodobać się czytelnikom w przedziale wiekowym 9-12 lat. Ciepły, rodzinny klimat, nieco dziwaczny, oniryczny świat przedstawiony, walka dobra ze złem – w której dzieci stają ramię w ramię z dorosłymi i odgrywają ważne role – oraz utrzymane w „dziecinnym stylu”, kolorowe, całkiem estetyczne ilustracje. To wszystko zapewne przyciągnie uczniów szkół podstawowych. Dla starszego czytelnika może być jednak męczące.

Autor upupiony

Dlaczego? Winny temu jest głównie język. Autorka pisze w taki sposób, jakby nie tylko dedykowała swoją książkę dzieciom, ale również sama miała nie więcej niż 13-14 lat. Oczywiście, gdyby tak właśnie było, bez wahania można by określić Głuszczak-Turską małoletnim geniuszem i wróżyć jej świetlaną przyszłość w literackim świecie. Niestety po krótkim researchu okazuje się, że debiutantka to owszem osoba młoda, jednak z całą pewnością już pełnoletnia, skoro określana jest w mediach jako „absolwentka LO”.

Rozumiem doskonale, że pisząc dla dzieci trzeba operować językiem dostosowanym do wieku odbiorcy, nie jestem jednak zwolennikiem nadmiernego upupiania nie tylko czytelnika, ale i siebie samego. Bez problemu da się pisać i mówić do dzieci z poziomu wiedzy i umiejętności osoby dorosłej, tak by zrozumiały. Nie trzeba wcale automatycznie zapominać o wszystkim, czego się nauczyło po skończeniu szkoły podstawowej. Odnoszę natomiast wrażenie, że Anna Głuszczak-Turska tak mocno utożsamiła się ze swoimi odbiorcami i tak bardzo wczuła w ich położenie, że sama idealnie weszła w rolę dziecka. I to byłby atut! Gdyby nie fakt, że nic nie wskazuje na to, by narratorem powieści było dziecko.

Bohaterowie upupieni

Zinfantylizowani są także bohaterowie powieści – nie tylko ci, którzy rzeczywiście mają kilka czy kilkanaście lat, ale także postacie w dojrzałym wieku – rodzice, dziadkowie, nauczyciele. Dzieci i dorośli właściwie niczym się od siebie nie różnią – tak samo „po dziecięcemu” zachowują się, mówią i myślą.

Ponadto postacie przedstawione w „Świetlnej układance” przypominają raczej papierowych statystów, niż prawdziwych, żywych ludzi, z którymi czytelnik mógłby się utożsamić. Nie mają niemal żadnych cech indywidualnych, własnych osobowości, nic nie odróżnia ich od siebie. Sprawiają wrażenie jakby powycinanych z tej samej białej kartki.

Efekt ten jest dodatkowo potęgowany przez ich sposób mówienia. Ani jeden z bohaterów nie ma charakterystycznego rodzaju wysławiania się, brak zróżnicowania stylistycznego pomiędzy wypowiedziami małej dziewczynki, jej ojca czy babci. Dialogi są sztuczne, drętwe i zupełnie nierealistyczne. Czytelnik w czasie lektury wielokrotnie może mieć ochotę krzyknąć: „Hej, przecież ludzie tak ze sobą nie rozmawiają!”.

A na koniec wisienka na torcie absurdu – jedna z bohaterek, młodsza siostra głównych postaci, dziewczynka najwyżej dziesięcioletnia ma na imię… Pyza! Dokładnie tak – z tekstu jasno wynika, że nie jest to żadne przezwisko czy zdrobnienie, ale pełnoprawne imię. I to mogłoby przejść, gdyby wszystkie postacie nosiły dziwne, wyimaginowane imiona. Wówczas dałoby się zrzucić ten zabieg na karb kreacji świata przedstawionego. Ale nie! Pozostali nazywają się zupełnie normalnie – mamy Anię, Gosię, Grażynę, Klaudię, Franciszka, Wiktora, Mikołaja, Marka, Paulinę, Zygmunta, Marię i… jedną Pyzę.

Czytelnik upupiony

W gruncie rzeczy autorka miała ciekawy pomysł i „Świetlna układanka” mogłaby okazać się sympatyczną, ciepłą opowieścią dla młodych czytelników, gdyby nie to, że prawdopodobnie nawet nastolatek poczuje się podczas lektury tej książki upupiony.

Omówione wyżej elementy to jeszcze nie wszystko. W powieści roi się niestety od błędów redakcyjnych i nielogiczności wszelkiego rodzaju, a motywacje zarówno bohaterów, autorki, jak i wydawcy nie są do końca jasne.

Czynności wykonywane przez postacie często następują po sobie zupełnie przypadkowo, a pisarka gubi związki przyczynowo-skutkowe. Przykładem może być sytuacja, w której jeden z bohaterów pyta innego, czy ten idzie do sklepu po Colę, następnie rozmawiają przez chwilę o tym, jak bardzo obaj lubią ten napój, a w kolejnym zdaniu (w żaden sposób nieoddzielonym od wcześniejszych) panowie stoją przed samochodem i w najlepsze popijają swój przysmak. Nic, nie tylko w treści, ale i w układzie tekstu, nie sugeruje, że nastąpił tu jakiś przeskok czasowy. Nie ma kropek, gwiazdek ani odstępu w postaci większego światła. Inny przykład: „Zapukał do niej, a właściwie wtargnął nieproszony”. To w końcu zapukał czy wtargnął? A może zapukał, a potem wtargnął? Mnie zawsze wydawało się, że zapukanie wyklucza wtargnięcie…

Autorce najprawdopodobniej mylą się także charakterystyki postaci. Najpierw opisuje jedną z bohaterek jako bardzo starą, zasuszoną kobietę, a po około dwustu stronach ta sama postać jest „dojrzała, ale piękna”.

Ciężko też zorientować się o co Głuszczak-Turskiej chodziło, gdy ustalała czas akcji swojej powieści. Nie jest on wprawdzie jasno określony, ale wszelkie przesłanki świadczą o tym, że fabuła została osadzona w czasach mniej więcej współczesnym pisarce, jednak czytając retrospekcje postaci, czytelnik nie jest już niczego pewien. Realia bowiem nie zmieniają się ani trochę w momentach, gdy opisywane są sytuacje, które wydarzyły się kilkadziesiąt lat przed główną akcją powieści. Jakby świat przedstawiony stał w miejscu, czego fabuła w żaden sposób nie wyjaśnia. Przykładowo, gdy bohaterka w wieku babci głównych postaci wspomina własną młodość, opowiada o pracy w biurowcu i chodzeniu na lunch w czasie przerw.

Wymieniając irytujące elementy „Świetlnej układanki” warto też wspomnieć o zakończeniu. Nie tyle jest ono otwarte, co… można odnieść wrażenie, że w ogóle go nie ma. Historia urywa się nagle, nie dochodząc właściwie do żadnego punktu kulminacyjnego, a nigdzie nie widnieje informacja o tym, jakoby był to pierwszy tom serii.

A co pozytywnego?

Niewątpliwym atutem książki jest jej okładka. Estetyczna, ładnie wykonana grafika świetnie koresponduje z treścią. Przedstawia dziewczynkę bawiącą się tytułową świetlną układanką, a w tle widać biblioteczkę pełną książek. Zarówno kolorystyka, jak i doskonale wykorzystany światłocień nadaje ilustracji wrażenie „magiczności” i niesamowitości, wzbudza lekki niepokój.

Po krótkim researchu można też natrafić na ciekawy zabieg marketingowy – szkoda tylko, że słabo rozreklamowany. Jest nim interesująca, pomysłowo wykonana strona internetowa poświęcona „Świetlnej układance”, która zapewne pomoże młodym czytelnikom wejść w świat przedstawiony powieści. To tutaj autorka tłumaczy, że „Świetlna układanka” w rzeczywistości jest alternatywną historią jej własnej rodziny. Okazuje się, że powieściowa Ania to sama pisarka, i że naprawdę ma ona siostrę bliźniaczkę o imieniu Gosia – najprawdopodobniej chodzi o Małgorzatę Głuszczak, autorkę ilustracji do książki. Sentymentalny wydźwięk opowieści, jaki czytelnik może odkryć po przejrzeniu strony oraz fakt, że siostry współpracowały przy jej tworzeniu, dodaje „Świetlnej układance” magii.

Target problematyczny

Dla kogo więc jest przeznaczona ta książka? Wszystko wskazywałoby na to, że dla dzieci ze starszych klas szkoły podstawowej. Sugeruje to styl, w jakim powieść została napisana oraz estetyka, w której wykonane są ilustracje. Oczywiście ten fakt nie usprawiedliwia wielu spośród wymienionych błędów, bowiem dla dzieci także da się pisać ambitnie, co udowodniło już wielu klasyków i współczesnych autorów. Podstawowym problemem jest natomiast to, że wydanie wcale nie wygląda jak dostosowane do tak młodego wieku czytelnika. Drobna czcionka i mało przejrzysty układ tekstu, jakie pojawiają się często w powieściach dla dorosłych, raczej nie zachęcą dziecka.

Reasumując: pomysł niewątpliwie jest ciekawy i warty rozwinięcia, wykonanie jednak niezbyt przemyślane i bardzo niedopracowane.

Ocena: 2/5

Dyskusja