Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przepis na sukces według Radu Jude, czyli kino drogi z gorzką historią w tle – przedpremierowa recenzja filmu „Aferim!”

Słowo „aferim” po rumuńsku oznacza „brawa”, a te z pewnością należą się Radu Jude, który po raz kolejny zachwycił swoich widzów. Jego najnowszy film doceniono już na tegorocznym Berlinale, gdzie Jude został nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem dla najlepszego reżysera. Ci, którzy mieli okazję zetknąć się z jego filmami, wiedzą, że mroczna satyra to ich mocna strona. „Aferim!” pod tym względem od nich nie odbiega, o czym przekonujemy się już na samym początku, gdy okazuje się, że tytuł produkcji to smutna ironia. Różni się natomiast tym, że osadzono go w kontekście historycznym, co jednak dodało mu tylko uroku.

Wraz z Costandinem, lokalnym stróżem prawa, oraz jego nastoletnim synem Ionitą wybieramy się w podróż przez XIX-wieczną Wołoszczyznę, aby odnaleźć Carfina – zbiegłego cygańskiego niewolnika, który został oskarżony o kradzież własności lokalnego bojara oraz romans z jego żoną.

Pomimo że czasu jest niewiele, a uciekinier ma co najmniej dzień przewagi, wcale nie odczuwamy pośpiechu. Wręcz przeciwnie – wędrówka zdaje się być pretekstem do oderwania od codzienności, odbycia kilku rozmów oraz podzielenia się z synem garścią ojcowskich mądrości (czasem wyjątkowo zabawnych). Od czasu do czasu bohaterowie zatrzymują się aby wypytać wieśniaków zamieszkujących mijane wioski o miejsce pobytu Carfina. Czy uda im się go odnaleźć? Wbrew pozorom w miarę oglądania staje się to coraz mniej ważne. Również Costandin i Ionita zaczynają wątpić w sens całej wyprawy i postanawiają przekonać bojara, żeby złagodził karę i wymierzył Cyganowi tylko kilka batów. Daremnie, jak się okaże, ponieważ bezlitosny pan przewidział już dla swego niewolnika inny los…

Odrobina historii

Kontekst historyczny filmu wyjaśniają rozmowy bohaterów z napotkanymi na drodze przedstawicielami rozmaitych wyznań, grup etnicznych i narodowości. Pierwsza połowa XIX wieku to w historii Rumunii

okres zmieniających się wpływów tureckich i rosyjskich, Wiosny Ludów, nieudanych rewolucji na Wołoszczyźnie i w Mołdawii oraz… niewolnictwa. W myśl ówczesnego wołoskiego kodeksu karnego każdy Cygan rodził się niewolnikiem. „Aferim!” doskonale oddaje nastroje poszczególnych warstw społecznych oraz ich rozbieżny stosunek do tej kwestii. „Dostaje się” jednak nie tylko Cyganom. Napotkany przez Costandina i Ionitę duchowny raczy ich barwną litanią kąśliwych uwag na temat zróżnicowania etnicznego Rumunii („Każda nacja ma swoje przeznaczenie. Żydzi oszukują, Turcy krzywdzą, a my Rumuni kochamy, szanujemy i cierpimy jak prawdziwi chrześcijanie”*). Takich rozmów, w których jedne grupy społeczne krytykują zachowania innych, jest w „Aferim!” wiele. Niestety ich komiczny wydźwięk wraz z końcem filmu nabiera gorzkiego posmaku.

Dbałość o szczegóły

Utrzymanie „Aferim!” w czarno-białej konwencji sprawia, że zwracamy uwagę na wyszukane detale – a tych nie brakuje. Starannie zaprojektowane kostiumy, realistyczna scenografia i specyficzny sposób wypowiadania się postaci nadają całości koloru. Nie bez znaczenia są także skoczne, ludowe motywy muzyczne. Wprawdzie pojawiają się w filmie jedynie kilka razy, ale mimo to stanowią klimatyczny dodatek. Radu Jude postawił również na statyczne ujęcia krajobrazów, które chwilami przywodzą na myśl westerny. Dlatego „Aferim!”, choć bardzo oszczędny w środkach, to przede wszystkim spójny wizualnie obraz.

Akcja opowiadanej historii prowadzi nas z punktu A do punktu B, nie pozostawiając miejsca na jednoczesne pociągnięcie kilku wątków. Bohaterowie

spotykają co prawda różnych ludzi, z ich własnymi bagażami doświadczeń i przemyśleń, ale są to przerywniki, które znikają z życia Costandina i Ionity tak szybko i niespodziewanie, jak się w nim pojawiły, burząc tylko na chwilę monotonię drogi. Ma to pewien urok, ponieważ każdy taki epizod wprowadza do opowieści kolejny element pozwalający na zbudowanie wokół niej szerszego kontekstu. Radu Jude podsuwa nam w ten sposób drobne wskazówki, które sprawiają, że zaczynamy dostrzegać drugie dno tej historii i stopniowo zmieniamy stosunek do jej bohaterów.

Zaproszenie do refleksji

Sugestywnie opowiedziana w „Aferim!” historia pozwala na chwilę zatrzymać się i wyciszyć. Choć podjęty przez Radu Jude temat nie należy do lekkich i przyjemnych, film nie epatuje zbędnym patosem. Humorystyczne i lekko ironiczne podejście reżysera sprawia, że to kino, mimo wszystko, przystępne dla widza niekoniecznie znającego dzieje Rumunii. Konwencja filmu drogi zdecydowanie służy Jude, który – umiejętnie żonglując znanymi schematami – buduje napięcie i powoli zmierza do wstrząsającego zakończenia.

* z angielskiego przełożyła autorka

Ocena: 4/5

Dyskusja