Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Spisek bogów i ludzi – recenzja „Mieczy Cesarza”

„Miecze Cesarza” to pierwszy tom „Kronik Nieciosanego Tronu” i zarazem debiut amerykańskiego autora Briana Staveleya. Czy jest zatem nużący, nieporadny i powiela utarte schematy? To ostatnie poniekąd tak, ale kto wynalazł coś nowego w fantastyce – niech pierwszy rzuci kamieniem! Na początku możemy podejść do powieści sceptycznie – „gdzieś to już czytałem/am”, pomyślimy. Ale później akcja i intryga uderzą w nas z siłą rozpędzonego byka. Czy zdarzyło Wam się kiedyś sprzeciwić rozpędzonymu bykowi?

Stępione ostrza

Cesarz Annuru został podstępnie zamordowany. Gwardia Aedoliańska, mająca za zadanie go chronić – zawiodła. Zdrajca został jednak zdemaskowany i czeka na wyrok. Dzieci władcy, rozrzucone po świecie, choć nie otrzymują złej wiadomości w tym samym czasie, podobnie na nią reagują.

Adare, córka cesarza Santulina, przebywa w stolicy wyniesiona na stanowisko ministra finansów. Jest przekonana o winie zdradzieckiego kapłana i robi wszystko, aby sprawiedliwości stało się zadość. U jej boku stoi sprawujący tymczasową władzę generał Ran il Tornja.

Pierwszy z synów zmarłego, Valyn, odbywa na odległych wyspach surowy trening wojskowy. Wraz z innymi kadetami przygotowuje się do tajemniczej Próby Hulla (boga ciemności) mającej zakończyć szkolenie. Ostrzeżenie o spisku dostaje w co najmniej niefortunnych okolicznościach…

Drugi syn, dziedzic Nieciosanego Tronu, Kaden, przebywa w niedostępnym górskim klasztorze, gdzie uczy się zwyczajów mnichów – wyznawców Niemego Boga. On o śmierci ojca dowiaduje się najpóźniej.
Można zatem przypuszczać, że znamy już całą powieść. Nic bardziej mylnego. Każdy wątek jest u Staveleya tajemniczy i trąci motywami kryminalnymi.

Trójpodział nieszczęścia

Powieść dzieli się na rozdziały poświęcone każdemu dziecku z osobna. W jednych poznajemy losy Kadena – pełne z pozoru bezsensownej pracy pod okiem surowego mnicha, w innych zmagania Valyna i jego dochodzenie do tego kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Choć jest ich objętościowo najmniej, nie zabrakło także części poświeconych Adare. Te z pozoru wydają się najmniej ciekawe, lecz brak tajemniczych potworów i ogromnych ptaków jest wynagrodzony wspaniałymi zwrotami akcji. Wątek każdego z dzieci jest wciągający, nie pozwala się oderwać, jednocześnie z niecierpliwością czekamy na dalsze losy tego, o którym akurat nie czytamy. Ów podział sprawia, że podczas czytania aż cieknie ślinka!

Dobre pióro opisuje dobry świat

Staveley postarał się, by rozdziały poświęcone każdemu z potomków zmarłego monarchy miały własny, niepowtarzalny klimat. Zupełnie inna atmosfera panuje w podniosłej stolicy, niż w tajemniczym górskim klasztorze czy na surowych wyspach. Bohaterowie przeżywają także odmienne… nie sposób nazwać tego przygodami, gdyż bliżej im do tortur… Powiedzmy, że mają odmienne przeżycia. Szczególnie Adare, której stanowisko i miejsce pobytu wymusza zupełnie inne działania niż izolacja męskich potomków. Losy chłopców są nieco do siebie podobne, gdyż obaj doświadczają bardzo ciężkich prób, walczą z wycieńczeniem fizycznym i psychicznym oraz wisi nad nimi groźba śmierci z rąk kogoś lub czegoś bardzo tajemniczego.

Warsztat autora nie pozostawia wiele do życzenia. Akcja rozgrywa się w sposób dynamiczny, nie dając sposobności do nudzenia się, a i opisy świata oraz postaci zostały dopieszczone. Ponadto oba te elementy są całkiem dobrze zbalansowane.

Fantastyka jest wyraźnie obecna w powieści, lecz stanowi raczej tło i nie narzuca się. Nie ma więc smoków strzelajacych laserem, baśniowych wróżek czy krasnoludów w tawernie. Są za to nieznane potwory czające się w mroku, bestie boga ciemności, ogromne ptaszyska i nacja, którą dawno uznano za wymarłą…

Chleba i igrzysk! No, głównie igrzysk.

Choć to powieść fantasy, niewiele ma wspólnego z bezmyślnym machaniem mieczem i pogonią za księżniczką. Poznajemy głównych bohaterów od podszewki, zaś fabuła jest bliższa powieści kryminalnej niż przygodowej. Tajemnica goni tajemnicę, a wiele rzeczy nie jest tym, czym się wydaje.

Mimo że motyw dręczenia bohatera jest dosyć oklepany (znany chociażby z serii o Malowanym Człowieku Bretta, gdzie początkowe losy głównych bohaterów obfitują w nieszczęścia), najwyraźniej wciąż się nie przejadł. Heros zostaje osaczony, pozbawiony nadziei, przyjaciół i rodziny – to zdaje się wciągać czytelnika. Cieszy poznawanie dalszych losów protagonisty, który boryka się z problemami i powoli wydostaje się na powierzchnię bagna, w które wrzucił go autor. Nie inaczej jest w „Mieczach Cesarza”. Bracia stopniowo zyskują coraz większą wiedzę i budują swoje zaufanie do innych bohaterów, by nieco poprawić własną sytuację. I oczywiście dojść do tego, kto zabił ich ojca, a przy okazji samemu nie dać się zabić. Wygląda na to, że taki schemat w połączeniu z dobrym warsztatem to przepis na murowany sukces.

Wisienką na torcie jest zakończenie, które nie sprawia, że mamy ochotę stanąć nad autorem z nożem i czekać, aż sprawnie napisze kolejny tom, lecz mimo to pozostawia mnóstwo otwartych wątków i każe pozostawić wolne miejsce na półce dla będącego już w przygotowaniu „Boskiego Ognia”.

„Miecze Cesarza” łączą wciągającą akcję z literackimi popisami i nie dają odetchnąć podczas przewracania kolejnych stron. Dowodzą, że nawet utarte przez innych autorów motywy wciąż mogą się sprawdzać. To znakomita pozycja na półkę fana fantastyki i bez wątpienia doskonały debiut, którego można pozazdrościć.

Ocena: 5/5

Dyskusja