Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Tęsknota mugola – recenzja książki „Czarci Most”

„Czarci Most” to debiutancka powieść Anny Bichalskiej. Książka odkrywa przed czytelnikiem fantastyczny świat, czający się za otoczką szaro-burej polskiej rzeczywistości, i oczarowuje swoim klimatem. Szkoda tylko, że zanim wizja autorki zdąży się zadomowić w sercu odbiorcy, jego czoło będzie już niebezpiecznie obolałe od systematycznego pukania w nie palcem spowodowanego niedorzecznościami i naiwnościami czyhającymi w tej pozycji.

„Pokręcone to jak baranie rogi…”

Postawmy sprawę jasno: około stu pierwszych stron powieści jest tak złych, jak to tylko możliwe. Na okładce dumnie prezentuje się informacja, że czytelnik ma do czynienia z „powieścią fantasy”. Jednak po przeczytaniu pierwszych rozdziałów, zaczynamy się zastanawiać, czy ta książka to dziwnie poprowadzona historia grozy, czy też pozycja skierowana do młodszych odbiorców, na kształt serii „Felix, Net i Nika” autorstwa Rafała Kosika.

Głównym bohaterem jest Mikołaj Osadnik, młody pisarz, który przybywa do miejscowości Czarci Most, aby zająć się postępowaniem spadkowym po zmarłej babce. Rodzina pisarza zerwała kontakty z kobietą na skutek tragedii sprzed lat, która miała miejsce w mieście. Jak się okazuje, Czarci Most jest miejscem pełnym niewyjaśnionych, paranormalnych zjawisk, które dostarczają zarówno nowych pacjentów miejscowemu szpitalowi psychiatrycznemu, jak i pożywki lokalnej gazecie. Jedną z dziennikarek zajmujących się tematem jest Jaga, druga bohaterka powieści. Kobieta opiekowała się babcią Mikołaja w jej ostatnich dniach. Wkrótce siostra Jagi zostaje zamordowana w tajemniczych okolicznościach, a seria niefortunnych zdarzeń splata ze sobą dwie postaci, odkrywając przed nimi prawdziwą naturę miasteczka, będącego w rzeczywistości portalem pomiędzy „warstwami”, miejscami pełnymi magii i różnorodnych, fantazyjnych istot znanych z mitologii, ukrytych przed okiem zwykłego śmiertelnika.

Malanowski i partnerzy

Niestety zanim protagoniści poczują magię kryjącą się w mieścinie, czytelnik będzie musiał przebrnąć przez okropną jedną trzecią powieści. Bohaterowie są nijacy – ani nie irytują, ani nie wzbudzają sympatii. Tytułowe miasteczko również jest schematycznie opisane, każdy każdego zna, wszystkie ciekawsze osobistości z powieści spotykają się w pubie prowadzonym przez podstarzałego metalowca. Główni bohaterowie na własną rękę prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa siostry Jagi i, na podstawie kilku rozmów z przypadkowymi ludźmi, w krótkim czasie ustalają więcej faktów niż policja. Oczywiście każdy ma dla każdego czas, wszystkie kluczowe dla fabuły postaci siedzą w domach i dzielą się historiami swojego życia z obcymi ludźmi, jakby czekając na pojawienie się bohaterów i pchnięcie akcji do przodu. Mało tego, Jaga i Mikołaj co rusz są świadkami dziwnych, nadnaturalnych sytuacji, które w najlepszym wypadku komentują wzruszeniem ramion. Autorka stara się uwiarygodnić profile psychologiczne swoich postaci ale czyni to nieumiejętnie. Bohaterowie biorą ostatecznie wszystkie przedziwne zdarzenia za przywidzenia albo efekt zmęczenia. Ok, to logiczne wytłumaczenie, ale gdy pojawia się przy każdym z następnych kilkunastu razach obcowania bohaterów z drugą „warstwą”, czytelnik zaczyna się irytować.

Jeżeli uda nam się przebrnąć przez ten miszmasz, zostaniemy nagrodzeni, gdyż w chwili, gdy elementy fantastyczne wezmą górę nad resztą historii, fabuła nabierze rumieńców, a lektura książki przestanie boleć.

Harry Potter – 20 lat później: Tajemnica Czarciego Mostu

Autorce należy się pochwała za wykreowanie magicznej strony Czarciego Mostu. Różnorodne istoty zamieszkujące drugą „warstwę”, duże inspiracje mitologią i wszelakiej maści legendami oraz stworzona na potrzeby książki terminologia pozytywnie zaskakują czytelnika. Klimat bijący z wykreowanego świata jest najzwyczajniej w świecie sympatyczny. Wraz z odkryciem przez bohaterów nowej rzeczywistości, pozornie schematyczne postacie zaczynają nabierać głębi, ukazując swoje fantastyczne pochodzenie. Jedna z bohaterek jest spowinowacona z rusałkami i wodnymi istotami, a podstarzały metalowiec przejawia zdolność do przemiany w ogromnego niedźwiedzia. Co ciekawe, autorce udaje się także zagęścić klimat: śledztwo w sprawie morderstwa okazuje się być o wiele bardziej interesujące z punktu widzenia „drugiej warstwy” i zaplątanych w nie istot z Pustkowia (ogólnie mówiąc – „warstwy” zamieszkanej przez demony i inne nieprzychylne człowiekowi byty). Akcja łapie odpowiednie tempo, a czytelnik zaczyna się angażować w historię. Podczas lektury tej części powieści nie jeden raz zdarzy nam się uśmiechnąć pod nosem i autentycznie zainteresować opisywanymi wydarzeniami.

Dalej jednak znowu pojawiają się zgrzyty, jak na przykład sytuacja z finalnych rozdziałów powieści, gdzie bohaterowie udają się do magicznej części lasu w poszukiwaniu czarownicy, mogącej pomóc umierającemu dziecku. W jednym momencie autorka przedstawia bardzo dramatyczną sytuację, wymagającą konkretnych działań ze strony bohaterów, a chwilę później zdaje się o tym nie pamiętać i tworzy coś na kształt miniopowiadania, w którym postacie błąkają się beztrosko po kniei, przeżywają pomniejsze, pełne humoru przygody i toczą rozmowy mające w zamierzeniu rozbudować ich charaktery, zapominając całkowicie o dramacie w tle, zajmującym myśli większości czytelników. Ta niespójność i niekonsekwencja w tonacji bardzo w powieści razi. Raz jest strasznie, później śmiesznie i dziecinnie, a następnie patetyczne i epicko.

Nie zmienia to faktu, że po przesiadce do „drugiej warstwy”, książka staje się przyjemną lekturą i ma się ochotę do niej wracać.

Nie palmy za sobą mostów

„Czarci Most” to ciekawy debiut literacki, książka jest napisana przystępnym językiem i mimo wspomnianych bolączek czyta się ją szybko. Potrafi zarówno zirytować, jak i zaskoczyć. Dochodząc do ostatnich stronic dzieła, czytelnik może złapać się na myśli, że jest ciekawy co jeszcze wydarzy się w świecie Czarciego Mostu. Ostatecznie, autorce udało się złapać oddech w powieści, stworzyła urokliwe, fantastyczne uniwersum, będące wyrazem niezaspokojonej tęsknoty za światem czystej fantazji, o którym skrycie marzy każdy fan Tolkiena i „Gwiezdnych Wojen” (prawdopodobnie taki od początku był jej zamiar, a ze wspomnianych mankamentów może sobie dobrze zdawać sprawę, czego dowodem jest ciekawy ustęp w powieści, w którym bohaterowie pochylają się właśnie nad recenzją specyficznego dzieła fantasy). Ale dość już o tym, wszystkich zainteresowanych odsyłam do omawianej pozycji.

Książkę można polecić wszystkim, którzy szukają lekkiej, niezobowiązującej lektury z elementami fantastycznymi. Patrząc całościowo, powieść można by skierować do młodzieży, ale nie jestem przekonany, czy główni bohaterowie będą potrafili zainteresować tę grupę czytelniczą. Pozostaje mi zachęcić do wyrobienia sobie własnego zdania na temat tego dzieła, gdyż niewątpliwie zasługuje ono na uwagę, a autorce zasugerować stworzenie książki której fabuła dzieje się w typowo fantastycznym uniwersum, niezaczepionym w rzeczywistości.

Ocena: 3/5

Dyskusja