Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Z samotnością za pan brat – recenzja książki „Marsjanin”

Ludzkość nigdy nie zapomniała o swoich marzeniach dotyczących podróży ku gwiazdom. Po latach absencji w kosmosie, amerykańska agencja NASA wznawia załogowe wyprawy w przestrzeń. Celem programu Ares jest eksploracja czwartej planety układu słonecznego, czyli Marsa. Nikt nie przewidział, że podczas trzeciej misji nastąpi wypadek, który może zmienić oblicze całej ludzkości.

Szósty dzień pobytu załogi Hermesa na powierzchni czerwonej planety zaczął się, jak każdy inny. Żmudne badania, nudne procedury i tłok w małym hubie, utrzymującym powietrze potrzebne do przeżycia, nie zapowiadały nadchodzącej tragedii. Kiedy nad bazę nadciągnęła potężna burza piaskowa zagrażająca przetrwaniu lądownika, stanowiącego jedyną drogę ucieczki z niegościnnego globu, dowódca postanowił przerwać misję i ewakuować zespół. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że podczas podążania – niemal na ślepo – w kierunku statku, jeden z badaczy – Mark Watney – znalazł się na torze lotu oderwanej przez huraganowy wiatr anteny. Koledzy, widząc przebity kombinezon Marka i jego upadek w dół zbocza, jednocześnie obserwując brak odpowiedzi z jego systemu podtrzymywania życia, podejmują bardzo trudną decyzję. Mając w perspektywie odnalezienie ciała kosztem ogromnego zwiększenia szans na utratę lądownika, postanawiają niezwłocznie rozpocząć podróż, a ciało pierwszej ofiary wypraw marsjańskich zostawić ukryte pod czerwonym niebem okrutnego świata.

Mars nie jest jednak tak martwą planetą, jaką mógłby się wydawać. Kiedy opada piasek z burzy, spod jednej z zasp wydostaje się żywy człowiek. Okazuje się, że rana zadana przez antenę nie była śmiertelna i nie uszkodziła znacząco ciała, a nadawany sygnał braku oznak życia spowodowany był awarią systemu komputerowego. W ten sposób Mark Watney zostaje pierwszym rozbitkiem poza powierzchnią Ziemi. Porzucony i samotny, rozpoczyna dramatyczną walkę o przetrwanie. Brak możliwości kontaktu z Ziemią (anteny przebijające kosmiczne kombinezony zwykle nie nadają się już do użytku) jest przykrą niedogodnością, ale dużo gorszą wiadomością okazuje się to, że mimo iż Mark może spodziewać się ratunku ze strony kolejnej marsjańskiej wyprawy za niecałe dwa lata, nieszczęśnikowi wystarczy żywności tylko na połowę tego okresu. Aby dożyć przylotu wybawicieli, będzie musiał wykazać się niesamowitym sprytem i wolą przetrwania, a każde wahanie czy błąd mogą kosztować go życie.

Po kilku dniach na Ziemi sensacją stają się zdjęcia z miejsca katastrofy, na których ewidentnie widać działania człowieka uznanego za martwego. Brak możliwości kontaktu oraz rachuby naukowców dość dobitnie sugerujące, że astronauta nie ma szans na przeżycie sprawiają, że transmisje z orbity Marsa są hitem wiadomości na całym świecie. Czy nowa odmiana Big Brothera, z głównym bohaterem niemal na pewno skazanym na śmierć, jest jedyną rzeczą, która może zainteresować ludzkość?

„Marsjanin” to opowieść o tym, jak zachować pogodę ducha i optymizm nawet w najtrudniejszych warunkach. Watney, mimo trudnego położenia, ani na chwilę nie wątpi w to, że istnieje szansa na ratunek. Zdaje sobie sprawę, że nie ma wielkich szans, jednak chwyta się każdej możliwości zwiększającej prawdopodobieństwo przetrwania choć paru dni dłużej. Ze swojego przymusowego więzienia czyni dom, który właściwie używany może pomóc mu w dotrwaniu do decydującego dnia. Nie spodziewa się jednak, że Mars wielokrotnie wystawi jego wiarę oraz umiejętności na próbę.

Książka Andy’ego Weira ma formę dziennika prowadzonego przez Marka Watney’a uzupełnianego niekiedy relacjami z Ziemi. Styl wypowiedzi stosowany przez autora idealnie symuluje język opuszczonego astronauty, sprawiając, że tekst jest wiarygodny i wciągający. Powoduje też, że przez książkę przechodzi się szybko i przyjemnie, przy jednoczesnym wzroście, z rozdziału na rozdział, sympatii wobec bohatera. Bo tak jak Johhny Depp sprawił, że „Piraci z Karaibów” okazali się dużo lepszym filmem, niż faktycznie byli, tak kreacja postaci Marka Watney’a znacznie podnosi poziom „Marsjanina”. Nieprzewidywalne zachowania, zabawne gry słowne i ogólny optymizm bijący z postaci sprawiają, że czytelnik do ostatnich stron książki będzie miał nadzieję, że Markowi uda się wykaraskać z opresji.

Wydawnictwo Akurat także stanęło na wysokości zadania i wydało książkę w przyjemnej dla oka oprawie, na dobrej jakości papierze. Prosta, aczkolwiek chwytliwa okładka również odpowiada jakości tekstu. Do tego trudno znaleźć choćby pojedyncze błędy, co w czasach, kiedy większość wydawnictw nie rozumie potrzeby zatrudniania korektorów, stanowi dodatkową zaletę.

Jeśli zatem lubicie dobrą, wciągającą fantastykę bez zbytecznej ilości fajerwerków, „Marsjanin” powinien dostarczyć Wam wiele rozrywki. Nie jest to może książka, której lektura skłoni czytelnika do przemyśleń lub przedstawi nowe teorie naukowe, jednak z pewnością zapewni udaną zabawę i zainteresuje losami pierwszego człowieka, którego udało się zgubić w kosmosie.

Ocena: 4/5

Dyskusja