Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Złe ziemie – recenzja książki „Ziemie jałowe”

Roland Deschain z Gilead, ostatni żyjący rewolwerowiec, nie ustaje w swej drodze ku Mrocznej Wieży. W misji dotarcia do celu pomagają mu Eddie Dean oraz Susannah, sprowadzeni przez magiczne drzwi z różnych czasów z Nowego Jorku. Jednak ich ka-tet, grupa ludzi złączonych przez ka (los), jest niepełne. Do magicznej liczby brakuje jednej osoby.

„Ziemie jałowe” składają się z dwóch odrębnych części. Roland coraz bardziej popada w szaleństwo, które nierozerwalnie wiąże się z historią Jake’a, chłopca, którego czytelnicy poznali w pierwszym tomie cyklu. A na dodatek gdzieś w ogromnym i zniszczonym mieście Lud na jego grupę czeka demoniczny pociąg…

Kompletowanie ka-tet

W księdze pierwszej Eddie i Susannah ćwiczą umiejętności rewolwerowców i uczą się, jak przetrwać w dziczy. Dla mieszczuchów, jakimi byli do tej pory, przystosowanie się do nowych warunków nie jest łatwe, jednak mimo wszystko oboje dość szybko odnajdują się w nowej rzeczywistości, znajdując w obcowaniu z przyrodą pewną głęboko zakorzenioną w człowieku pierwotną radość.

Cała trójka wkracza na ścieżkę Promienia – jednego z wielu kruszących się filarów, podtrzymujących Mroczną Wieżę. Roland próbuje uporać się z ogarniającym go obłędem, który ciągnie rewolwerowca ponownie ku Nowemu Jorkowi. Jak się okazuje, po drugiej stronie magicznych drzwi czeka na niego chłopiec, któremu niegdyś pozwolił runąć w przepaść i umrzeć. Sprowadzenie go do świata Pośredniego, by wypełnił lukę po Jacku Morcie, będzie kosztowało ka-tet wiele wysiłku, a skutki tego wydarzenia znacząco wpłyną na dalsze losy całej grupy.

Połączenie dwóch tak odmiennych światów nie było łatwe, jednak Stephenowi Kingowi ta sztuka udała się znakomicie. Trudno oderwać się od lektury, szczególnie w momencie, gdy cała historia zmierza ku finałowi. A ten jest skonstruowany tak, jak na mistrza horroru przystało – przeraża i jednocześnie fascynuje.

Szalony pociąg

Księga druga to dalsza wędrówka grupy po świecie Rolanda. Rewolwerowcy docierają do ogromnego miasta Lud, w którym spotykają pierwszych (poza Rolandem) mieszkańców umierającej rzeczywistości.

Samo miasto jest doskonałym przykładem na to, jak bardzo upadły kultura i cywilizacja. Świat poszedł naprzód, jak mawia Roland, jednak nie jest to postęp, a zupełna degradacja. Zdegenerowane grupy ostatnich zdeformowanych i chorych ludzi walczą ze sobą w ruinach metropolii, słuchając ogłupiających dźwięków bębnów, których źródło znajduje się nie wiadomo gdzie. Resztki cywilizacyjnych zdobyczy są w rękach szalonego przywódcy gangu, Tik Taka, dla którego każdy pretekst do zabicia kogokolwiek jest dobry. Lud to typowe dla literatury postapo miasto po apokalipsie, w którym ludzie zapomnieli, jak i po co mają żyć, i tylko kwestią czasu jest ich zupełne zezwierzęcenie i samounicestwienie.

W trzewiach zrujnowanego miasta czeka na wędrowców uśpiona sztuczna inteligencja. Demoniczny różowy pociąg zwany Blainem Mono to chyba jeden z najciekawszych bohaterów Mrocznej Wieży. Szalona i piekielnie inteligentna maszyna uwielbia zagadki, jednak jej pokonanie nie jest proste. Blaine ma swój własny plan, który chce zrealizować bez względu na koszty, a choć zgodził się zabrać grupę Rolanda z dala od Lud, nie oznacza to wcale, że dotrzyma słowa.

Fantasy i science fiction

W „Ziemiach jałowych” wyraźnie widać zamysł Kinga, by połączyć dwa odmienne gatunkowo nurty literatury: fantasy i science fiction. Ten pierwszy, reprezentowany jest przez magiczne drzwi i klucz czy demoniczny krąg, występujące w części opowiadającej o Jake’u. Drugi to oczywiście superszybki Blaine Mono i ruiny niegdyś potężnego miasta Lud, wypełnione wciąż działającą maszynerią. Dodatkowo autor bawi się z czytelnikiem, co chwilę podsyłając mu pewne tropy nawiązujące do literatury dziecięcej (ogromny niedźwiedź Shardik) czy klasyki fantastyki (gra w zagadki nieodmiennie przypomina znany z „Władcy Pierścieni” pojedynek Bilbo Bagginsa z Gollumem).

Wydawać by się mogło, że zabawa z konwencją może być dość karkołomnym pomysłem, jednak doświadczenie pisarskie Kinga nie pozwala całej historii rozejść się w szwach, przeciwnie – wszystkie wątki umiejętnie splatają się ze sobą, tworząc niepowtarzalną i ciekawą fabułę.

„Ziemie jałowe” to dopiero trzeci przystanek na drodze Rolanda do Mrocznej Wieży. Na czytelników czeka jeszcze pięć tomów opisujących jego niestrudzoną wędrówkę. Już teraz jednak wiadomo, że będzie to epopeja na miarę „Odysei”, pełna wspaniałych i dziwnych przygód w świecie, który poszedł naprzód.

Ocena: 5/5

Dyskusja