Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Baśnie współczesne – recenzja książki „Rzeczy ulotne”

Tytuł arcymistrza współczesnego baśniopisarstwa należy się przede wszystkim Neilowi Gaimanowi. Ów autor, za pomocą niebagatelnej wiedzy o wierzeniach ludowych, folklorze czy mitologiach, wykreował całą masę mistycznych światów. Niejednokrotnie także z dobrze znanej Ziemi czynił scenerię wzbogaconą o przeróżnego rodzaju fantazje czy wariacje. Wzruszającymi, magicznymi „Amerykańskimi bogami” pokazał, że baśniowy klimat to nie koniec jego możliwości. Kultowymi, a przy tym niezwykle zabawnymi „Chłopakami Anansiego” ukazał humor abstrakcyjny i czarny, które w zestawieniu dały całkiem oryginalny efekt. „Sandmanem” podbił rynek komiksów. Zaś „Księgą Cmentarną” dał podwaliny współczesnej baśni. Jednak jako autor sprawdzał się również w krótszych formach.

„Rzeczy ulotne” to drugi wydany w Polsce (2006 rok) zbiór opowiadań – a dziś trzeci względem najnowszego wznowienia (pierwsze były „Drażliwe tematy”, potem „Dym i lustra”, teraz „Rzeczy…”). Opowieści w nim zebrane to głównie fantasy, choć czytelnik nie raz natknie się na coś w klimatach science fiction czy horroru. Wszystkie zachowują jednak specyficzną dla autora baśniowość, chociaż nie zawsze mają dobre zakończenie – czym różni się baśń współczesna od klasycznej. Zbiór nie jest jednorodny, mieści w sobie szorty, opowiadania krótsze i dłuższe czy nawet nowelę. Fabularnie utwory również nie skupiają się na jednym motywie czy bohaterze, Gaiman w każdej historii prezentuje coś innego, począwszy od charakteru tekstu, na poincie kończąc.

Warsztat to coś, czego od Gaimana nie sposób skopiować, dlatego ten nieodparty czar oraz plastyczność słowa znaleźć można wyłącznie w jego twórczości. Po trosze gawędziarski, po trosze baśniowy styl chwyta czytelnika za serce, cieszy oczy, dzięki czemu czytelnik niemal pływa po stronicach. Język, acz bogaty i wyszukany, nie powinien stanowić kłopotu dla nikogo. Jest niezwykle przejrzysty, składa się na zrozumiałe frazy, przedstawiając niezrozumiałe zjawiska, które pisarz w toku opowieści wyjaśnia. Najistotniejszy jest fakt, że za sprawą swego pióra Gaiman oszałamia, straszy, rozwesela i wprawia w osłupienie – czasem wszystko naraz, czasem w parach, a czasem osobno. A nieprzewidywalność to bodaj drugie imię angielskiego literata, nadające „Rzeczom ulotnym” nieulotne, zapadające w pamięć wizje.

Najwspanialsze w czytaniu Gaimana jest to, że sięgając po obojętnie jaki utwór, niemal na pewno trafimy na poruszającą, zmysłową, odrywającą od rzeczywistości perełkę. I nie inaczej jest w przypadku „Rzeczy ulotnych”. Autor zadbał o unikatowość, o kontrowersyjną treść, i to bez obrażania uczuć innych, a przede wszystkim o to, by czytelnik w każdej opowieści znalazł coś dla siebie i żeby się wyśmienicie bawił. Gaiman w nieporównywalny sposób łączy strach z humorem, ohydę z pięknem, złotą myśl z banałem. I choć jego twórczość wydaje się jasna, zrozumiała, odzwierciedlająca codzienne problemy i często zwracająca uwagę na rzeczy i czynności proste, to za tą szarą powierzchownością kryje się błyskotliwe przesłanie.

„Rzeczy ulotne” to tytuł, za pomocą którego czytelnik przejdzie przez drzwi do krainy tysiąca światów, tkających razem magiczny gobelin opowieści. Historii o życiu i śmierci, których granice zacierają się w osobliwym umyśle Gaimana. Autora tworzącego – dosłownie ze wszystkiego, co pobudzi w nim wenę – szaloną wariację. Wprawnie posługującego się baśniowymi motywami, alegorią, suspensem oraz realizmem magicznym. Wielu fanów twórczości Gaimana, zwłaszcza miłośników mitologicznych miszmaszów, zapewne ucieszy fakt, że w owym zbiorze znajduje się swoista kontynuacja „Amerykańskich bogów” pod tytułem „Władca górskiej doliny”. Aczkolwiek regularnego czytelnika jego utworów zirytuje to, że zarówno w tym zbiorze, jak i w poprzednim – „Dym i lustra” – pojawiło się to samo opowiadanie – „Fakty w sprawie panny Finch”. Co prawda, jest ono nad wyraz intrygujące, ale wydanie go w po raz drugi mogło wielu osobom nie przypaść do gustu. Zwłaszcza że krótkich form dotychczas nieopublikowanych w Polsce wciąż jest niemało.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja