Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Człowiek jako najgorsza kreatura – recenzja mangi „Powóz lorda Bradleya”

Istnieją takie mangi, które wywołują duży szum wśród czytelników, i to od momentu ich zapowiedzi. Jednak rzadko zdarza się taka sytuacja, że są one nieludzko trudne do oceniania. Mimo że – ze względu na unikatową treść, jak i gatunek – budzą natychmiastowe uznanie, pojawia się pewna bariera i słowo „ale” w głowie czytelnika. Do takiej grupy zalicza się właśnie ten tytuł.

„Powóz lorda Bradleya”, autorstwa Hiroakiego Samury, to ciężka, mroczna, przepełniona tragizmem i wszelaką brutalnością manga, opowiadająca o losach kilkorga sierot mających jedno wspólne marzenie – dostanie się do zamku Lorda Bradleya i dołączenie do jego sławnej trupy aktorskiej. Jednakże dostąpienie tego zaszczytu graniczy z cudem, gdyż taka okazja przypada raz na rok i tylko jedna dziewczyna z każdego sierocińca może otrzymać – sławną na cały kraj – jedwabną suknię. Kiedy już otrzyma podarunek, oznacza to tylko jedno – że została przyjęta do trupy aktorskiej. Jednak wspaniałe stroje, tłumy zagranicznych gości, a także niewyobrażalna sława zasłaniają mroczną prawdę – jak teatralna kurtyna, gdy cały spektakl jest w przygotowaniu. Otóż spora większość dziewczynek trafia do całkiem innego miejsca – do lokalnych więzień, by tam stać się zabawką seksualną dla wygłodniałych skazańców.

Ciężko określić, gdzie i w jakich czasach rozgrywa się akcja. Ogólnie można przyjąć, że wszystko dzieje się w zachodniej Europie, gdzie istnieje ustrój podobny do anglosaskiego, natomiast okres to przełom XIX i XX wieku. Całość składa się z ośmiu opowiadań, w których narratorami są nie tylko same sieroty, lecz również osoby trzecie lub takie, które brały udział w opisanych wydarzeniach. Można tutaj znaleźć historię ukazaną oczami skazańca, klawisza, przyjaciela z dzieciństwa, a nawet jednej z członkiń trupy aktorskiej.

Tym, co najbardziej wyróżnia ów tytuł, jest treść – choć wywołuje ona mieszane uczucia, jak również budzi wiele kontrowersji. Na początku czytelnik cieszy się ze szczęścia jednej z dziewczynek. Przecież opuszcza swój sierociniec, by podróżować po całym świecie i grać na wielkiej scenie jako aktorka. Jednak to szczęście gaśnie z każdą sceną, zaś na jego miejscu pojawia się pewna wątpliwość i przeczucie czegoś złego. Kiedy niczego nieświadoma dziewczyna wchodzi do pokoju pełnego mężczyzn, a za jej plecami zamykają się drzwi, wtedy zarówno ona, jak i czytelnik zaczynają rozumieć w czym rzecz. Lecz jest już za późno… O wiele za późno.

Wszystkie przedstawione historie wręcz ociekają negatywną energią i poruszą nawet najbardziej gruboskórnych odbiorców. Bo przecież kto przejdzie obojętnie, gdy widzi przed sobą grupę więźniów pastwiących się nad dziewczęciem, i to w najbardziej paskudny i nieludzki sposób. Z drugiej strony takowe sceny występują – o dziwo! – rzadko. Niemniej jednak sama świadomość ich istnienia, w połączeniu z wszechobecnym defetyzmem, powoduje, iż każdy rozdział to kolejne wyzwanie, zaś po przebrnięciu przez nie czytelnik jest wykończony psychicznie. Jedyne co możemy znaleźć w tej mandze to zimny, pesymistyczny i brutalny świat, w którym każdy pojawiający się promyczek nadziei jest natychmiast opluty i zdeptany.

Owszem, zdarzają się jakieś przejawy współczucia, a także resztek człowieczeństwa – w szczególności historia strażnika więziennego. Niestety, te postacie to tylko jednostki w wielkim systemie, przez co szybko kończą tragicznie bądź po prostu godzą się z losem, próbując żyć z tą – dosyć trudną – świadomością. Albo zaakceptujesz istniejące prawa, albo szybko znikniesz. Takie zachowania mogą zaszokować oraz zrazić czytelnika, lecz gdybyśmy znaleźli się na miejscu bohaterów, to czy nie postąpilibyśmy tak samo?

Kreska jest bardzo realistyczna, niekiedy nawet do bólu – zwłaszcza w aktach gwałtu. Niektóre sceny przypominają bardziej szkice, są natomiast wzbogacone dużą ilością tekstu –zarówno dialogów, jak i rozterek bohaterów. Ta druga forma odgrywa znaczącą rolę w dziele, bowiem praktycznie w każdej scenie nasi bohaterowie muszą przebrnąć przez (nie tak proste, jak może zdawać się na początku) dylematy moralne. Dzięki takiej metodzie czytelnik szybko przywiązuje się do bohaterów, jednakże to tylko pogarsza całą sytuację, ponieważ… Cóż, chyba każdy domyśli się w czym rzecz.

Trudno powiedzieć, jakim odbiorcom można polecić tę mangę – o ile jacyś istnieją. Niby z tyłu okładki widnieje ograniczenie od 18 lat, jednak treść tej pozycji skłania do zastanowienia się, czy tego ograniczenia nie trzeba przypadkiem zwiększyć. Zdecydowanie to nie jest tytuł dla każdego, a w szczególności nie dla osób wrażliwych emocjonalnie.

Jak już wcześniej zostało powiedziane – „Powóz Lorda Bradleya” jest praktycznie niemożliwy do ocenienia. Nie chodzi o to, że manga nie jest wyjątkowa, bo samo meritum jest unikalne oraz skłaniające do myślenia. Z drugiej jednak strony – jak można być zachwyconym tym, że wykończona fizycznie i psychicznie czternastoletnia dziewczyna przez kilka dni zaspokaja żądze kilkudziesięciu skazańców, odbywających kary za wszelakie zbrodnie? Dlatego dla spokoju (umysłowego i moralnego oczywiście) środkowa ocena będzie tutaj idealna.

Nie jest to przestroga, ale też nie zachęta. Po prostu każda osoba powinna zadać sobie jedno zasadnicze pytanie – czy aby na pewno chce zapoznać się z tą pozycją? Czy da radę przebrnąć przez te wszystkie smutne i makabryczne historie i czy pozna, co tak naprawdę kryje się za teatralną kotarą?

Dyskusja