Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Jak pestka w kosmosie – recenzja książki „Rubieże imperium: Kraniec nadziei”

Człowiek już dawno opuścił swoją kolebkę, planetę Ziemię. Pomimo upływu setek lat ludzkość nadal jest podzielona pod względem etnicznym i narodowościowym. W tym momencie podział ten jest w dużej mierze umowny, jednak różnice sprawiają, że między koloniami wybuchają konflikty i niesnaski. W niedługim czasie rodzi się wojna pomiędzy monarchicznym Cesarstwem, bazującym na hiszpańskich wzorcach, a Republiką, czerpiącą z amerykańskiej demokracji. Konflikt pomiędzy dwoma stronnictwami wynika bardziej z uwarunkowań gospodarczych niż faktycznych nieporozumień, jednak jego ogień ogarnia większą część znanej galaktyki. Z jego przyczyny oddają życie tysiące żołnierzy, którzy przemierzają międzygwiezdne pustkowia, nigdy nie mając pewności, czy większym zagrożeniem są okręty wroga, czy bezwzględne prawa fizyki, mogące w każdej chwili zniszczyć ich własną jednostkę.

Jednym z oficerów Cesarstwa jest Aidan Samuels – kapitan niszczyciela „Sirene”. Biorąc pod uwagę jego talent oraz umiejętności, już dawno powinien wspiąć się wyżej w hierarchii floty, jednak niewyparzona gęba, porywczość, brak szacunku dla zwierzchników oraz regulaminu w obliczu nieprzewidzianych sytuacji sprawiają, że Aidan od lat pozostaje szyprem niezbyt wielkiej jednostki. Podejmowane przez niego niestandardowe działania zyskują mu poparcie wśród inteligentnych wysokich oficerów, jednak przysparzają mu równie wielu wrogów pomiędzy twardogłowymi dostojnikami, ślepo podążającymi za utartymi schematami i nienawidzącymi niesubordynacji. Dlatego też „Sirene” jest okrętem, któremu przydziela się najbardziej niecodzienne i niebezpieczne misje. Jedni bowiem liczą na wyobraźnię i umiejętności adaptacyjne kapitana, inni na szybkie zakończenie jego kariery, najlepiej w ognistym wybuchu.

Również tym razem niszczyciel krnąbrnego kapitana ma zapewnić eskortę potężniejszym jednostkom podczas rutynowego wypadu w kierunku jednej z kolonii. Niestety, dowództwo nie raczyło poinformować kapitanów jednostek o fakcie, że nie będzie to zwykła misja, lecz zaczepny wypad bojowy w mało uczęszczane regiony galaktyki, gdzie na armadę inwazyjną czeka nie tylko główny trzon floty Republiki, ale również niezbadana i niezrozumiała anomalia. Jej pojawienie się może postawić na głowie konflikt od lat zajmujący całą uwagę ludzkości.

, Rafał Dębski, niezwykle utalentowany autor, który swoich sił próbował w niemal wszystkich gatunkach literackich choć odrobinę zahaczających o fantastykę i akcję, tym razem zaproponował swoim fanom książkę z najczystszego gatunku battle SF. „Kraniec nadziei” obfituje w kosmiczne potyczki i nieczyste rozgrywki na najwyższych szczeblach władzy. Wszystko to połączone z dozą niesamowitości i tajemnicy odkrywania zagadek kosmosu. Akcja nie zwalania tutaj nawet na chwilę, a tło, wcześniejsza historia świata oraz przeszłość bohaterów są umiejętnie wpisane w przemyślenia i rozmowy postaci. Podążając przez kolejne rozdziały czytelnik poznaje nie tylko dalszy ciąg zdarzeń, ale również dowiaduje się, co do nich doprowadziło. Dzięki temu „Rubieże imperium” stanowią idealne połączenie fabuły i szybkiej akcji, co nie pozwala na choćby chwilę nudy. Co prawda, intrygi nie są zbyt skomplikowane, a scenariusz jest raczej przewidywalny, jednak najnowszą powieść Rafała Dębskiego czyta się szybko i przyjemnie.

Pod względem literackim autor udowadnia, że z niejednego garnka jadł słowa i umie dostosować się do szybkiego, prostego języka, idealnie pasującego do książki, w której o losach bohaterów decydują akcje rozgrywane nawet w ułamkach sekund. Nieskomplikowany, konkretny styl oraz ciekawe wypowiedzi charyzmatycznych postaci tworzą klimat, który niewiele ustępuje najlepszym książkom gatunku. Swoje zadanie dobrze wykonał również wydawca – Drageus Publishing House, gdyż (co nietypowe na naszym rynku, szczególnie wśród młodych oficyn) trudno znaleźć tutaj jakiekolwiek uchybienia w pracy korekty czy redakcji. Dodając do tego przyjemną dla oka okładkę, świetnie dopasowującą się do atmosfery i fabuły książki, otrzymujemy konsekwentną całość.

„Kraniec nadziei” stanowi zatem obowiązkową lekturę dla każdego fana nurtu bitewnej fantastyki – szczególnie, że wśród polskich autorów tematyka nie jest zbyt popularna i do tej pory trudno było na rodzimym rynku znaleźć dobrą książkę tego typu. Dlatego każdego fana tego typu opowieści zachęcam do sięgnięcia po nią, na pewno się nie zawiedziecie!

Ocena: 4/5

Dyskusja