Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Książę z antybajki – recenzja książki „Książę Cierni”

Fantasy, choć przez wiele lat pozostające w cieniu science fiction, dziś zajmuje kluczowe miejsce w fantastyce. Dzieł z tego gatunku na rodzimym rynku jest co niemiara i wciąż przybywa nowych. W wielu z nich szlachetny protagonista ratuje świat przed smokiem czy innym cholerstwem lub pozornie nic nieznacząca osoba przemienia się z zera w bohatera. Prawie zawsze czytelnik śledzi losy postaci o dobrych intencjach, postępującej zgodnie z własnymi przekonaniami i zasadami… Mark Lawrence wyłamuje się z tego schematu i pokazuje go w krzywym zwierciadle.

„Książę Cierni” to pierwszy tom trylogii oraz debiutancka powieść Lawrence’a, przenosząca czytelnika do mrocznego, brutalnego świata dark fantasy. Drugie wydanie powieści zostało dodatkowo wzbogacone opowiadaniem „Śpiący królewicz”, ale autor radzi, aby przeczytać je dopiero po drugim tomie. Mimo tego, jest to i tak miły gest w kierunku odbiorcy. Dzięki nietypowej trylogii autor zdobył David Gemmell Legend Awards, a pierwsza część cyklu została uznana przez wielu poczytnych pisarzy za przełomową – Conn Iggulden ośmielił się nawet ustawić Lawrence’a na równi z Georgem R.R. Martinem.

Linia fabularna skupia się na losach – będącego również narratorem – księcia Jorga. Chłopca, który był kochany przez swoją matkę i uwielbiał młodszego brata, lecz pewnego dnia stał się świadkiem napadu, podczas którego jego bliscy zginęli. Sam ocalał, ponieważ podczas zamieszania wpadł w głąb cierniowego krzewu. Poprzez owe przeżycia jego życie, a przede wszystkim psychika przemieniły się. Jorg przerodził się w bezwzględnego, nieznającego litości oprycha, herszta okrutnej kompani parającej się gwałtem, rabunkiem oraz wszystkim, co człowiek może zrobić bestialskiego, żeby osiągnąć choć odrobinę przyjemności. Zamysły Jorga nie kończą się jednak na czubku zakrwawionego miecza, co to to nie. Chociaż czytelnikowi może się wydawać, że charakter księcia jest zasadniczo prosty a cele jasne, to w jego umyśle kiełkuje plan prowadzący do większej stabilizacji niż życie wiecznego wagabundy. Jorg pragnie wrócić do domu, po należne mu miejsce.

Lawrence uczynił w swojej powieści coś, co z pewnością sprawia, że jest ona o wiele bardziej wyrazista aniżeli większość tytułów z gatunku. Swym protagonistą uczynił antybohatera, ale nie tak, bądź co bądź, sympatycznego jak marvelowski Deadpool, tylko przesiąkniętego negatywnymi cechami, budzącego w czytelniku mieszane uczucia. Nie jest to jednak heros kroczący po trupach do celu… chociaż, chodzenie po trupach nieszczególnie mu przeszkadza… Jednakowoż to przede wszystkim człowiek – człowiek, który popełnia błędy, nie zawsze dokonuje prawidłowego wyboru i czasami nie potrafi poradzić sobie z sytuacją. Jorg ma zaledwie piętnaście lat, spory bagaż przeżyć, również tych wewnętrznych, i nierzadko działa porywczo. Lawrence wykreował jednego z najdoskonalszych, najdokładniej opisanych antybohaterów literatury. A reszta postaci? Choć nie gra pierwszych skrzypiec, nie stanowi także papierowego tła. Szczególnie ważną rolę w kontekście bohaterów odgrywa „wesoła” kompania księcia. Zasadniczo można uznać ich za postać zbiorową z racji tego samego typu zachowania, sposobu bycia etc., lecz niektórzy spośród nich posiadają właściwe sobie, indywidualne cechy, wyróżniające ich z grona towarzyszy monarchy.

Świat w wizji autora jest mroczny, przesiąknięty tajemnicami, spiskami, napadami rabusiów oraz walkami między monarchami. Jest niezwykle posępny, nieprzyjazny, ale jednocześnie malowniczy i nietuzinkowy. Nie ma się wrażenia, jakby coś było dodane do niego na siłę. Wszystko jest na swoim miejscu i służy uciesze czytelnika. Jak w typowym uniwersum dark fantasy, nie brak w nim istot i zjawisk nadprzyrodzonych – po lasach grasują potwory, nieumarli wstają z grobów, a czarodzieje, jak to czarodzieje, parają się magią. Niemal na każdym kroku czai się jakaś brutalność, krew leje się strumieniami, jednak podczas lektury odbiorca nie uświadczy cienia gore.

Językowi i stylowi Lawrence’a też nie można mieć za wiele do zarzucenia. Pisarz stara się przez większość książki udowodnić, że to przyjemna, niewymagająca lektura i gdy czytelnik zaczyna w to wierzyć, w najmniej spodziewanym momencie autor zaskakuje go niespodziewanym suspensem czy zdumiewającymi informacjami. Takich zabiegów w całej książce jest co prawda niewiele, ale to wystarczy, żeby połechtać czytelnicze „podniebienie”. A warto zauważyć, że literat dopiero rozwija pomysł. Pierwsza część stanowi przyjemność – ambitna kontynuacja będzie dopiero w następnych odsłonach. W „Księciu Cierni” zaś nie zabrakło humoru (zwłaszcza ironicznego), lekkości pióra, popisu autorskiego warsztatu, a to wszystko przedstawione zostało za pomocą prostego języka i zwięzłej formy.

Jeżeli ta książka była szczególnie do kogoś skierowana, to tylko do miłośników fantastyki. Jednak intrygująca psychika głównego bohatera, szereg jego zachowań i przemiana wewnętrzna warta jest poznania także przez czytelników innych gatunków. Dodatkowo nieczęsto ma się okazję poznać swoistą antyutopię w klimatach fantasy. „Książę Cierni” jest pozornie typową książką w swoim gatunku, ale tak naprawdę stanowi zupełnie odmienną, nieschematyczną pozycję. Świeży, trzymający w napięciu, dogłębnie przedstawiający wnętrze umysłu bohatera tytuł powinno się stawiać na pierwszych miejscach list książek do przeczytania. Autor bowiem nie bawi się z czytelnikiem w rozbudowaną poetykę, tylko uderza wymownymi zdarzeniami oraz wartką akcją. Chcesz czystej, nieskomplikowanej rozrywki? Czy raczej pragniesz książki pełnej intryg, zagadek i suspensu? Ta książka zapewni ci oba warianty.

Ocena: 4/5

Dyskusja