Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mamy szpiega! Recenzja gry karcianej

Któż z nas jako dziecko nie chciał być tajnym agentem? Patrząc na losy Jamesa Bonda, najbardziej rozpoznawalnego szpiega na świecie, łatwo zauważyć, że ich życie obfituje w ciekawe przygody, niesamowite gadżety oraz piękne kobiety. Dla kogoś takiego nie ma rzeczy niemożliwych: dzięki wrodzonemu sprytowi wykaraska się nawet z największych opresji.

Tym razem, dzięki wydawnictwu Rebel, polscy fani gier karcianych będą mogli posmakować tego owianego tajemnicą zawodu. Po tej grze już nigdy nie spojrzycie na słynnego 007 tak, jak wcześniej.

Obrazek

Pudełko z grą, prócz instrukcji oraz woreczków strunowych (miły gest od wydawcy), zawiera dwieście czterdzieści kart, podzielonych na trzydzieści talii zawierających po osiem sztuk każda. Wszystkie karty w komplecie – oprócz jednej – przedstawiają konkretne miejsce. Są to na przykład: statek pasażerski, klub nocny, supermarket lub teatr. Na ostatniej z nich widnieje wyłącznie twarz szpiega. Na początku rozgrywki, po wyznaczeniu rozdającego (zostaje nim osoba wyglądająca na najbardziej podejrzaną), każdy z uczestników otrzymuje losowo jedną kartę z danego zestawu, zatem wszyscy widzą „zdjęcie” miejsca, w którym się znajdują i tylko szpieg (czyli osoba, która losowo otrzymała jego kartę) nie ma pojęcia gdzie jest reszta. Rozdający uruchamia stoper (każda tura trwa 8 minut, chyba że na początku gry uczestnicy ustalą inaczej) i zadaje wybranej przez siebie osobie pytanie dotyczące danej lokacji. Kiedy gracz odpowie (wypowiedzi mogą przybrać dowolną formę), sam zadaje pytanie kolejnemu z kolegów. Nie mogą być one zbyt jednoznaczne, gdyż zadaniem szpiega (który nadal nie widzi danego miejsca, ale uczestniczy w dyskusji jak pozostali) jest domyślić się, gdzie znajduje się reszta graczy. Jeśli mu się to uda, może się ujawnić i gdy poprawnie zgadnie obrazek, otrzymuje aż cztery punkty. Inaczej gra toczy się do końca ósmej minuty. Wtedy gracze głosują na osobę, którą uważają za szpiega – jeśli głosowanie będzie jednogłośne i wszyscy wytypują poprawnie, otrzymują po jednym punkcie. Jeśli głosowanie nie będzie jednomyślne, wygrywa szpieg, otrzymując dwa punkty. Kiedy wszyscy gracze oskarżyli niewinnego gracza, agent otrzymuje dwa kolejne punkty.

W trakcie tury kontrwywiad również może zatrzymać rozgrywkę – jeśli ktoś zrobi się podejrzliwy, może oskarżyć innego gracza. O ile wszyscy poprą wniosek, tura się kończy, a po poprawnym wybraniu szpiega gracz, który zgłosił wątpliwość, otrzymuje dodatkowy punkt. W innym wypadku (czyli jeśli gracze nie zgodzili się z wnioskiem) runda toczy się dalej.

Obrazek

„Mamy szpiega” to nieskomplikowana w kwestii zasad gra, która dzięki swej prostocie oraz dużej dozie humoru staje się świetną grą imprezową. Banalnym mogłoby się wydawać zadawanie pytań tak, by domyślić się, kto z uczestniczących w zabawie nie umie przedstawić szczegółów. Cała trudność polega na tym, by zrobić to tak, żeby szpieg nie rozpoznał już po pierwszym pytaniu, dokąd zawitała ekipa. Dlatego pytania przybierają najczęściej absurdalną formę, a odpowiedzi nie ustępują im pod tym względem. Bo jak opisać stację polarną z pominięciem tak oczywistych haseł jak „lód” albo „biegun”? Zatem widząc górę lodową, warto zadawać pytania o przyrządzenie wielkiego drinka, co nie dość, że innym może się skojarzyć z obrazkiem, to przeciwnikowi dać mylne wrażenie, że jesteśmy w trakcie imprezy firmowej lub w barze.

Dla bardziej wprawionych w świat gry osób twórcy wprowadzili też role – na każdej karcie znajduje się adnotacja, kim jest dana osoba (np. otrzymując kartę „Supermarket”, znajdujemy na niej również swoją funkcję – np. „kierownik”, „pracownik”, „klient”). Po kilku partiach urozmaica to grę, gdyż zwiększa możliwości wymyślania odpowiednio niejasnych wypowiedzi.

Obrazek

Na pochwałę zasługuje również oprawa graficzna, która dzięki świetnie wykonanym i szczegółowym ilustracjom daje uczestnikom pole do popisu. Z tego powodu rozmowa:
„To co? Lecim na Szczecin?”
”Ale tylko z łukiem”
dość wyraźnie podpowiada, że obie osoby znajdują się w teatrze, jednocześnie nie zdradzając się przed przeciwnikiem. Zaletą jest też to, że w przypadku wielu kart można robić wycieczki osobiste do innych graczy, co sprawia, że gra w innym składzie osobowym przybiera zupełnie inny charakter, a pytania mogą się znacząco różnić. Co ciekawe – gra z czasem nie traci świeżości – wręcz przeciwnie. Im lepiej gracze znają karty, tym bardziej muszą się postarać, żeby zadawać odpowiednie pytania. Nie da się wpaść w schemat, ponieważ jeśli pytania z poprzednich rozgrywek będą się powtarzały, szpieg momentalnie może wygrać. Z każdą partią rośnie potrzeba kombinowania, ściemniania i niedosłownego nawiązywania do otoczenia.

Obrazek

Te cechy w połączeniu z prostotą zasad sprawiają, że „Mamy szpiega” jest grą dla niemal każdego (a przynajmniej dla osób niepozbawionych poczucia humoru). Dlatego jeśli szukacie niezobowiązującej gry dla trzech do ośmiu graczy, która nie zajmuje dużo miejsca, można ją zabrać niemal wszędzie i grać w każdych warunkach, „Mamy szpiega” jest dla Was idealnym wyborem. Co prawda im więcej chętnych, tym rozgrywka nabiera więcej „rumieńców”, więc dobrze jest poszukać możliwie dużej liczby graczy, ale nawet przy mniej licznej gromadzie na pewno nowy produkt ze stajni Rebela wywoła salwy śmiechu. Jest to gra, którą kreują sami uczestnicy – zmienia charakter oraz poziom humoru i absurdu w zależności od tego, kto komu musi się tłumaczyć.

Dyskusja