Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nie tylko superbohaterowie – recenzja „Portal – Krew i Mgła”

Portale to drzwi światów, drzwi prowadzące do przeróżnych miejsc, stanowiące swoistą formę teleportacji, a w popkulturze nierzadko zostają wykorzystywane w roli przejścia międzywymiarowego. Nie inaczej jest w komiksie „Portal”. Tytułowe przejścia są więc wrotami do innych światów. Aczkolwiek przybywający nie zawsze są mile widziani, a czasem nawet trzeba się ich pozbyć. Od tego są Strażnicy, czyli bractwo odpowiadające za utrzymanie harmonii pomiędzy światami oraz eliminację niepożądanych gości. A dodatkowym zadaniem Strażników jest utrzymanie niewiedzących o innych wymiarach w… niewiedzy.

Pierwszy tom „Portalu” zatytułowany „Krew i Mgła”, autorstwa Macieja Andrysiaka (scenariusz) oraz Kajetana Wykurza (rysunki), został zrealizowany za pomocą inicjatywy crowdfundingowej na portalu wspieram.to – stronie, dzięki której udało się zaistnieć wielu innym dziełom, nie mającym szans podczas normalnej selekcji wydawniczej. A szkoda by było nie ujrzeć tego dobrze zapowiadającego się dzieła i całkiem obiecującego cyklu. Przede wszystkim trzeba podkreślić – nie jest to opowieść bazująca na superbohaterach, a forma, pozornie przywodząca na myśl czysto rozrywkową historię, jest niezwykle myląca. Jednak z drugiej strony taka właśnie forma potrafi pozytywnie czytelnika zaskoczyć.

Właściwa akcja komiksu rozpoczyna się w uliczce, gdzie niespodziewanie zostaje otwarty portal. Przez niego do bliżej niesprecyzowanego miasta na Ziemi dostaje się tajemnicza Mgła, dziewczyna uciekająca przed dwójką jaszczuroludów. Równolegle do ucieczki kobiety, czytelnik ma okazję zapoznać się z Krwią, jednym ze Strażników tropiącym potwora, który wskutek otworzenia portalu przechodzi i zaczyna siać spustoszenie – hybrydy ghula i mumii. Gdy już dochodzi do konfrontacji Strażnika z bestią, ten pierwszy, używając nadprzyrodzonych umiejętności, próbuje powstrzymać oponenta. Podczas pojedynku nagle wpada wraz z potworem – dosłownie – na Mgłę, i pomaga dziewczynie uporać się z goniącymi ją napastnikami oraz dobija potwora, z którym dotychczas się zmagał.

Główna oś fabularna wydaje się na pierwszy rzut oka prosta, nieskomplikowana i z góry prowadząca do szczęśliwego zakończenia. Jednak nie to jest istotne w komiksie, ale to, co dzieje się za kurtyną, a w zasadzie w wątkach pobocznych. Co prawda nie jest ich aż tak wiele i są raczej przedstawione w taki sposób, aby sprawiać wrażenie błahych, jednak finalnie – nomen omen – podkreślają swoje kluczowe znaczenie oraz otwierają drogę domysłom na temat kolejnych tomów. Jeżeli chodzi o zdarzenia grające pierwsze skrzypce wypada wspomnieć, że mimo skupienia na efektownym zaprezentowaniu sekwencji klisz, dopiero dopełniające je wątki rzucają nań zupełnie inne światło. Sprawiają, że cała fabuła oraz przedstawiony świat są znacznie bardziej intrygujące.

A będąc przy świecie przedstawionym warto napomknąć, że w tej kwestii autorzy postarali się o powierzchowność godną bardziej albumu „Spidermana” czy „Batmana”, niż czegoś o wiele ambitniejszego. Teoria wielu światów to zasadniczo baza wypadowa konstrukcji świata. Tytułowe portale natomiast stanowią łącznik pomiędzy poszczególnymi wymiarami, który jest strzeżony przez odpowiednio przygotowaną do tego zadania służbę – Strażników. Jakby tego było mało, niemal wszystkie światy odgrywają rolę drugorzędną względem Ultaru, najważniejszego wymiaru, wokół którego – według jego fizyki oraz filozofii – kręcą się wszystkie pozostałe. I chyba nie trzeba wspominać, że mnogość wymiarów oznacza multum ras, których już przedstawiono sporo, a to pewnie zaledwie ułamek tego, co kryje całe uniwersum.

Warsztat twórców nie odbiega od komiksowych standardów, a stylem rysunków blisko im do Jacka Kirby’ego i Steve’a Ditko, ich ilustracje, tonacja i odcienie barw nadają komiksowi mrocznego i tajemniczego klimatu. Niepokoić może wyłącznie prosta kreska oraz specyficzna kolorystyka – właściwe raczej graficznym powieściom skupionym na czystej rozrywce i efektownej akcji, aniżeli czymś z pointą. A „Portal” zaskakuje, ba, ogromnie zaskakuje! Czytelnik, zwłaszcza taki szukający w komiksie walorów artystycznych zarówno pod względem wykonania, jak i scenariusza, sięgając po ową powieść graficzną nastawia się właściwie na coś pokroju „Supermana”, tylko bez superbohaterów, ale po przeczytaniu doznaje pewnego szoku. Ten szok to kolejna z mocnych stron komiksu, bo dzieło nie jest skierowane wyłącznie w stronę rozrywki.

Niezwykle trudno w kategorii nowości trafić na ambitny, a do tego przyjemny i wciągający komiks. Wprawdzie nie brak w tej dziedzinie powieści graficznych poruszających poważniejsze tematy, bądź tworzących światy niezwykłe, skomplikowane i barwne, ale trzeba zauważyć, że większość dzieł w branży skupia się wyłącznie na zabawie, która niekoniecznie idzie w parze z refleksjami. „Portal”, choć nie rozwinął jeszcze skrzydeł w tej materii, zapowiada się na nad wyraz interesujący cykl. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnym tomie autorzy nie poprzestaną na walorach czysto rozrywkowych, ponieważ pierwsza odsłona „Portalu” stanowi znakomity wstęp do czegoś głębszego, zostawiając czytelnikowi więcej pytań niż odpowiedzi.

Dyskusja