Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Nikt nie rodzi się legendą. Legendę wykuwa przeznaczenie.” – recenzja książki „Czas żelaza”

Brytyjska epoka żelaza to okres historyczny, o którym tak naprawdę nie wiadomo prawie nic pewnego. Na temat życia codziennego ówczesnych ludów można jedynie snuć domysły. Dlatego właśnie ten okres zarówno stanowi nie lada wyzwanie, jak i jest doskonałą pożywką dla wyobraźni współczesnych twórców, pozostawiając ogromne pole do popisu. Skorzystał z tego Angus Watson, autor awanturniczej powieści fantastycznej dość luźno osadzonej w tych właśnie realiach.

O „Czasie żelaza” trudno powiedzieć, że jest on powieścią stricte historyczną. To raczej wariacja na temat brytyjskiej epoki żelaza, takiej jaką chce ją widzieć Watson. Autor na bazie elementarnych faktów z przeszłości stworzył własny świat, podporządkowany bardziej jego fantazji niż autentycznym wydarzeniom. Jednak to nie wierność historycznym realiom jest tutaj naprawdę ważna. Stanowi ona jedynie tło dla wciągającej, epickiej opowieści. Pisarz świadomie postawił przede wszystkim na fabułę i interesujące kreacje bohaterów i to dzięki temu osiągnął sukces.

Opowieść jest dynamiczna i pełna akcji, stworzona z prawdziwym rozmachem. Próżno tu jednak szukać zadęcia i patosu. „Czas żelaza” to przede wszystkim powieść awanturnicza, chwilami brutalna i krwawa, a czasami rubaszna, nieco wulgarna, okraszona nieskomplikowanym, dosadnym humorem.

Watson pisze dla współczesnego czytelnika. Unika stylizacji, jego język jest prosty, w pełni zrozumiały dla odbiorcy, a jednak w jakiś sposób udaje mu się oddawać ducha epoki. Pobrzmiewa w nim „coś klimatycznego”, mimo że bohaterowie mówią niemal zupełnie tak samo jak my.

Nie tylko w warstwie językowej „Czasu żelaza” można wyczuć klimat współczesności. Także wiele z poruszanej przez autora problematyki to aluzje do obecnych realiów, obyczajowości i spraw społecznych, zgrabnie ukryte pod epokowym kostiumem. Watson dotyka tematyki równości społecznej, feminizmu, humanitaryzmu i socjalizmu, praw zwierząt, niezależności polityczno-obyczajowej oraz konfliktu między dążeniami do zachowania własnej tradycji i tożsamości a bezkrytycznym przyjmowaniem obcej. Brzmi znajomo, prawda? Właśnie dzięki temu świat przedstawiony stworzony na wzór tak dalekiej przeszłości wydaje się czytelnikowi bliski i swojski.

Również bohaterowie książki mogą wydawać się współczesnemu odbiorcy bardzo „dzisiejsi”. Z jednej strony noszą cechy heroicznych figur z sag i dawnych pieśni, z drugiej jednak nie są ani nadęci, ani posągowi. Wprost przeciwnie – niezwykle barwni i żywi, wiarygodni. Kreacje postaci to zdecydowanie jeden z największych atutów „Czasu żelaza”. Bardzo łatwo utożsamić się z bohaterami Watsona. A wszystko to dzięki przekonaniu autora – do którego przyznaje się on otwarcie w zamieszczonym na końcu powieści wywiadzie – że natura ludzka jest niezmienna i w dowolnych czasach człowiek zawsze jest taki sam. Pisarz sprzeciwia się pokutującemu w społeczeństwie XXI wieku, ze środowiskami akademickimi na czele, postrzeganiu ludzi z odległej przeszłości jako jednowymiarowych, mniej skomplikowanych niż my. W „Czasie żelaza” nadaje swoim postaciom – nie tylko tym pierwszoplanowym – złożone rysy psychologiczne.

Cechą wyróżniającą „Czas żelaza” spośród wielu powieści podobnego nurtu są także specyficzne wyrażenia powracające jak swoisty leitmotiv. Jako przykład może tutaj posłużyć często pojawiające się w dialogach, a nawet narracji, rubaszne powiedzonko zapoczątkowane przez jednego z głównych bohaterów, a następnie rozprzestrzeniające się niczym zaraza. Czytelnik wprawdzie może łapać się na ciągłym przerywaniu lektury i zastanawianiu czy to autor, czy też jego postać cierpi na jakiś dziwaczny fetysz związany z borsukami, jednak taki zabieg nadaje językowi powieści oryginalności, czyni go bardzo charakterystycznym.

W ramach podsumowania powtórzę tylko za recenzentem „SF Crowsnet”: „Czy przeczytałbym część drugą? A czy foka lubi pływać? Dajcie mi młot, nalejcie piwa i, na bogów, niech ktoś skoczy do księgarni!”.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja