Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ogień w szarości – recenzja powieści graficznej „Adventure Time: Igrając z ogniem”

Oznaką coraz mocniejszego zakorzeniania się „Pory na przygodę” na polskim rynku może być stopniowe przybywanie dostępnych w sprzedaży komiksów z akcją osadzoną w krainie Ooo. Jak dotąd w sklepach ukazały się dwa tomy tradycyjnych komiksów i jeden „Słodkich opowiastek”, czyli zbioru krótszych historii. Początkiem trzeciej serii jest „Igrając z ogniem”– pierwsza powieść graficzna o przygodach postaci znanych z „Adventure Time”. Czym różni się ta forma od pozostałych i jak prezentuje się pod względem wydania?

Po pierwsze – wprowadza zabieg doskonale znany czytelnikom mang, ale zaskakujący i nieco świętokradczy dla miłośników Jake’a i Finna. Ooo pozbawiona jest kolorów! Naturalnie kreska prowadzona jest w ten sam prosty i przyjemny sposób co w serialu, kadry składają się jednak tylko z czerni, bieli i szarości. Taki styl nadaje historii powagi, lecz po przepięknie pokolorowanej okładce można zostać niemile zaskoczonym. Mimo to, wpadłszy w wir przygody błyskawicznie zapomina się o niedoskonałościach, zwłaszcza że wyćwiczona wyobraźnia, oprócz zamiany dymków z tekstem w głosy postaci, bez problemu radzi sobie z nadaniem obrazom barw. Pewien niesmak może pozostać, ale wysoka jakość papieru na pewno go rekompensuje.

Drugim z wyróżników tego cyklu jest koncentracja na sylwetkach postaci pobocznych. Podczas gdy odcinki serialu poświęcone są czynom bohaterskiego młodzieńca i magicznego psa, tutaj nasz ulubiony duet szybko schodzi na drugi plan. Jak łatwo odgadnąć po tytule komiksu, stery fabuły przejmuje Królewna Ognia. Motywem przewodnim jest jej dwoista natura – płomienny temperament stający w szranki z wyższymi uczuciami. Reprezentantem mrocznego awersu jest Ogniowy Król, który podżega córkę do korzystania z mocy w imię zła. Za rewers odpowiada Finn, z którym łączy Królewnę gorący i bardzo niestabilny, młodzieńczy romans. Czy bohaterka będzie potrafiła postawić krok w stronę opanowania swych uczuć, kiedy wyprawa do lunaparku z chłopakiem przerodzi się w zagrożenie dla jej ukochanego?

Zaletą komiksu jest skupienie się na emocjach protagonistki. W czasie całej opowieści, odczuwalnie dłuższej od zwyczajowego 12-minutowego formatu odcinka, można zaobserwować pełne spektrum uczuć targających Królewną. Szczególnie istotna jest miłość do Finna, która popycha ją ku kolejnym trudnościom, często niemożliwym do pokonania przez użycie czystej siły. To jedna z nauk, która płynie z fabuły, choć jej przekaz jest znacznie dojrzalszy. Morał komiksu ma zdecydowanie głębszy wydźwięk od większości puent wieńczących odcinki serialu. Dosyć prosty, okrojony z kolorów styl kadrów oraz tempo akcji, która co kilka stron przenosi się w nowe miejsce sprawiają, że przy pierwszej lekturze trudno skupić się na tym przesłaniu. Przeczytanie około 140-stronicowej powieści graficznej może zająć pół godziny, ale jest to czas sprinterski, przeznaczony dla poświęcających uwagę tylko pędzącej historii.

„Igrając z ogniem” to pozycja przeznaczona raczej dla dojrzalszych fanów „Pory na przygodę”. Młodszym może przeszkadzać brak charakterystycznej dla serii mnogości barw, mniej atrakcyjny będzie również towarzyszący opowieści dramatyzm. Niezmienne jest natomiast abstrakcyjne poczucie humoru, reprezentowane choćby przez techniki telefonowania Finna, charakterystyczną dla serii mimikę postaci czy gościnny udział Bęsia Gęsia. Jednolitość kolorystyki ujmuje satysfakcji z czytania, niemniej jest to pozycja obowiązkowa dla największych miłośników „Adventure Time”, a szczególnie zwolenników paringu Finna z Królewną Ognia. Na pochwałę zasługują ilustracje Zacka Sterlinga i scenariusz Danielle Corsetto. Duet ten jest odpowiedzialny również za kolejne powieści graficzne z serii, a po ich pierwszym dziele można być niemal pewnym, że utrzymają poziom. Następny tom będzie się koncentrował na sylwetkach KGK i innych pobocznych królewien, można mieć więc nadzieję na interesujące ukazanie ich perypetii.

Ostatnie kilkanaście stron pierwszego tomu zawiera mini komiks autorstwa Meredith McClaren. „Pora na przygodę z BMO” przypomina krótkie formy dodawane na końcu mang, ma jednak znacznie mniej treści. Tytułowy komputerek broi w domu pod nieobecność bohaterów, co zostało przedstawione za pomocą kilku gagów zdecydowanie odstających poziomem od „Igrając z ogniem”. Przykładowo – BMO przywdziewający majtki, by stanąć na arenie sumo przeciw robakowi ma może swój urok, ale nie jest to scena, którą chciałoby się zobaczyć po lekturze traktującej o perypetiach Królewny Ognia.

„Igrając z ogniem” to z pewnością komiks obowiązkowy w kolekcji każdego szanującego się fana krainy Ooo. Nawet jeśli odstaje graficznie od pozostałych serii z „Pory na przygodę”, nadrabia fabułą i oryginalnym odwróceniem ról protagonistów. Z kolorem lub bez historie z tego cyklu nadal są najbardziej matematycznymi pozycjami spośród wszystkich dostępnych w sklepach – w przypadku „Igrając z ogniem” nie jest inaczej!

Dyskusja