Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ostatnie Zniszczenie – recenzja książki „Bohater wieków”

Brandon Sanderson to pisarz sztampowy do bólu. Sztampowy jednak w tym sensie, że bodaj każdy oklepany motyw, każdy wątek, każdy zabieg, każdy schemat – zostały przez niego rozwałkowane. W jego dziełach często widać swoisty klucz, na którym opiera się fabuła. Sztuką Sandersona jest natomiast to, że potrafi tak sparafrazować utarte schematy, iż czytelnik nie raz, nie dwa doznaje szoku. Takimi zabiegami udało mu się stworzyć parę dość ekscentrycznych wizji, które zostały uznane za jedne z najciekawszych i najoryginalniejszych obrazów w całym gatunku fantasy. Jednym z nich jest „Bohater Wieków”.

Po upadku Ostatniego Imperatora i uwolnieniu Zniszczenia ze Studni Wstąpienia świat niedługo cieszył się pokojem. Na horyzoncie po raz kolejny widać widmo zagłady. Popioły intensywniej sypią się z nieba, gęste mgły zaścielają okolicę, a trzęsienia ziemi i Kolosy zabijają ludzi. Głównym bohaterom przychodzi tymczasem zmierzyć się z nowym przeciwnikiem, przy którym wszyscy dotychczasowi stanowili zaledwie worki treningowe. Sanderson nie pozwala na typowy pojedynek. Na Zniszczenie – bo takie miano nosi antagonista powieści – nie wystarczy zwykła magia czy miecz. Vin i Elend muszą wykazać się niemałym sprytem i odnaleźć sposób na niemal nieznanego przeciwnika, a rozwiązanie może skrywać się w notatkach Ostatniego Imperatora.

Świat wykreowany przez Sandersona jest szary i mglisty, w żadnym wypadku nie papierowy. A to ze względu na to, że w owym uniwersum z nieba na co dzień sypie się popiół, który zaściela ziemię i uniemożliwia roślinom wzrost, czarny dym przysłania częściowo niebo, a mgła kłębi się gęstymi całunami, które nocą zasłaniają wszystko, a dla niektórych wędrowców mogą być śmiertelne. Ponadto cały świat bogaty jest w zróżnicowaną, nietypową florę i faunę, przez wieki rozwijającą się w środowisku dlań nieprzyjaznym. Aczkolwiek nie tylko ekosystem wyróżnia się względem innych wizji z gatunku fantasy, również ludzie są specyficzni. Szereg ich zachowań oraz normy moralne zostały dopracowane i prezentują się wyśmienicie. Czytelnik chce, aby autor raczył go informacjami o świecie, jego poszczególnych różnicach i odmiennych hierarchiach społecznych. I, na szczęście, Sanderson spełnia te oczekiwania.

Biorąc pod rozwagę opis sylwetek bohaterów, nie sposób nie zacząć od tego, że zostali wykreowani należycie – autor zadbał o to, żeby zarys protagonistów był niezwykle wyraźny, zaś oni sami dali się polubić czytelnikowi. Naturalnie osobowości bohaterów nie są idealne, podobnie jest z ich umiejętnościami, kondycją psychiczną czy fizyczną oraz posiadaną mocą. Kreacja antagonisty stanowi jedną z najciekawszych w całej literaturze fantasy. Tajemnicza, potężna, niepoczytalna istota, której jedynym celem życiowym jest zniszczenie świata. W porównaniu do poprzednich części otrzymujemy teraz więcej informacji, odpowiedzi na temat nadnaturalnych istot, powstania świata, tajemniczych zjawisk – a bardzo interesujące fakty odnośnie Ostatniego Imperatora rzucają nań zupełnie nowe światło.

Autor niejednokrotnie ujawnia, że sztukę operowania słowem pisanym opanował do perfekcji, a tworzenie rozwiniętej, wielowarstwowej i pełnej suspensu fabuły wyszlifował niczym diament. Przez to jego twórczość zawsze rządzi się właściwą sobie innowacyjnością, kolorytem i wyrazistością – nie bez kozery pisarz w ostatnich latach stał się jednym z najpoczytniejszych autorów światowego fantasy. Sanderson znany jest przede wszystkim z tego, że potrafi tworzyć charakterystyczną mechanikę magii, czego właśnie świat przedstawiony i prawa fizyki w „Bohaterze Wieków” są znakomitym przykładem. I tak w świecie Ostatniego Imperium magia bazuje na niektórych metalach, które odpowiednio wykorzystane dają pewne moce posiadaczom magicznych zdolności.

Powieść to udane zwieńczenie trylogii, stanowiące rasowe dark fantasy najwyższej próby. Jeden z nielicznych tytułów, które oferują rozrywkę na przyzwoitym poziomie, gdzie wszystkie wątki – także z dwóch poprzednich części – splatają się w gobelin znakomitej fabuły. Sanderson nie pogubił się w plątaninie swoich pomysłów ani razu, do tego objaśnił wszystkie nieścisłości, zagadki i niedopowiedzenia. I co najważniejsze, jeśli czytając dwie poprzedniczki odbiorca uznał, że wielu niewiadomych nie da się logicznie wyjaśnić, pisarz pozytywnie go zaskoczy.

„Bohater Wieków” jest ostatnią częścią historii Vin i Elenda. Wielu miłośników tego uniwersum z pewnością złapie po jej przeczytaniu tak zwanego „książkowego kaca”. Nie jest to jednak ostateczna wycieczka do świata Ostatniego Imperium. Sanderson napisał jeszcze jedną trylogię w realiach mgieł i popiołów, lecz dzieje się ona trzysta lat po wydarzeniach z trzeciego tomu pierwotnego cyklu. Podobno znajomość „Z mgły zrodzonego”, „Studni Wstąpienia” ani „Bohatera Wieków” nie jest wymagana, ale jeżeli ktoś chce sobie odpuścić takie perełki… to niech już odpuści i drugą trylogię.

Ocena: 4.75/5

Dyskusja