Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Twardszy niż najtwardszy twardziel z zatwardzeniem – recenzja książki pt. „Plastikowy worek. Tom 2: Języki ognia”

Encyklopedia dla studentów resocjalizacji, a zarazem poradnik dla każdego z kołczanem prawilności, który chce być nazywanym „bad boy’em” przez swoją ukochaną z brwiami odrysowanymi od szklanki. Tak można nazwać drugi tom z cyklu „Plastikowy worek” i nie będzie w tym ani krzty kłamstwa. W ogóle nie będzie niczego, prócz śmiechu i zgorszenia.

W „Językach ognia” po raz drugi dochodzi do spotkania z Ripem Van Dalem, a to za sprawą Thomasa Joada. Całe szczęście jest to relacja czytelnik-bohater literacki, gdyż w innym przypadku większość nie wyszłaby z tego żywa. Rip – zwany Rzeźnikiem – jest bardzo złym człowiekiem. Po otrzymaniu Kropka, od razu schował go do pudełka, ani razu nie naświetlając. Nie płakał, gdy Ash wypuszczał Butterfly ani podczas śmierci Mufasy. Ba! Pewnie się śmiał. Kobietę przepuszcza w drzwiach, aby wbić jej nóż w plecy, bo akurat ma na nią zlecenie. To on produkuje przynoszące szczęście królicze łapki – z malutkich, bielutkich i słodziutkich zwierzaczków. Rip jest tak moralnie spaczony, że pije fusy i zagryza je azbestem. Małym dziewczynkom kradnie lizaki, a tym znacznie starszym balkoniki. Panie i Panowie, przedstawiam Wam płatnego zabójcę, pełnego wszelkiej maści patologii – Cyklistę Apokalipsy!

Pierwsza część wyjaśniała, jak powstał główny bohater: został stworzony przez demony i przyszedł na świat zrodzony przez kobietę, którą sam później uśmiercił. W wielu rozdziałach czytelnicy poznawali losy różnych postaci mieszkających w Mieście, których drogi łączyły się z tą najważniejszą – z Ripem. W kolejnym epizodzie jest podobnie. Dwadzieścia jeden rozdziałów to następne historie. Nie są one jednak przedstawione ciągiem. Autor skacze po linii czasu, prezentując różne wydarzenia. Czasem nawiązuje do poprzedniej książki, lecz znajomość „Iskry zapalnej” nie jest wymagana. Oczywiście zwiększy radość z lektury, ale pisarz przypomina i wyjaśnia wcześniejsze zdarzenia, więc zabawę można rozpocząć także od drugiej odsłony serii (tylko po co?).

Jakość wydania ani trochę nie uległa pogorszeniu. Dzieło jest w twardej oprawie, mieszczącej w sobie dwieście stron. FINGER_MARKS, czyli wydawca, załączyło też cieniutką zakładkę – zapewne, aby uzmysłowić czytelnikom, jak małe jest sumienie Ripa. Nie ma jednak co narzekać na jej grubość, ponieważ spełnia swoje zadanie, a przy okazji nie rozpycha się między stronami. Intrygująca w książce jest czcionka: Comic Sans MS w wielu może budzić obrzydzenie, lecz doskonale pasuje do powagi przedstawionych historii. Thomas Joad śmieszy swymi dziełami, a więc wygląd liter również nie musi być poważny. Na serio za to potraktowano jakość wydania, o czym świadczy grubość kartek. Można nawet rzec, że pozycja zakrawa na edycję kolekcjonerską. Kropkę nad „i” w słowie „piękna” stawia Jacek Michalski – jest on autorem ilustracji. Okładkowa jest bardzo urodziwa, a grafiki w środku książki, mimo że są czarno-białe, nie odstają od niej i budują niesamowity klimat podczas czytania. Tak samo jak piosenki proponowane we wstępie każdego rozdziału. Jaki utwór jest zapętlony w piekle? Nic dziwnego, że to takie straszne miejsce…

Autor „Języków ognia” wyróżnia się przede wszystkim poczuciem humoru. Jego twór ma bawić i robi to wyśmienicie, choć największa frajda jest podczas czytania pierwszego epizodu, gdy czytelnik nie jest z pisarzem za pan brat i dopiero odkrywa jego styl i żarty. Druga część natomiast zawiera o wiele więcej nawiązań do postaci literackich czy historycznych. Goebbels, jako redaktor naczelny „PIEKIELNEGO CHŁOPCZYKA”, pisma ukazującego się w zaświatach? Vlad Lestrada, mechanik samochodowy, stroniący od dnia? Pomysłowość pisarza ukazuje nazwa demonicy, która stworzyła Ripa w „Iskrze zapalnej”, czyli Lucy Fear, co brzmi niezwykle podobnie jak Lucyfer.

Akcja wartka jak po naciśnięciu spłuczki jest spowalniana długimi opisami. To bardzo charakterystyczna cecha tego skryby: zwalniać tempo, ale nie wybijać z rytmu. W pozycji nie uświadczymy wielu dialogów, ponieważ Thomas Joad miłuje się raczej w komentowaniu rzeczywistości i rozbawianiu narracją. Nabija się z wazeliniarzy, osiłków czy właścicieli pubów, oszczędzających na czym się da.

Pozytywnym aspektem książki jest nieprzewidywalność. Pieczołowicie budowana postać ginie kilka stron dalej, a ktoś pozornie nieznaczący żyje, ma się dobrze i zaczyna istotnie wpływać na fabułę. Albo i nie. Nigdy nie wiadomo. Dodatkowo wydawałoby się, że wysłannik piekieł będzie niepokonany, a taki z niego profesjonalista, jak z filmu pornograficznego dokument o rozmnażaniu ssaków. Rip nie raz spartaczył robotę, a ponadto jest w stanie przegrać choćby z kacem.

Na pochwałę zasługuje także sceneria tych niebywałych wydarzeń. Miasto jest brudnym i mrocznym miejscem. Autor świetnie zbudował nastrój i choć czytelnik niewiele dowiaduje się o tej lokalizacji, to domyśla się, że nie chciałby się znaleźć tam, gdzie strzelaniny, mordobicia i kradzieże są normalnymi rzeczami. Natomiast Rzeźnik świetnie czuje się w takim otoczeniu.

„Plastikowy worek. Tom 2: Języki ognia” to dzieło dla osób ze specyficznym poczuciem humoru. Każdy, kto lubuje się w wyśmiewaniu wydarzeń, z radością przeczyta, jak robi to specjalista. Ogromna dawka brutalności i patologii wyłącza tę pozycję ze spisu lektur szkolnych, lecz po wejściu w dorosłość warto nadrobić zaległości. Thomas Joad stworzył lekką książkę o przygodach zabójcy, którą łyka się szybko i bez popity.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja