Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wrocław pod nuklearną chmurą – recenzja książki „Otchłań”

Uniwersum „Metro 2033” stworzone przez rosyjskiego pisarza Dmitry’ego Glukhovsky’ego na całym świecie odniosło fenomenalny sukces. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy było świeże podejście do gatunku i szereg zmian, a raczej wprowadzeń jakie ów literat zaproponował w swoim dziele. Popularność zaledwie dwóch tomów stała się tak wielka, że autor postanowił udostępnić swój świat innym twórcom, co było jeszcze jedną cegiełką ze strony Glukhovsky’ego, włożoną do światowej literatury. Oczywiście, najpierw w uniwersum zaczęli przedstawiać swe wizje rodacy autora, z czasem i obcokrajowcy poczęli wtrąć swoje trzy grosze. Dopiero w roku 2014 nadszedł debiut Polaka w uniwersum. A niedawno miała miejsce premiera drugiej książki osadzonej w realiach „Metra 2033”, którą napisał Robert J. Szmidt.

Powieść „Otchłań” stanowi kolejny polski akcent w serii „Metro 2033”, a autor uznawany jest za mistrza rodzimej fantastyki postapokaliptycznej. W najnowszej książce z uniwersum postanowił zniszczyć Wrocław, zaś ocalonych przenieść do sieci podziemnych tuneli i stworzyć tam odizolowane społeczności. Wchodzenie w czyjeś buty nigdy nie należało do łatwych rzeczy, szczególnie jeżeli chodzi o pisanie opowieści w uniwersum wykreowanym przez innego pisarza. Trzeba zachować dbałość o szczegóły, uważać żeby gdzieś nie popełnić poważnej gafy i wciąż spoglądać w źródłowe dzieło. Ze światem „Metra 2033” jest trochę inaczej, tu raczej pozostali twórcy mogli sobie trochę pofolgować, a to dzięki różnicom kulturowym i uwarunkowaniom społecznym.

Szmidt przedstawia historię różniącą się w szczegółach od pozostałych w serii. Fabuła skupia się na postaci Nauczyciela, jedynego mieszkańca enklawy Innego, pamiętającego czasy sprzed nuklearnej zagłady. Człowieka starającego się zaszczepić w młodzieży swojej społeczności pewne wartości oraz nauczyć ich wiedzy, która przed katastrofą stanowiła podstawę wykształcenia. Niestety wskutek niefortunnego zrządzenia losu ginie ważna dla przywódcy grupy osoba, a winą za jej śmierć zostaje obarczony właśnie Nauczyciel. Skutkiem tego jest ucieczka protagonisty z niepełnosprawnym synem, czego następstwem z kolei jest próba odnalezienia legendarnej, rzekomo bezpiecznej, enklawy. I właśnie podróż do niej stanowi większą część fabuły.

Świat przedstawiony w ogólnych zarysach nie różni się od tego Glukhovsky’ego, ale diabeł tkwi w szczegółach. Rosyjski pisarz traktuje – nomen omen – o metrze i lokacjach jego najbliższego sąsiedztwa. We Wrocławiu nie ma metra, dlatego należało odnaleźć inne schronienie zdolne przetrzymać wojnę nuklearną. Szmidt znalazł takich klika, choć głównie zwrócił uwagę na poniemieckie tunele, w których grupy ocalałych rozwinęły zamknięte enklawy – wytwarzające własne wzorce zachowań i, powiedzmy, kultury. To w dwójnasób zobrazowało wizję autora. Z jednej strony alegoria multikulturowości współczesnego miasta, z drugiej pokazanie, że oddzielone od siebie społeczności rozwijają się różnie, korzystając z elementów otoczenia. Jest to świetne rozwiązanie, pozwalające na barwniejszą rozbudowę nieprzyjaznego świata.

W „Otchłani” kluczową postacią jest Nauczyciel. Inne, choć zmyślnie wykreowane, stanowią miły element tła, wpływający od czasu do czasu na historię. Sam protagonista zaś w porównaniu do pozostałych bohaterów jest szczególny. Nie dość, że spogląda na świat mając w pamięci przeszłość, to wyróżnia się niesamowitą inteligencją, sprytem i umiejętnością racjonalnego osądu sytuacji. A przy tym próbuje zachować swoistą odmianę konserwatyzmu dawnych wartości. Postacią ciekawą i wiele wnoszącą do opowieści jest z całą pewnością niepełnosprawny syn Nauczyciela, w pewnym sensie przyczyna wielu podejmowanych przez niego decyzji, powód wielu dylematów. Co istotne, jest to postać całkowicie bierna. I mimo że powieść obfituje kolorytem bohaterów, niezwykła i wyrazista jest w tym gronie Iskra. Towarzyszka Nauczyciela, która pozwala poznać przepaść poglądową między człowiekiem sprzed katastrofy i po niej. Stanowi kontrast do osoby Nauczyciela.

Summa summarum autor spisał się znakomicie w ramach uniwersum, nie dając Polakom żadnych powodów do wstydu i nie ustępując niczym kolegom po fachu zza wschodniej granicy. W dość zasadniczy sposób poruszył tematykę wiedzy i nauki – czego przykładem może być już sam protagonista – która nawet w postapokaliptycznym świecie powinna być dumą. Drugą kluczową kwestią jest obawa przed stratą, przewijającą się w paru momentach opowieści. Ale całkowitą odmianą i zastrzykiem świeżości dla uniwersum jest niepełnosprawność, będąca wręcz wyrokiem śmierci w tak wrogim i trudnym do życia świecie. „Otchłań” to powieść drogi, powieść zachwycająca klimatem oraz przebiegiem wydarzeń, której nie brakuje na przestrzeni tych paru dni, kiedy toczy się fabuła książki. To dzięki logicznie poprowadzonej fabule i jej spójności, bowiem autor raczej nie skupia się na mnogości wątków pobocznych i suspensie, racząc czytelnika treściwymi dawkami informacji oraz akcji. Na koniec warto wspomnieć, że zakończenie lektury jest dość otwarte i może stanowić zapowiedź kontynuacji, a jeśli ta ma rozegrać się w tych samych realiach… to warto na nią czekać.

Ocena: 4/5

Dyskusja