Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

X-meni z piekła rodem – recenzja książki „Cukierek albo psikus”

„Często najstraszniejsze historie zaczynają się całkiem niewinnie. Wystarczy grupa nastolatków, noc Halloween i zabawa w wywoływanie duchów. Rzecz w tym, że duchy nie lubią się bawić… <<Cukierek albo psikus>> jest udaną realizacją powieści z pogranicza grozy i historii obyczajowej. Nastoletniej autorce należą się brawa za fabularną konsekwencję, ostre rysy charakterologiczne bohaterów oraz wartką, wciągającą akcję, która bawi lepiej niż <<Oszukać przeznaczenie>>…” – tak brzmi treść opisu zamieszczonego na tylnej okładce debiutanckiej powieści Karoliny Król. Weźmy jednak powieść pod lupę i przekonajmy się, na ile z tych pochwał młoda autorka rzeczywiście zasługuje.

„Udana realizacja powieści z pogranicza grozy i historii obyczajowej”

Czy aby na pewno? Zanim zastanowimy się, na ile ta realizacja jest „udana”, należałoby zwrócić uwagę na określenie przez wydawcę konwencji powieści. Otóż… nie jest ono ani precyzyjne, ani trafne. Owszem, elementy literatury grozy są niewątpliwie obecne w „Cukierku albo psikusie”, jednak trudno uznać je za aż tak znaczące. Co więcej – wydają się wciśnięte w fabułę jakby na siłę i nie są przekonujące.

Halloweenowa impreza – jest. Wywoływanie duchów – jest. Tajemnicze, diabelskie moce – są. Krwawe zbrodnie – też są. Niby występuje tu wszystko, co powinno znaleźć się w powieści grozy, ale jednak niknie gdzieś wśród elementów konwencji superbohaterskiej i cech charakterystycznych dla obyczajowej młodzieżówki: nie wybija się, nie przytłacza mrocznym klimatem, pozostaje trochę w cieniu.

Jeśli zaś chodzi o wątki obyczajowe – te rzeczywiście są wyraźne i chyba najbardziej dopracowane. To właśnie one stanowią najmocniejszy punkt powieści. Gdyby odrzeć „Cukierek albo psikus” z całej fantastycznej otoczki, wywoływania duchów i paktowania z diabłem, otrzymalibyśmy całkiem sympatyczną, przyjemną historię obyczajową dla nastolatków, z wątkiem kryminalnym w tle. Ciekawą opowieść o dorastaniu, poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, przyjaźni, pierwszych miłościach, młodzieńczym buncie, konflikcie pokoleń, trudnych relacjach rodzinnych i ich naprawianiu. Tym bardziej przekonującą i wiarygodną, że napisaną przez rówieśnicę bohaterów i docelowej grupy czytelników – pisarkę nastoletnią, a nie dorosłego próbującego wczuć się w dylematy współczesnej młodzieży.

Niestety wydawca nie wspomniał ani słowem o tym, co w książce Karoliny Król jest naprawdę ciekawe i miałoby szansę stać się dźwignią marketingu! Zupełnie niezrozumiały wydaje się fakt, że skupiono się na grozie – której w książce pojawia się stosunkowo niewiele, a autorka nie okazuje się wcale mistrzynią w budowaniu jej nastroju – natomiast w ogóle nie spróbowano zwrócić uwagi czytelników na zyskane przez nastoletnich bohaterów nadludzkie moce, na tajemnicze porwania, na laboratorium prowadzące nielegalne eksperymenty genetyczne… A przecież to właśnie te wątki mają tu największy potencjał! To one mogłyby przyciągnąć odbiorców poprzez konwencję zbliżoną do tak modnych w ostatnim czasie komiksów i kina superbohaterskiego.

„Fabularna (i nie tylko) konsekwencja”

Właśnie z konsekwencją jest tutaj największy problem. W książce Karoliny Król tak naprawdę nic do niczego nie pasuje, począwszy od oprawy graficznej i haseł reklamowych, poprzez elementy budowania konwencji, a na samych wątkach fabularnych kończąc. Powieść wydaje się być posklejana z fragmentów i motywów różnego pochodzenia i przeznaczenia, które zostały wprawdzie „poprzyczepiane do siebie” w na tyle uporządkowany sposób, by tworzyć całość, jednak wciąż sprawiają wrażenie „zlepka”.

Wymieniając wszystkie te niedopasowane puzzle, należałoby zacząć od okładki. Cukierkowa, pastelowa grafika przedstawia uciętą w połowie głowę ładnej blondyneczki, która wykonuje dłońmi gest mający zapewne symbolizować diable różki, jednak w rzeczywistości bardziej przypomina on królicze uszy. Nie jest ona ani estetyczna, ani nie harmonizuje z treścią czy nastrojem powieści. I znów pojawia się pytanie: „gdzie ta groza?”. Oprawa graficzna budzi raczej skojarzenia z czymś w rodzaju „Beverly Hills, 90210”.

OK, ale co w takim razie z fabułą? Otóż jest ona bardzo konsekwentnie… przekombinowana. Gdyby autorka skupiła się na – naprawdę fajnym i ciekawie zrealizowanym – pomyśle z „nastoletnimi X-menami” ratującymi świat, a zrezygnowała z dorabiania pseudoreligijnej ideologii, efekt prawdopodobnie byłby znacznie ciekawszy. Gdyby nie zmieszała eksperymentów genetycznych z cyrografami i egzorcyzmami, całość wydawałaby się pewnie bardziej spójna. Gdyby wreszcie nie sugerowała we wstępie, że odbiorca trzyma w ręku mocny, przerażający horror, a zamiast silenia się na otwarte zakończenie – zamknęła historię, czytelnik może nie odczuwałby takiego niedosytu.

„Ostre rysy charakterologiczne bohaterów”

Z początku rzeczywiście tak się wydaje. Bohaterowie Karoliny Król są ciekawi i młodemu czytelnikowi na pewno łatwo się z nimi utożsamić. To sześcioro zwykłych gimnazjalistów, przyjaciół z jednej klasy, każdy ze zgrabnie zarysowanym tłem, przeszłością i sytuacją rodzinną. Cicha, spokojna i sympatyczna Ania; Patryk – czuły, wrażliwy, lecz odważny idealista, który doświadczył przemocy w rodzinie i doskonale opiekuje się młodszą siostrą; zbuntowany, ale posiadający wielkie, dobre serce Robert – zaniedbywany przez nieprzyzwoicie bogatych i próżnych rodziców; arogancka, egoistyczna klasowa gwiazda – Natalia, a także nieco niezdarna Zuzia o artystycznej duszy i introwertyczny młody muzyk Przemek. Te postacie da się polubić, za naturalność i różnorodność.

Problem pojawia się później, w miarę rozwoju wydarzeń. Bohaterowie zaczynają zachowywać się inaczej niż wcześniej. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby przechodzili konsekwentnie (znów słowo-klucz!) prowadzone metamorfozy. Oni jednak nie tyle się zmieniają, co niespodziewanie zaczynają działać w sposób nielogiczny, nieuporządkowany i pozbawiony jasnych motywacji. Czasami czytelnikowi trudno odkryć, co kieruje poszczególnymi bohaterami. W miarę rozwijania się fabuły, intencje i osobowości postaci coraz bardziej się rozmywają, stają nieuchwytne i chaotyczne. Można odnieść wrażenie, że autorka dopasowuje reakcje bohaterów do wydarzeń, a nie do rysów psychologicznych postaci – wcześniej całkiem nieźle nakreślonych. Próbując złożyć ze sobą dwa puzzle, przycina je tak, że pasują do siebie nawzajem, ale z pozostałych stron nie da się ich już wkomponować w całość. I fragmenty tej układanki niestety zauważalnie odstają.

Dodatkowo razi fakt, że Karolina Król często zapomina o realizmie, ignoruje go, być może sądząc, że w fantastyce nie musi on obowiązywać. Odbiorca może wielokrotnie zatrzymać się i rozproszyć na mało wiarygodnych fragmentach. Zamiast chłonąć fabułę powieści, będzie siedział i myślał o tym, jak to możliwe, że personel szpitala nie zwraca uwagi na siedzącego całą noc na oddziałowym korytarzu nastolatka z krwawiącym nosem albo dlaczego nagle osierocone dzieciaki, do czasu aż wyjaśni się sytuacja opieki nad nimi, nie trafiają do pogotowia opiekuńczego i nie interesuje się nimi żaden pracownik socjalny. Niby detale, ale jednak irytują. Można by uznać, że młody wiek autorki usprawiedliwia niewiedzę w tego typu tematach, nie widzę jednak usprawiedliwienia dla redaktora, który powinien zwrócić na te kwestie uwagę i zadbać o wprowadzenie stosownych zmian.

„Wartka, wciągająca akcja”

I tutaj niespodzianka. W końcu wymieniono rzeczywisty atut książki! Tak, akcja jest wartka, a książkę czyta się szybko i lekko. Pomimo wszystkich wad, gdy czytelnik zacznie się już zagłębiać w lekturę, prawdopodobnie będzie chciał ją dokończyć, będzie go ciekawiło, co stanie się dalej. „Cukierek albo psikus” może wciągnąć, szczególnie młodszych odbiorców, dla których ta powieść jest przede wszystkim dedykowana.

Reasumując: warsztat pisarski Karoliny Król nie powala, jednak warto pamiętać, że autorka jest bardzo młoda I wcześnie stawia swoje pierwsze literackie kroki, ma jednak potencjał warty rozwijania. Jeśli będzie dalej pracować nad swoim pisarstwem, ma szansę za kilka lat napisać coś naprawdę dobrego. Szkoda, że pierwszy wydawca wyrządził tej nastoletniej debiutantce tak ogromną krzywdę i, zamiast wydobyć z „Cukierka albo psikusa” to, co w nim najcenniejsze i najciekawsze, brakiem dobrej redakcji oraz chybionymi zabiegami marketingowymi zwyczajnie tę książkę pogrążył.

Ocena: 2.5/5

Dyskusja