Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Źli X-meni” – recenzja „Stalowego Serca”

Wuj Ben powiedział: „Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”. Człowiek posiadający niezwykłe zdolności, winien wykorzystać je w prawy sposób. Na jednego superbohatera zazwyczaj przypada dziesięciu złoczyńców. A co, jeśli każdy heros będzie zły? Brandon Sanderson wizerunek typowego nadzwyczajnego stróża prawa zmiażdżył uściskiem metalowych ramion, przypalił laserowym wzrokiem, a następnie posłał poza naszą atmosferę hiperkopem w tyłek.

W świecie wykreowanym przez pisarza od dziesięciu lat na niebie widać Calamity. Nikt tak do końca nie wie, czym ona jest. Ciałem niebieskim czy urządzeniem obcych? Jedno jest pewne: sprawia, że niektórzy ludzie zyskują niebywałe zdolności, a następnie są żądni władzy. Wolverine, Superman i masa Jedi chcą objąć władzę nad światem? To nie jest utopijna powieść.

Pierwszym ogromnym plusem jest sama wizja autora. Z wielu stron fani superbohaterów są zalewani obrazami walki dobra ze złem za pomocą fenomenalnych mocy. W „Stalowym Sercu” ludzkość jest uciskana przez tych, którzy fantastyczne zdolności posiadają. Zwykli ludzie muszą sobie radzić za pomocą technologii. Po przeczytaniu samego opisu na tylnej okładce czytelnik może poddać się refleksji przepełnionej trwogą – ci, którzy mogą skutecznie walczyć ze złem, pomagają mu wzrosnąć na kolejny poziom. Gangi, mafia czy dresiarze? To zwykła błahostka! Kogo należy się bać?

Mieszkańcy Chicago, a w zasadzie teraz już Newcago, lękają się Stalowego Serca. Jest on horrendalnie potężnym Epikiem (osobą ze zdolnościami danymi przez Calamity). Latanie, lasery z dłoni, niemożność zranienia go, władza nad żywiołami – te rzeczy zdecydowanie pomagają w torowaniu sobie drogi do władzy. Niestety, takich jak imperator Newcago jest więcej. W Cząstkowych Stanach każde miasto ma swojego uzurpatora, a sposób, w jaki przedstawia Epików Sanderson robi wrażenie. Pisarz opisuje ich tak, że z książki aż bije moc. Czuć władzę, siłę i potęgę, a opisy zapierają dech w piersi!

Celowo nie wspominałem wcześniej o kolejnej umiejętności Stalowego Serca – zamianie przedmiotów martwych w stal. Nie brzmi to jakoś fenomenalnie i nie robi wrażenia? Nic bardziej mylnego. Władca Newcago zamienił część miasta w metal, wliczając w to znajdującą się pod nim ziemię, a jego Kopacze drążyli w niej tunele, które przekształcono w podziemne korytarze i mieszkania dla uboższych. Ponadto jednym z głównych popleczników imperatora jest Władca Ciemności, potrafiący sprawić, że nigdy nie wschodzi Słońce. Jaki to daje obraz? Latarnie, budynki, ulice, place zabaw itd. są ze stali, a na dodatek panuje wieczny mrok. Ludzie mogą zginąć w każdej chwili, wedle zachcianki Epika, lecz i tak jest tu w miarę bezpiecznie, bo w innych miejscowościach bywa o wiele gorzej. W dawnym Chicago Stalowemu nikt nie podskoczy. Okrutnie dystopijna wizja.

O ile łatwo jest wczuć się w klimat dzieła, o tyle czytelnik może mieć problem z wyobrażeniem sobie otoczenia, zapominając jak powinno wyglądać. Betonowe budynki zbyt mocno wryły się w głowy, więc trzeba się ganić: „Ej, pamiętaj: stal!”.

Wszystkie wydarzenia poznajemy oczami Davida Charlestona – osiemnastolatka, którego ojca zabił Stalowe Serce. Miało to ogromny wpływ życie chłopca, gdyż później obsesyjnie zaczął zbierać informacje o Epikach i Mścicielach (ludziach walczących z uzurpatorami). Główny bohater niezwykle przyda się tym drugim (wstąpienie w ich szeregi jest jego marzeniem), gdyż widział, jak władca Newcago krwawił. Pisarz świat przedstawia za pomocą narracji pierwszoosobowej, a czytelnik siedzi w głowie protagonisty. Dzięki temu poznaje jego przemyślenia i bawią go sytuacje, w których okazuje się, że chłopak czasami nie ma pojęcia o życiu i nie umie się zachować (głównie podczas kontaktu z płcią przeciwną). Główny bohater jest niezwykle sympatyczny, a obcowanie z nim sprawia radość. Uśmiech na twarzy wywołuje jego chęć wymyślania ciekawych metafor, które pojawiają się co jakiś czas w dialogach. Trzeba przyznać – niezbyt udane. Przez to podczas czytania bardziej zwraca się uwagę na przenośnie innych bohaterów, które są ciekawsze. Warto też wspomnieć, że wachlarz postaci jest szeroki i każdy na pewno znajdzie swoją ulubioną.

Na szczęście z wielu obserwacji wynika, że każdy Epik ma swoją piętę achillesową, a ten fakt wykorzystują Mściciele. Można tu zauważyć odwrócenie ról – to zwykli ludzie chronią szarych obywateli. Po szczegółowym planowaniu przystępują do akcji i zabijają bez litości. W sukurs przychodzi im technologia taka jak tensory – rękawice pozwalające niszczyć metal. No i te spluwy! Wymyślne cuda techniki czynią z powieści fantastykę naukową, lecz Brandon Sanderson pisze tak przekonująco, że ma się wrażenie, że to prawdziwy świat. Wszystko jest dokładnie wytłumaczone, a książka niebywale wciąga.

Aby pozbyć się złudnego wrażenia, że ma się na imię David, czytelnik musi zamknąć dzieło, a wtedy ukazuje się okładka. Patrząc na okładki wydań obcojęzycznych można śmiało rzec, że wydawnictwo Zysk i S-ka zapewniło Polakom najładniejszą ilustrację. Przygotował ją Jędrzej Chełmiński, i w tym momencie należy przerwać czytanie recenzji, wstać i nagrodzić go oklaskami. Co prawda grafika nie przedstawia wydarzeń z książki, lecz bije od niej moc i wdzięk, które znajdują się wewnątrz pozycji.

„Stalowe Serce” jest ogromnie wciągającą historią, która przeinacza stereotypy. Czytelnik tak da się pochłonąć, że w wielu momentach wręcz wstrzyma oddech, a czasem na pewno się wzruszy. Powieść Brandona Sandersona jest naszpikowana pozytywnymi ideałami, a fabuła zaskakuje do samego końca. No i te sceny walki! Aż żal oderwać się od książki, niezależnie od tego, co przeszkodziło. Po przeczytaniu każdy zostanie fanem tego pisarza i z radością przyjmie fakt, że poza naszym krajem w tym roku ukazało się „Firefight”, czyli drugi tom trylogii „Reckoners”, którą otwiera „Steelheart”. Zapraszamy do Polski! Chętnie poznamy dalsze losy Mścicieli.

Ocena: 5/5

Dyskusja