Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

(Anty)utopijna ars amandi – recenzja książki „Sodomion”

W literaturze beletrystycznej czytelnik może odnaleźć całe rzesze przeróżnych wizji przyszłości – od postapokaliptycznych pustkowi, przez galaktyczne podróże, na utopijnych i dystopijnych cywilizacjach kończąc. A to zaledwie pierwsze lepsze przykłady. I poniekąd wszystko to w najnowszej powieści Jacka Inglota można znaleźć. „Sodomion” łączy w sobie zarówno klęskę i upadek ludzkości, jak i szczyty osiągnięć technologicznych i medycznych – w kilku słowach: spaczenie moralne oraz wszechogarniający dobrobyt i długowieczność.

„Sodomion” to zbiór jedenastu opowiadań fantasy oraz science fiction z elementami cyberpunku oraz space opery, poruszających tematykę seksualności oraz miłości w dość niespodziewanych aspektach. Autora opowiadań można zaś scharakteryzować jako pisarza wszechstronnego, nie tworzącego w jednym stricte obranym gatunku. Pisarz woli raczej swoje pomysły przelewać na papier według własnego uznania, czyniąc z nich raz fantasy, raz bajkę, jeszcze innym razem opowieść historyczną. Widać to zresztą w zbiorze „Sodomion”, gdzie niejednokrotnie miesza podgatunki science fiction, wyczerpując w pełni przedstawiane zagadnienia i pomysły. W książce na czytelnika czekają szorty i dłuższe opowiadania, ale wszystkie nieprzesadnie rozwlekłe, co pozwala na sięgnięcie po lekturę w wolnej – acz krótkiej – chwili i poznanie treści danej opowieści w całości.

Fabuła przenosi odbiorcę w przeróżne miejsca. Raz czytelnik ma do czynienia z futurystyczną pseudoutopią, gdzie istnieją tylko dwa cele – zysk i wydanie tego zysku na wszelkiego rodzaju przyjemności i upiększenia plastyczne własnego ciała. Jedno z opowiadań skupia się na zastąpieniu kobiet syntetycznymi „androidami”, których właściciel może zaprogramować je według własnego widzimisię. Innym razem Inglot przedstawia wizję skolonizowanych galaktyk, naukowców poszukujących nowej wiedzy i przedmiotów badań oraz samotników usuwających się na bezludne bądź dzikie planety. Jeszcze w innym opowiadaniu stary kosmiczny oficer ma zamiar odnaleźć cudowną kobietę, widzianą tylko raz, a i to na szklanym ekranie. Wszystkie utwory łączy jednak kilka istotnych elementów, a opowieści same w sobie stanowią odpowiedzi pisarza na pytania o to dokąd może zmierzać kultura i rozwój cywilizacji oraz jakie wartości pozostaną w futurystycznym świecie.

Bohaterowie Inglota nie są papierowi. Czytelnik odczuwa, że są to osoby z krwi i kości, jakby naprawdę istniały, tylko autor postawił je w zupełnie nowym środowisku, nadając im jego cechy. I jakby nie patrzeć, każda z głównych postaci została skrzywdzona przez los, choć całkiem często nawet nie zdaje sobie z tego sprawy – szczególnie urodzeni po zmianach, jakie w przyszłości zajdą w sposobie życia społecznego i prywatnego. Ponadto bohaterowie przejawiają charakterystyczne dla siebie cechy i wzorce pewnych zachowań, przez co finalnie wypadają w oczach czytelników jeszcze bardziej wiarygodnie. Z pewnością będzie się miło spędzało czas z daną postacią, jednak po lekturze zostanie uczucie niedosytu. Chociaż to raczej pozytywna wiadomość dla Inglota, który powinien się zastanowić nad rozwinięciem paru światów ze zbioru „Sodomion”.

Język użyty przez pisarza niezwykle sprzyja czytelnikowi, opowiadania czyta się lekko i przyjemnie. Autor stosuje wiele neologizmów stworzonych na potrzeby książki, które – choć początkowo minimalnie przeszkadzają – już w drugim utworze stanowią integralną część treści, dzięki czemu czytelnik przebiega po akapitach tekstu niczym sprawny maratończyk. Język dodatkowo wzbogacony jest bardziej współczesnymi nazwami, żeby nie napisać slangowymi. Ten zabieg zauważalny jest w kontekście nowinek technologicznych, ale nie gdy tekst wyjaśnia dane zjawisko naukowo.

Najważniejsza w całym zbiorze jest jednak tematyka. Chociaż każdy utwór zaliczany jest do science fiction, to niemal każde opowiadanie przedstawia zupełnie odmienną wizję – niektóre światy są zepsute, inne pozbawione wartości i rutynowe, jeszcze inne skupione wyłącznie na mrzonkach. We wszystkich opowiadaniach przewija się natomiast wątek miłosny – rodzącego się uczucia, pozorów namiętności, zdrady czy utraty drugiej połówki. Inglot w wykreowanych światach często traktuje miłość jak chorobę, coś, co przeszkadza w działaniu społeczeństwa i w jego rozwoju. W treści nie brak aluzji oraz szczegółowych opisów erotycznych, czasami łamiących tabu. Właśnie w tym miejscu pisarz zabiera czytelnika w podróż w czasie. Dwoistą podróż – z jednej strony jest technologicznie i naukowo rozwinięty świat, z drugiej odbiorca wraca do stylu życia godnego starożytnych Greków – każdy ma prawo do zażywania uciech cielesnych jak chce i z kim chce, a wszelakie dobra dostępne są na wyciągnięcie ręki.

„Sodomion” zawiera w sobie swoistą metaforę przejścia z jednej epoki w drugą. Bohaterowie, wzorem przełomu w Polsce w latach tuż po obaleniu socjalizmu, rzuceni są w nową rzeczywistość i przyzwyczajają się do całkiem innych realiów, w zbiorze ten proces adaptacji jest bardzo akcentowany. Współcześnie wydaje się czasami, że ludzie żyją w konsumpcyjnym świecie, ale autor opowiadań dobitnie pokazuje, jak może wyglądać całkowicie zdominowana przez konsumpcjonizm cywilizacja. A jeśli chodzi o mocny nacisk na seksualność, to tak jak E.L. James dodając seks i fetyszyzm do osławionego „Greya” stworzyła erotycznego harlequina, tak Inglot, pomimo skupienia uwagi na cielesnych przyjemnościach, stworzył dzieło z głębokim przesłaniem.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja