Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Avengers: czy już wszystkich masz? – recenzja wydania DVD „Avengers: Czas Ultrona”

By uchronić świat od dewastacji, Tony Stark postanawia zbudować tarczę otaczającą całą planetę. Z pomocą Bruce’a Bannera tworzy więc istotę o sztucznej inteligencji, mającą pełnić pieczę nad każdym miejscem na świecie. Czerpią przy tym z nieskończonego źródła mocy, jakim jest, zdobyte podczas skoordynowanej akcji, berło Lockiego. Niestety, stwór wymyka się spod kontroli, przejmuje ciało jednego z robotów zbudowanych przez Iron Mana i atakuje niczego niespodziewających się Avengersów w trakcie kameralnego przyjęcia zorganizowanego przez Starka. Kiedy zaś udaje mu się zbiec i podłączyć do internetu, by nie dało się go w prosty sposób „wykasować”, staje się niemal niepokonanym tworem. Nie rozumie on przy tym niestety różnicy między „ochronić” a „zniszczyć”, więc decyduje się na dewastację świata. W obliczu tego zagrożenia Mściciele (czyli po angielsku Avengers) muszą ponownie zjednoczyć siły, by ocalić świat przed istotą, która – paradoksalnie – powstała po to, by ten świat chronić. „Avengers: Czas Ultrona” na DVD to niezwykła rozrywka, która – choć posiada polską wersję dubbingową – zdecydowanie nie jest „dla całej rodziny”.

Druga część „Avengersów” zaskakuje od samego początku. Nie ma wprowadzenia, brak spokojnego zawiązania fabuły, za to natychmiast dostajemy mocną akcję z wykorzystaniem wszystkich Mścicieli.

Dlatego mogą pojawić się pytania: co skłoniło Iron Mana do dalszej walki po tym, jak pozbył się elektromagnesu ze swojego serca? Albo: dlaczego Thor ponownie zstąpił z Asgardu, by dołączyć do wojowników? Wątpliwości, choć nigdy do końca niewyjaśnione, rozmywają się jednak w dynamicznej akcji, niepozwalającej na wzięcie głębszego oddechu. Wspólne bitwy wszystkich bohaterów są zresztą jedną z najlepszych stron filmu. Doskonałe prowadzenie kamery – z pewnością nie bez udziału efektów komputerowych – i ujęcia przechodzące z Mściciela na Mściciela robią ogromne wrażenie, które kumuluje się w momencie, gdy film niemal zatrzymuje się, by ukazać zmasowany atak całej szóstki, a potem natychmiast przyspiesza. Podobnych scen pojawia się zresztą w produkcji więcej, a wśród nich i taka, w której udział bierze w sumie dziewięcioro superbohaterów. I nie wliczają się w tę grupę ani Falcon, ani War Machine, choć i ich obecność w tej części serii nie zostaje pominięta.

W tym miejscu warto podkreślić, że połowę dobrego wrażenia z najbardziej zapierających dech w piersiach scen odejmuje… polski dubbing. Głosy bohaterów wydają się nie pokrywać z wyglądem czy charakterem postaci, do których są przyporządkowane, a już głos tytułowego Ultrona bardziej śmieszy niż przestrasza. Z tego powodu nie warto raczej nawet na próbę włączać wersji „dla dzieci” i lepiej od razu przestawić się na opcję dla tych, którzy umieją już czytać. Dzięki temu możemy chłonąć film w całej okazałości, zamiast wkurzać się, że Mark Ruffalo wcale nie mówi jak Mark Ruffalo, a Ultron śpiewa jakieś infantylne pioseneczki, które w oryginale nie brzmią wcale infantylnie, a w sumie nie są w ogóle pioseneczkami.

Nawet jeśli film ogląda się od razu w wersji anglojęzycznej, dobrze jest zobaczyć „Avengers: Czas Ultrona” co najmniej dwa razy. Fabuła nie jest może bardzo skomplikowana, ale ten, kto dobrze zna produkcje z wytwórni Marvela, domyśla się, że nie jesteśmy w stanie wychwycić wszystkich smaczków przy pierwszym obejrzeniu. Tak jak nie potrafimy zrozumieć przebiegu akcji bez zobaczenia poprzednich filmów z serii – i nie mówię tu tylko o pierwszych „Avengersach”. Co zresztą czyni produkcje Marvel Cinematic Universe jednym z najbardziej emocjonujących „seriali” wszechczasów. I jednocześnie zniechęca wielu do powrotu do starych filmów o Spider-Manie, Fantastycznej Czwórce, a nawet do oczekiwania na nadchodzącego „Deadpoola”, bo nie wchodzą one w cykl filmów o Avengersach.

Wracając jednak do fabuły, warto zaznaczyć, że sama treść filmu może nie okazać się tak ciekawa, jak pierwsza część dzieła o wszystkich Mścicielach. Jest to spowodowane kilkoma czynnikami, ale chyba główny z nich to fakt, że Avengersi nie walczą tym razem z nieskończenie niebezpiecznym zagrożeniem z kosmosu, lecz właściwie z problemem, który stworzyli sobie sami. Czyli jest prawie jak w socjalizmie. Tony Stark produkuje potwora, którego później wraz z kolegami musi zniszczyć. Wielki sukces pomniejszony jest o fakt, że nie byłby potrzebny, gdyby początkowo… nie wynaleziono sobie zagrożenia.

To wszystko nie oznacza jednak, że produkcję o Avengersach ogląda się źle. Wspomniane wcześniej sceny walki, ciekawe osobiste losy bohaterów, ich związki uczuciowe, a także nowi, wciąż nowi Avengersi (ach, któż nie lubił zbierać Pokemonów?) sprawiają, że warto film obejrzeć, potem obejrzeć go jeszcze raz, a może nawet jeszcze raz. A wreszcie postawić na półce tuż za „Kapitanem Ameryką: Zimowym Żołnierzem”. I zerwać z kalendarza kolejną kartkę w oczekiwaniu na „Ant-Mana”.

Skoro zaś o „Ant-Manie” mowa, to zapowiedź tego filmu możemy obejrzeć w dodatkach do DVD. Oprócz niego pojawia się też intro produkcji „Disney Infinity 2.0”, w której nowymi bohaterami były właśnie postacie z „Avengers”. Sprawia ono jednak duży zawód, ponieważ równolegle do „Avengers: Czas Ultrona” wypuszczono na rynek wersję 3.0 gry Disneya i to jej zapowiedź spodziewalibyśmy się raczej zobaczyć. Prócz tego dodatki przedstawiają się raczej skąpo. Widz może właściwie obejrzeć jeszcze tylko krótki filmik pokazujący lokalizacje, w których nagrywano cały film. Dowie się z niego na przykład, że akcja w tajemniczej Sokovii (Rumunia? Może Ukraina?) została nakręcona w Londynie. Poza tym – niewiele więcej.

Wytrawny miłośnik Marvela nie przejmie się jednak niedostateczną ilością dodatków. Nie dla nich wszak kupuje się DVD z filmem, lecz dla filmu właśnie. A druga część „Avengersów” jest wciągająca, emocjonująca i pełna smaczków. Scena finałowa zaś zaostrza apetyt na następne produkcje z wytwórni Marvela. I umacnia poczucie, że doskonałe komiksy przedzierzgnięto wreszcie w tak dobrą serię filmową.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja