Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kilka drobnych historii, gwoli uzupełnienia – recenzja książki „Ropuszki”

Kondycja polskiego urban fantasy, wbrew ogromnej popularności subgatunku, pozostawia wiele do życzenia. Można wprawdzie wymienić kilka bestsellerowych tytułów, choć z reguły są to odosobnione przypadki. Na polskim rynku przez długi czas brakowało większego cyklu stricte wpasowującego się w ramy podgatunku. „Kłamca” Jakuba Ćwieka oraz „Anielskie zastępy” Mai Lidii Kossakowskiej miały wiele cech urban fantasy, lecz raczej nie można ich nazwać rasowymi przedstawicielami tegoż nurtu. Co innego heksalogia o Dorze Wilk, oferująca wszystko to, co zazwyczaj serwują nam zagraniczne tytuły z subgatunku. I chociaż sześcioksiąg Anety Jadowskiej został niedawno zakończony, to autorka nie ma zamiaru porzucać uniwersum, czego najlepszym dowodem jest jej najnowszy zbiór opowiadań.

„Ropuszki” to czternaście krótszych form, rozrzuconych na osi czasu wydarzeń z heksalogii. Nie są one jedna rozmieszczone chaotycznie – pisarka postarała się we wstępie wyjaśnić, w jakim okresie względem głównego cyklu o Dorze Wilk toczy się akcja danej opowieści. Większość tekstów to wątki poboczne, nierozwinięte bądź pominięte w sześcioksięgu, które znalazły swoje miejsce w tomie pozacyklowym. Dzięki nim czytelnik może lepiej poznać poszczególne motywy czy bohaterów, co ułatwi mu zrozumienie wydarzeń dziejących się na łamach poprzednich książek z serii. Zbiór sam w sobie nie wymaga właściwie znajomości wcześniejszych przygód postaci, lecz czasami ta niewiedza może nieco utrudnić odbiór.

Fabuła każdego z opowiadań łączy się ze zdarzeniami cyklu o Dorze Wilk, tym razem jednak narratorem nie jest już wyłącznie rudowłosa wiedźma, „pałeczkę” w poszczególnych epizodach przejmują różne osoby – na przykład Miron bądź Witkacy. Czytelnik dzięki temu nie tylko dowiaduje się, co się działo w danym momencie z daną postacią, ale ma szanse również „zobaczyć”, jak zaczęły się niektóre znajomości. „Szatański Pierwiosnek – historia prawdziwa” objawia, kiedy – i w jakich okolicznościach – Dora poznała osławiony lokal oraz jego właściciela. Z kolei „Po deszczu każdy wilk śmierdzi mokrym psem” wyjaśnia dlaczego stosunki między wiedźmą a Alfą z Thornu są takie napięte, zaś „Nie ma dymu bez ognia” stanowi odpowiedź na pytanie gdzie był Miron z Joshuą podczas akcji „Na wojnie nie ma niewinnych”, kiedy ich nie było? A to zaledwie szybkie przykłady… ergo – dla prawdziwego fana uniwersum to istna perełka.

Od początku literackiej twórczości Jadowskiej bohaterowie stanowili jej mocną stronę. Bardzo dobrze zarysowane sylwetki, charakterystyczne cechy wyglądu zewnętrznego i schematu myślenia, typowe zachowania oraz zwodnicza natura – to zaledwie kilka plusów książek spod jej pióra. W świecie tak obfitującym w przeróżnego rodzaju rasy i ugrupowania, na domiar bogate w członków, stworzenie wyrazistych postaci musiało być niewątpliwie trudne. Na szczęście Jadowska wypracowała sposób, który pozwala danemu bohaterowi zapaść głęboko w pamięć czytelnika. I wcale nie musi być to jakieś skrajne dziwactwo czy kontrowersyjne zachowanie, wystarczy, że autorka zajmie się daną postacią i można być spokojnym, że obdarzy ją tym CZYMŚ, co nie pozwoli odbiorcy o niej zapomnieć.

O warsztacie Jadowskiej można powiedzieć wiele, lecz nie da się znaleźć w nim wielu mankamentów. To zawsze zastanawia, dlaczego akurat w jej utworach brak jest literówek czy przeinaczeń, jak bywa w przypadku całej masy pokrewnych dzieł. Ktoś kiedyś powiedział, że nie da się napisać książki – zwłaszcza powieści – bez błędu, a teza, jaką głosił, sprawdza się w miażdżącej większości beletrystycznych woluminów. Pozycji sygnowanych nazwiskiem Jadowskiej na szczęście nie można wliczyć w skład potwierdzeń owego stwierdzenia. Wyjątkowo, w opowiadaniu „Miłość za grobową deskę” da się wyłapać jeden poważny błąd rzeczowy – mianowicie Hades, grecki bóg, został nazwany bóstwem śmierci, co jest nieprawdą. Fakt, że czasami określa się go tym mianem, lecz właściwie jest on opiekunem-patronem zmarłych, bożkiem śmierci jest natomiast Tanatos. Wracając jednak do meritum. To, co najważniejsze w kwestii warsztatu, to język pisarki – niezwykle plastyczny i bogaty. Autorka balansuje na krawędzi polszczyzny ogólnej, potocznej i charakterystycznej dla wielu dziedzin. I chociaż w takim miszmaszu specyficzne terminy mogą czasami wybijać z czytelniczego rytmu, to w ostatecznym rozrachunku język, jakim posługuje się w książce, utwierdza odbiorcę w przekonaniu, że Jadowska doskonale wie jak się pisze. Jej stylowi można natomiast zarzucić, że miejscami opisy są zbyt rozwlekłe, a wiadomo – choćby z nieprofesjonalnych badań Stephena Kinga (patrz. „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”) – iż to nierzadko utrudnia wgryzienie się w lekturę.

„Ropuszki” stanowią swoistą odmianę od tego, co zwykle czytelnik miał okazję otrzymać w literaturze Jadowskiej. Nie chodzi już wyłącznie o różnicę na płaszczyźnie krótsza-dłuższa forma, opowiadania ze zbioru są po prostu luźniejsze, niezobowiązujące. O ile w przypadku heksalogii większość wydarzeń skupiała się na rzeczach ważnych, to tu czasem chodzi o błahe. Sześcioksiąg perypetii Dory Wilk przepełniony był zabawnymi sytuacjami, jednak „Ropuszki” zawierają czysty humor, który ma na celu tylko rozbawić, a nie – jak niejednokrotnie w przypadku cyklu – odwrócić uwagę od smutku, straty, bólu czy śmierci. Zbiór to bardzo dobre uzupełnienie wcześniejszych przygód, ale też samowystarczalna książka, przy której można przyjemnie spędzić kilka wolnych chwil.

Ocena: 4/5

Dyskusja