Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Klasycznie dla młodzieży – recenzja książki „Nethergrim”

Troje dzieci wyrusza na wyprawę, aby pokonać zło kryjące się pod postacią bliżej nieokreślonego stwora, zwanego Otchłannym, czyli tytułowego Nethergrima. Taki wniosek można wysnuć po przeczytaniu tekstu zamieszczonego na ostatniej stronie okładki książki „Nethergrim” Matthew Jobina. Ci, którzy oczekują na opisaną tam wyprawę, będą jednak musieli uzbroić się w cierpliwość. Zanim bowiem trójka przyjaciół – Edmund, Katherine i Tom – wsiądzie na konie i opuści rodzinne miasteczko, w historii wydarzy się już niemal wszystko.

Miejsce akcji powieści Jobina to nie rozdroża, wysokie góry i opuszczone, zniszczone wioski, jak należałoby oczekiwać od – zdawało by się – powieści drogi. A przynajmniej nie przede wszystkim. Sama podróż to czwarta, może trzecia część całej książki. Reszta dzieje się w miasteczku Morvale i w jego najbliższej okolicy. Głównym bohaterem jest Edmund Bale, syn przybyłego w te strony karczmarza, usiłujący studiować magię w tajemnicy przed rodziną. Dwójka jego przyjaciół to piękna Katherine, córka Johna Marshala, hodowcy koni, oraz Tom – uciemiężony niewolnik. We troje spotykają się na Wzgórzu Życzeń, na które po kryjomu wybierają się nocami najróżniejsze grupy miasteczkowych dzieciaków. Wśród nich jest także Geoffrey, młodszy brat Edmunda, należący do lokalnego gangu łobuzów dokuczającego grzecznym dzieciom, czyli Edmundowi i jego towarzyszom.

Akcja toczy się leniwie. Główny bohater podkochuje się w przyjaciółce, ta z kolei pała uczuciem do syna panującego nad okolicą księcia (nie bez wzajemności zresztą). Edmund próbuje szukać chwil, które mógłby spędzać z Katherine sam na sam, ale nie wie, jak odpędzić posępnego Toma, który w towarzystwie przyjaciół leczy nocami rany zadane przez swego właściciela jego plecom i duszy. Młodzież jeździ na targowiska, przesiaduje w ruinach zamku lub pracuje na własny kawałek chleba. I tylko w tle tego wszystkiego przewija się historia sprzed wielu lat, kiedy to potwory Otchłannego zabijały zwierzęta i ludzi oraz porywały dzieci. I opowieść o trzech wspaniałych bohaterach, którzy wrócili z gór po pokonaniu potwora. Sielanka kończy się dopiero w momencie, w którym po części trzód pozostają białe kości, a kilkoro dzieci wymyka się na Wzgórze Życzeń i już z niego nie wraca.

„Nethergrim” to młodzieżowa powieść z gatunku high fantasy. Jej treść wpisuje się zdecydowanie w to, co można by określić jako klasykę. Mamy tu grupę nastolatków, ale nie są to tak modne dziś wampiry, demony czy wilkołaki żyjące wśród współczesnych śmiertelników. Nie są to też wybitne, powołane do niezwykłych rzeczy dziewczęta mające do wypełnienia misję w futurystycznym, ogarniętym wojną uniwersum (patrz: Katniss Everdeen, Tris Prior i setki ich klonów). To młodzi ludzie ze świata przypominającego nieco nasz, tylko o kilkaset lat wcześniej. Żyjący niczym postaci z powieści Tolkiena lub rodzeństwo Pevensie w czasach, kiedy pełnili rolę władców Narnii. Wydawać się może, że dziś akurat tego typu historie są zupełnie niemodne, a młodzież nadal chce fantasy, ale nieco bardziej nowoczesnej. W czasach Uniwersum „Metra 2033”, niezliczonych klonów sagi „Zmierzch” czy wszystkich innych „Niezgodnych”, „Igrzysk śmierci” i „Intruzów” powieści takie jak „Nethergrim” mogą uchodzić za zbyt infantylne.

Nie jest to jednak prawdą, istnieje bowiem spora grupa osób, dla których fantastyka jest tylko jedna – ta dziejąca się w alternatywnym, najlepiej niezbyt nowoczesnym świecie, pełnym obcych istot żyjących obok ludzi. I dla tej grupy czytelników „Otchłanny” będzie doskonałą, wciągającą lekturą. Jest to też znakomity kąsek dla wszystkich lubiących niedopowiedzenia. Historia przedstawiona w „Nethergrim” jest niby zamknięta, ale pozostawia furtkę do dalszych opowieści. Główny bohater dopiero raczkuje jeśli chodzi o magię, wątki miłosne są ledwie poruszone, a pojawienie się niektórych spośród herosów z dawnych lat, których można by się spodziewać, zostaje przełożone na nieokreślone „potem”. Zatem dysponujemy zamkniętą historią, opowiedzianą od A do Z, z mnóstwem brakujących liter po drodze. I można mieć nadzieję na to, że te litery jeszcze zostaną dopisane.

Sama redakcja książki pozostawia niestety dużo do życzenia. Można odnieść wrażenie, że ktoś powieść przetłumaczył, ktoś zredagował, ale zapomniano oddać ją do korekty. Pojawiają się niepotrzebne przecinki, źle zredagowane dialogi – zwłaszcza gdy przemawia głos w głowie, a nie żywy człowiek – i niepotrzebne powtórzenia. Choć fabuła jest ciekawa a akcja momentami wartka, ciężko przebrnąć przez fragmenty naszpikowane błędami. Wydaje się przy tym, że książkę przetłumaczono generalnie poprawnie. Ciężko doszukać się „smaczków” w stylu przedzierzgniętych dosłownie na język polski angielskich frazeologizmów. Zatem nie w pracy tłumacza widać problem, lecz w ostatecznej redakcji i korekcie. W końcówce książki, gdzie coraz częściej, obok zwykłej narracji i dialogów, pojawiają się wyróżnione partie tekstu – na niektórych stronach na więcej niż jeden sposób – lektura staje się bardzo trudna.

Przyznać trzeba, że „Nethergrim” nie należy do powieści wybijających się na tle wielu innych podobnych dziełek. Nie wpisuje się w modę, ale zarazem nie jest kolejną podróbką z serii tego, co dzisiejsza młodzież lubi najbardziej. Ot, zwykła powiastka w stylu klasycznego fantasy, w którym głównymi bohaterami są nastolatkowie. Jeśli jednak ktoś lubi baśnie, pełne bestii opowieści, w których rycerze walczą mieczem i strzelają z łuku, to powinien „Otchłannego” przeczytać. Tym bardziej, gdy mierżą go idealni mężczyźni w stylu wampirycznego Edwarda lub wypieszczone wojowniczki z gatunku Katniss Everdeen. Tu spotkać można normalne, niewybitne dzieciaki, zdeterminowane do pomagania innym. Dostające w skórę od potworów, właścicieli niewolników, lokalnych łobuzów i własnych rodziców.

Ale w tym właśnie tkwi urok powieści „Nethergrim”. Że w bohaterach się nie zakochasz. Ale polubisz ich bezwarunkowo, ponieważ do bólu przypominają ciebie z czasów, gdy byłeś dzieckiem, a chciałeś być dorosłym.

Ocena: 3/5

Dyskusja