Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Mgła niepamięci – recenzja książki „Pogrzebany olbrzym”

Kazuo Ishiguro, brytyjski pisarz japońskiego pochodzenia, autor takich poczytnych powieści jak „Nie opuszczaj mnie”, „Pejzaż w kolorze sepii”, „Malarz świata ułudy” czy „Okruchy dnia”, jest znany z zadawania podstawowych, uniwersalnych pytań filozoficznych pod płaszczykiem rozmaitych gatunków literackich i konwencji. Po dziesięciu latach jego literackiego milczenia nareszcie ukazał się „Pogrzebany olbrzym”, w Polsce wydany niedawno nakładem wydawnictwa Albatros.

Coś nowego, innego

Tym razem Ishiguro sięgnął po nową w jego twórczości, oryginalną stylizację baśniowo-legendarno-mityczną. „Pogrzebany olbrzym” to swego rodzaju literacki eksperyment, książka zupełnie inna w porównaniu do poprzedniej twórczości autora.

Pisarz, zwykle poruszający się w obrębie bardziej lub mniej realistycznej współczesności, osadził akcję powieści we wczesnośredniowiecznej Brytanii, roztaczając przed czytelnikami oniryczną wizję symbolicznej podróży pary głównych bohaterów – Axla i Beatrice, małżeństwa w podeszłym wieku pragnących odwiedzić syna, z którym niegdyś poróżnił ich bliżej nieznany konflikt. Na swojej drodze postacie napotykają liczne niebezpieczeństwa, by u jej kresu poznać prawdę o sobie i o otaczającym ich świecie.

W trakcie swojej podróży Axl i Beatrice poszukują odpowiedzi dotyczących własnej przeszłości, okazuje się bowiem, że niewiele z niej pamiętają. Z czasem dowiadują się, że dziwna mgła zasnuwająca wspomnienia nie dotknęła wyłącznie ich, ale także wszystkich mieszkańców okolicznych osad – Brytów i Saksonów, niegdyś zaciętych wrogów, a obecnie żyjących ze sobą w pokoju i przyjaźni. Odpowiedzialny za to wydaje się być trujący oddech mitycznej smoczycy, a główni bohaterowie zostają przez pozorny przypadek uwikłani w niejasną intrygę polityczno-społeczną.
Ta inność, oryginalność, budzi w środowisku literackim raczej mieszane odczucia i rodzi sporo kontrowersji. Czy słusznie?

Fantasy czy nie?

„Pogrzebany olbrzym” pełen jest mocno zakorzenionych w kulturze rekwizytów oraz postaci znanych z wierzeń, mitów, legend i baśni, często eksploatowanych przez literaturę fantasy. Prawdopodobnie właśnie dlatego wielu czytelników, a także czołowi twórcy gatunku (np. Ursula K. Le Guin) zarzucają Ishiguro nieudaną próbę wpisania się na siłę w ten nurt. Uważam jednak, że są to oskarżenia niesłuszne i krzywdzące, a wynikają one z kompletnego niezrozumienia intencji autora.

Sam fakt istnienia na kartach powieści smoczycy o oddechu odbierającym pamięć, złośliwych diablików, błędnych rycerzy, bohaterów mitów arturiańskich (Król Artur, Merlin, sir Gawain) czy ocierających się o magię, niewyjaśnionych zdarzeń oraz tajemniczych, nie wiadomo na ile rzeczywistych postaci, nie czyni jeszcze ksiażki typową, popularną fantasy i nie powinien rzutować na to, jaką miarą utwór będzie mierzony i do jakich kalek przykładany. U Ishiguro fantastyczna otoczka to raczej kostium, priorytetem zaś był sam przekaz.

Dowodzą tego także słowa samego autora, który twierdzi, że pierwotnie zamierzał umieścić akcję powieści w Bośni, Rwandzie lub powojennej Francji. Wybrał jednak Brytanię w czasach postarturiańskich wraz z baśniowo-mityczną stylizacją, gdyż po prostu najlepiej nadawała się do wprowadzenia potrzebnych autorowi rozwiązań fabularnych. To cel określił tu środki, nie zaś na odwrót.

Stanowczo sprzeciwiam się więc przypinaniu „Pogrzebanemu olbrzymowi” łatki fantasy i przyrównywaniu go do Le Guin, Martina czy Tolkiena, którą to tendencję można zauważyć u wielu recenzentów rozczarowanych powieścią.

Kontrowersje wokół mitu arturiańskiego

Kolejne kontrowersje, jakie można zaobserwować wokół „Pogrzebanego olbrzyma”, dotyczą podejścia do mitu arturiańskiego. Ishiguro obala bowiem jego najpopularniejszą, „podręcznikową” postać. W kulturze zakorzeniła się heroiczna wizja Artura jako symbolu honoru, sprawiedliwości i cnoty, archetypu władcy i rycerza. Pisarz proponuje jednak nieco inne spojrzenie – przedstawia dwa oblicza mitycznego króla. Jedno z nich jest tym, z jakim sam władca chciał być zapamiętany i zgadza się z kulturowym stereotypem, drugie zaś to brutalna prawda ukryta początkowo przed bohaterami powieści.

Ishiguro zadaje pytanie, czy Artur to rzeczywiście postać krystaliczna, posągowa, ideał władcy i wojownika, czy może krwawy tyran. Wykorzystuje przy tym jedną z mniej popularnych teorii dotyczących historycznego pierwowzoru legendarnego króla, ku której skłaniają się niektórzy badacze. Tę, według której protoplasta postaci Artura miałby być silnym liderem ruchu oporu przeciwko najazdom Saksonów, dowódcą wygranej bitwy, której Brytowie i Saksoni zawdzięczali trwające przez zaledwie dwa pokolenia zawieszenie broni, zanim ci drudzy odnieśli ostateczne zwycięstwo nad autochtonami.

Tak naprawdę jednak motyw arturiański także jest tutaj jedynie środkiem prowadzącym do celu – przyczynkiem do rozważań nad naturą wojny i pokoju, a także skutkami zacierania się ludzkiej pamięci.

Plusy czy minusy?

Akcja powieści nie porywa dynamiką i nagłymi zwrotami, jednak nie to jest tutaj ważne. „Pogrzebany olbrzym” to nie powieść przygodowa, ale raczej przesycona melancholią filozoficzno-refleksyjna historia, którą autor posłużył się, by zadać kilka uniwersalnych pytań. Czy pamięć jest błogosławieństwem, czy też przekleństwem? Czy lepiej znać przeszłość, czy może żyć chwilą? Czy zawsze warto dociekać prawdy? Jak odzyskane wspomnienia wpływają na człowieka i czy go zmieniają? Czym jest starość, przemijanie, śmierć? Na czym polega dojrzały związek między dwojgiem ludzi i co jest w nim naprawdę ważne? Czym jest wojna i czy da się jej uniknąć? Czy pragnienie zemsty to słuszna postawa? Jakie są powinności dobrego władcy i czy cel uświęca środki? Ishiguro nie odpowiada na żadne z nich wprost, a jedynie pobudza czytelnika do myślenia i wysnuwania własnych wniosków.

Tym, co może irytować w „Pobrzebanym olbrzymie”, są z pozoru sztuczne dialogi i zanadto ugrzecznione postawy bohaterów (nie tylko tych pierwszoplanowych). Łatwo jednak zauważyć, że i one są częścią kostiumu. Ewidentnie stanowią element stylizacji na romans rycerski czy bretońską odmianę pieśni o czynach i to właśnie one nadają powieści specyficzny klimat oraz doskonale korespondują z jej alegoryczną formą.

Jako dodatkowy atut książki warto wymienić też doskonałą jakość wydania. Solidna twarda oprawa i brak błędów edytorskich to tylko miły dodatek. Wisienką na torcie jest zaś oprawa graficzna – z jednej strony mocno minimalistyczna, oszczędna i nieprzekombinowana, z drugiej zaś świetnie dopasowana do klimatu powieści, nawiązująca do niego kolorystyką i subtelnym, ale wyrazistym motywem nawiązującym do celtyckiego zdobnictwa.

Czy jest to książka „dla każdego”? Zdecydowanie nie. Czy spodoba się miłośnikom fantastyki? To zależy. W tej grupie znajdują się przecież osoby o bardzo różnych preferencjach i nie jest to bynajmniej target-monolit. Odradzam ją odbiorcom nastawionym wyłącznie na typowe przygodowe fantasy – ci z pewnością będą rozczarowani. Polecam natomiast każdemu, kto poszukuje ciekawych eksperymentów literackich, powieści ambitnych, ale nieszablonowych, nie dających się zamknąć w sztywnych ramach.

Ocena: 5/5

Dyskusja