Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Narodziny nowego… uniwersum – recenzja książki „Tarkin”

Wiadomość o planach realizacji kolejnej filmowej trylogii spod znaku „Gwiezdnych wojen” zelektryzowała fanów na całym świecie. Nie inaczej było z disneyowską kasacją tak zwanego Expanded Universe i stworzeniem niemal całej historii Galaktyki od nowa, łącznie z biogramami znanych postaci. Do serii „Legendy” przeszli między innymi Wielki Admirał Thrawn, Ysanna Isard, Mara Jade czy potomstwo Hana Solo i księżniczki Lei. Innym bohaterom poszczęściło się o tyle, że wreszcie doczekali się własnych książek i rozbudowanych biografii.

Jednym z nich jest wielki moff Wilhuff Tarkin. Powieść o nim jest nie tylko pierwszą w nowopowstającym uniwersum, ale także pierwszą na polskim rynku sygnowaną przez wydawnictwo Uroboros.

Nowa/stara twarz Imperium

Akcja pierwszej książkowej pozycji z nowego kanonu, „Tarkina” Jamesa Luceno, toczy się pięć lat po zakończeniu Wojen Klonów i obwołaniu się Palpatine’a Imperatorem. Gdzieś na Zewnętrznych Odległych Rubieżach moff Wilhuff Tarkin nadzoruje z tajnej bazy budowę ostatecznej broni Imperium – stacji bojowej o sile zdolnej do niszczenia całych planet. Jednak wszelkie plany mogą zostać pokrzyżowane przez tajemnicze ataki buntowników. Na polecenie Dartha Sidiousa moff wraz z Darthem Vaderem rozpoczynają śledztwo, mające doprowadzić do osób odpowiedzialnych za atak. Okazuje się, że cel terrorystów był zupełnie inny, a moff i Lord Sithów muszą udać się w pościg za uprowadzonym statkiem Tarkina – „Cierniem”.

Z okładki książki uważnie spogląda nieco odmłodzona wersja filmowego wielkiego moffa, w którego wcielił się Peter Cushing. Zarówno grafika, jak i tytuł sugerują powieść raczej biograficzną, w całości poświęconą Tarkinowi i jego karierze. Nic bardziej mylnego. Luceno serwuje czytelnikom miszmasz gatunkowy, wplatając motywy biograficzne (od wspomnień Wilhuffa z dzieciństwa spędzonego na planecie Eriadu po spotkania z – jeszcze wtedy senatorem – Palpatinem) w dość nudny wątek główny, jakim jest pościg moffa i Dartha Vadera za porywaczami ulubionego statku, należącego do tego pierwszego.

W tym miejscu należy poświęcić chwilę na omówienie samej szaty graficznej. Dotychczas powieści osadzone w Expanded Universe były wydawane przez Amber. Teraz pałeczkę przejęło wydawnictwo Uroboros i… jest to zmiana zdecydowanie na plus. Wygodny format i odpowiednio dobrana, czytelna czcionka sprawiają, że całość czyta się bardzo dobrze, a wierna oryginalnemu anglojęzycznemu wydaniu okładka i grzbiet książki z dużym napisem „Star Wars” bardzo ładnie wygląda na półce. Oby pozostałe pozycje nowego kanonu prezentowały się równie dobrze.

„To nie księżyc. To stacja kosmiczna.”

Wielbiciele prozy Luceno, spodziewający się drugiego „Dartha Plagueisa”, prawdopodobnie poczują się lekturą „Tarkina” zawiedzeni. W powieści brakuje przede wszystkim dynamicznej akcji. Pościg za porywaczami „Ciernia” jest zwyczajnie nudny i przewidywalny, ponieważ nie ma tu dobrze skonstruowanych, charyzmatycznych postaci, mogących być przeciwwagą dla wyrazistych Tarkina i Vadera. Buntownicy są nijacy, a cała ich intryga mająca na celu zatrzęsienie podwalinami Imperium – źle zaplanowana.

Wydaje się, że główny wątek jest tak naprawdę pretekstem do przedstawienia relacji pomiędzy Tarkinem i Imperatorem, a przede wszystkim Tarkinem a Vaderem. I ten zabieg udał się Luceno fenomenalnie. Chłodny, analityczny umysł Wilhuffa w zderzeniu z gwałtowną naturą Mrocznego Lorda tworzy świetny kontrast. Autorowi udało się pokazać, że tak odmienne osobowości mogą się doskonale ze sobą porozumieć, a jednocześnie w pewien sposób szanować i aprobować stosowane metody. Ta relacja – tu dopiero tworząca się – doskonale uzupełnia obraz obu postaci znany z „Nowej nadziei”.

„Kurs na Alderaan.”

Filmowy Tarkin jest zimny i bezwzględny. Jednak nie zawsze taki był. Luceno przedstawia w swojej książce wydarzenia, które ukształtowały charakter późniejszego niszczyciela Alderaanu w dzieciństwie, a także wczesnej młodości. Życie na Eriadu czy służba w czasie trwających Wojen Klonów nie były łatwe, podobnie jak droga Tarkina do tytułu wielkiego moffa i głównodowodzącego Gwiazdą Śmierci. W retrospekcjach czytelnik może prześledzić jego karierę, jako młodego oficera bezwzględnie tępiącego bandy piratów, wieloletniego gubernatora ojczystej planety, kapitana floty w czasie Wojen Klonów czy wreszcie polityka związanego z Palpatinem.

Przedstawiając przeszłość moffa Luceno uniknął tak łatwego osądzania czy wybielania jego czynów i charakteru. Dzięki temu obraz postaci jest spójny i o wiele ciekawszy, niż krystalicznie czyste życiorysy późniejszych Rebeliantów.

Nowy Ład

„Masz ich nauczyć, czym jest prawo i porządek (…). Potem masz ich ukarać tak, by zapamiętali lekcję. Masz wpoić w nich strach do tego stopnia, by sam lęk sprawiał, że skulą się u twoich stóp.”*

Powyższe słowa wypowiedziane przez mentora Tarkina z Eriadu, doskonale ilustrują stosunek moffa do społeczeństwa oraz jego wizję rządów. W powieści Luceno czytelnik może prześledzić wydarzenia mające wpływ na tworzenie się ideologii Nowego Ładu, której ukoronowaniem miała być Gwiazda Śmierci.

Pisarzowi udało się w przekonujący sposób przedstawić postać Tarkina, jednak zabrakło tu pewnej konsekwencji – odejścia od nudnej akcji poszukiwawczej buntowników na rzecz bardziej szczegółowej biografii.

„Tarkin” nie jest najgorszą, ale też i nie najlepszą pozycją z dotychczas wydanych gwiezdnowojennych powieści. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że ta intrygująca postać wystąpi jeszcze w jakiejś książce i będzie miała do odegrania ciekawszą rolę niż uganianie się za bandą buntowników. W końcu bycie wielkim moffem zobowiązuje.

* „Tarkin”, s. 73.

Ocena: 3/5

Dyskusja