Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Polish teenage fantasy – recenzja książki „Aremil iluzjonistów”

Czym jest Aremil? – możecie spytać. W kontekście książki Alicji Makowskiej to zarówno realne miejsce wiążące się z tragedią głównych bohaterów, jak i nieopuszczające człowieka na krok demony przeszłości. Spod pióra debiutującej autorki wyszła klimatyczna fantastyka, której nie powstydziłaby się sama Trudi Canavan.

Historia opowiada o trójce przyjaciół, tytułowych iluzjonistach: Yaxielu, Ellen i jej kuzynce Luv. Rok temu, w miejscowości Aremil Crov, Luv – z nieznanych powodów – pozbawiła życia dwójkę swoich podwładnych i dołączyła do groźnego watażki ze wschodu, Najimaru Oroshiego, przechodząc tym samym na przysłowiową ciemną stronę Mocy. Zdruzgotani przyjaciele przez cały czas nie mogli znaleźć uzasadnienia dla zdradzieckich działań dziewczyny. Słysząc o jej zaangażowaniu w konflikt zbrojny na wschodzie, Ellen i Yaxiel pod pretekstem misji dyplomatycznej wyruszają tropem Luv, chcąc dociec prawdy. Bohaterowie przemierzą spory kawałek świata, zmierzą się z groźnymi przeciwnikami, jak i natrafią na niebezpieczne pozostałości potężnej mistycznej siły z pradawnych czasów.

Wspomnianą iluzję można najprościej określić rodzajem magii, którym posługują się bohaterowie „Aremilu”. Używają jej do toczenia pojedynków, naginania rzeczywistość do swojej woli, jak również tworzenia zawieszonych między wymiarami projekcji, w które ściągają przeciwników. Autorka książki zaprezentowała prawdziwy popis wyobraźni, opisując fantazyjne walki, jednakże pogubiła się w wyjaśnianiu zasad, które nimi kierują. Makowska, co prawda, poświęciła odpowiednie ustępy temu zagadnieniu, jednak opis działania iluzji jest zbyt skomplikowany i zawiły, aby pamiętać o nim w centrum akcji i szalonych potyczek.

Rzeczywistość, w której rozgrywa się akcja powieści, jest specyficzna. Z jednej strony mamy pojedynki na miecze, szkoły iluzjonistów, przywodzące na myśl Hogwart, i temu podobne magiczne akademie, a z drugiej – pociągi, pistolety oraz dziesiątki postaci i miejscowości o azjatyckim nazewnictwie. Na skutek tych kontrastów nasze wyobrażenie o świecie może zostać momentami zakłócone. Bynajmniej nie jest to wada – widać próby stworzenia przez pisarkę oryginalnej wizji, która może zaintrygować niejednego odbiorcę.

, Protagoniści dzieła mają po 19 lat, a autorka w nienachalny sposób nakreśliła dręczące ich problemy, z którymi może się utożsamić wielu nastolatków. Pojawiają się kłopoty rodzinne, brak akceptacji, bunt przeciwko roli, jaką chce nam narzucić społeczeństwo i szukanie odwagi w kroczeniu własną ścieżką. Można powiedzieć, że banał, ale za to bardzo dobrze napisany i niemęczący czytelnika. Pojawia się także wątek romantyczny, jednak został on subtelnie zarysowany i rozwija się w naturalny sposób na bocznym torze głównej osi powieści. To miła odmiana po kiczowatych opisach plastikowych uczuć znanych z mainstreamowych czytadeł. Żaden z bohaterów „Aremilu” nie jest jednobarwny. Każdy ma swoje racje i historię do opowiedzenia – nie uświadczymy tutaj wyraźnego podziału na dobro i zło, za co należy się duży plus.

Akcja gna jak szalona. Bohaterowie odwiedzają wiele państw i aż żal bierze, że większość z nich niczym się nie wyróżnia. Opisy miast i krajów Wschodniej Rubieży zostały potraktowane po macoszemu (w najlepszym wypadku są symboliczne). Ellen i Yaxiel bez większych przeszkód przekraczają granice niedostępnych krajów i pokonują olbrzymie odległości w błyskawicznym tempie. Gdyby akcja powieści toczyła się w sąsiadujących ze sobą miastach, a nie w państwach, odbiorcy nie odczuliby różnicy. Książkę czyta się szybko i przyjemnie, czuć lekkie pióro autorki, dlatego zadziwiające jest gwałtowne przyspieszenie tempa w ostatnich rozdziałach omawianej pozycji, gdzie Makowska wręcz pogania postacie do finału. Otrzymujemy zgrabną i zwartą powieść, jednak na skutek nagłego przeskoku/uproszczenia fabularnego odczuwalny jest spory niedosyt.

Wydanie „Aremilu” wywołuje negatywne wrażenie. Okładkę zdobi kiczowata grafika przedstawiająca groźnego mężczyznę (w domyśle barbarzyńcę?), dzierżącego miecz z wyrzeźbioną czaszką (ze świecącymi na czerwono oczodołami) na rękojeści. Ten malunek zupełnie nie odzwierciedla zawartości powieści. Podobnie sprawa ma się z opisem widniejącym na odwrocie wydania. Przeciętny czytelnik, który zetknął się kiedykolwiek z polskim debiutem fantastycznym, ucieknie w popłochu. Mimo swojej małej objętości, streszczenie jest zbytnio zagmatwane. Nie zaciekawia, wręcz nuży i sprawia wrażenie obcowania z tanim czytadłem fantasy. Brakuje również krótkiej notki o autorce (aby zdobyć informację o tym, że książka jest debiutem, trzeba przegrzebać się przez wiele stron Google’a), a w tekście właściwym powieści zdarzają się rażące literówki i błędy redaktorskie. Są, co prawda, nieliczne, ale bardzo trywialne.

Powieść Alicji Makowskiej to skierowana przede wszystkim do młodzieży, bardzo udana pozycja z gatunku fantasy, która udowadnia, że nie należy oceniać książki po okładce. Lekkie pióro, sympatyczni bohaterowie i odpowiednia dawka humoru oraz akcji to przepis na sukces literacki. Na ostatnich stronach utworu pisarka zawarła kalendarium swojego fikcyjnego świata. Miejmy nadzieję, że opisane tam wydarzenia z czasem zostaną rozwinięte w samodzielne powieści. „Aremil” pokazał, że w tekstach autorki tkwi duży potencjał, a świat Wschodniej Rubieży potrafi pochłonąć odbiorców.

Ocena: 4/5

Dyskusja