Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pratchetta początki dla młodszych czytelników – recenzja książki „Smoki na Zamku Ukruszon”

Terry Pratchett zapisał się jeszcze za życia w kanonie literatury fantasty (i nie tylko) na stałe i to wielkimi literami. Można go nie lubić, można uwielbiać, ale trudno znaleść czytelnika, który nie słyszałby o jego dziełach, zwłaszcza tych z zakresu cyklu Świata Dysku. Od czego jednak autor? Jakie były jego pierwsze dzieła, zanim jeszcze zaczął zaludniać „płaską ziemię”? Na to pytanie odpowie zbiór opowiadań „Smoki na Zamku Ukruszon”.

Wszystkie opowiadania zawarte w tym tomie skierowane są zdecydowanie do młodszego czytelnika, mimo to i starszy odbiorca będzie czuł się usatysfakcjonowany. Początkowo każda z tych historii może wydawać się tylko lekką opowiastką, jednak nie brak w nich typowego dla Pratchetta, pełnego ironii spojrzenia na otaczający świat i społeczeństwo. Oczywiście należy zaznaczyć, iż dowcip i humor nie jest tu tak cięty i błyskotliwy, jak w późniejszych dziełach Pratchetta, niemniej czytelnik nie powinien poczuć, że dostaje towar drugiego sortu.

Weźmy za przykład chociażby tytułowe opowiadanie „Smoki na Zamku Ukruszon”. Ma lekką, żeby nie powiedzieć błahą, fabułę – główny bohater napotyka na swej drodze kolejne postacie i zabiera je ze sobą na spotkanie smoków. Jednak na końcu tej historii otrzymamy, zupełnie jak w baśniach, morał. Można by więc śmiało uznać, że Terry Pratchett stworzył kilka lekkich i przystępnych baśni.

Właśnie stwierdzenie, że twórca Świata Dysku wykreował baśnie, najlepiej pasuje do tych tytułów. Nie ma się co dziwić, że Pratchett operuje o wiele prostszym i lżejszym stylem niż ten, do którego przywykliśmy w jego późniejszych książkach, niemniej nie można z góry skreślać takich tytułów jak „Żółw Herkules” czy „Łowy na Chrapka”. Te i inne pozycje ze zbioru aż kipią od oryginalnych pomysłów zarówno na postacie, jak i ich przygody. Pomysłów, na jakie mógł wpaść tylko Terry Pratchett.

Warto wspomnieć o sposobie, w jaki książka została zaprezentowana polskiemu czytelnikowi. Jako że skierowana jest do młodszego odbiorcy, logiczne jest, że znajdują się w niej ilustracje. I to w naprawdę dużej, może nawet nieco zbyt przytłaczającej liczbie. Grafiki Marka Beecha są bardzo proste, wręcz schematyczne, wykreowane za pomocą szybkich pociągnięć piórka. Fanom Świata Dysku, którzy przywykli do zdecydowanie staranniejszych i bogatszych w szczegóły prac, takie obrazki mogą wydać się niestaranne, a nawet niechlujne. Jednak młodszemu pokoleniu nie powinny przeszkadzać.

Dodatkowo, co jest dość typowe dla omawianego autora, pojawia się zabieg zabawy czcionką. Czytelnicy przywykli, że bohaterowie jego cykli „mówią” rożnymi krojami pisma (np. Śmierć wypowiada się jedynie WIELKIMI LITERAMI). Podobnie tutaj, akcenty położone na niektóre słowa objawiają się nie tylko w wielkości dobranej czcionki, ale i w zmianie jej rodzaju. Zabieg ten ma na celu nie tylko naśladowanie dźwięków (jak np. „Świst”), ale i położenie nacisku na pewne słowa (np. „martwy”).

Skoro jesteśmy przy omawianiu czcionki: trzeba od razu szczerze zaznaczyć, że wiele tekstu na jednej stronie nie uświadczymy. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego tak się stało, że czcionka jest raczej duża, podobnie jak światło.

„Smoki na Zamku Ukruszon” to zdecydowanie pozycja dla dzieci i młodzieży. To świetny sposób na to, aby zainteresować na przykład młodsze rodzeństwo fantastyką. Jednak, jeśli jej fani mieliby sięgnąć po tę książkę, to tu należy zachować ostrożność. Mowa zwłaszcza o tych, którzy zdążyli już poznać i pokochać twórczość Terry’ego Pratchetta, ponieważ mogą być najzwyczajniej w świecie nieusatysfakcjonowani tak lekką lekturą.

Ocena: 3/5

Dyskusja