Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Problemów ciąg dalszy – recenzja komiksu „Baśnie. Wiedźmy”

Wielki Zły Wilk, Czerwony Kapturek, Baba Jaga, Śnieżka, Piękna i Bestia oraz wiele innych baśniowych kreacji (i nie tylko) w wersji przeznaczonej wyłącznie dla dorosłych zmieściło się w kultowym już cyklu „Baśnie” Billa Willinghama. Twórcy, który stworzył postaci na podstawie folkloru i połączył je w jednym – naszym – świecie. Pełnym brutalności, erotyzmu, używek, chciwości, niezgody, ale także przepełnionym wszystkimi szlachetnymi cechami ludzkości, sprawiającymi, że współczesna Ziemia stała się dla człowieka nie tylko domem, lecz także miejscem, w którym może odbyć pokutę i zmienić się na lepsze. Oto czternasta odsłona tego wspaniałego cyklu!

Poprzedni tom stanowił swoistą odskocznię od głównego wątku, skupiając się na dodatkowej – nowej w cyklu – frakcji Literałów, która jednak na łamach komiksu nie zagościła długo. „Wiedźmy” powracają do pierwszoplanowej osi fabularnej, oferując dodatkowo dwie odrębne – acz uzupełniające temat przewodni – historie. Dlatego ten tom tworzy nie tylko tytułowa opowieść, lecz także krótsze utwory: „Pudłacze” oraz „Zawody i Morderstwo”.

Pan Mroczny – nowy antagonista – odkrywa nieco więcej kart swej historii i oczywiście kontynuuje odbudowę Baśniogrodu (w nieznanym jeszcze celu). Szczegółowo wyjawia także dalsze plany, związane zarówno z Baśniowcami i Docześniakami (czyt. Ziemianami). Tymczasem na Farmie, gdzie obecnie przebywa większość frakcji, czarownicy rozmyślają nad planem powstrzymania Pana Mrocznego. Wówczas dochodzi do niewielkiej kłótni o dowództwo. Ozma, wiedźma o wyglądzie uroczej dziewczynki, zarzuca Frau Totenkinder niemoc, po czym zgłasza swoją kandydaturę na lidera. Dotychczasowa przywódczyni bierze sobie do serca słowa konfraterki i zaczyna działać na własną rękę, pozostawiając bractwo pod nadzorem Ozmy. Burmistrz Król Cole z kolei martwi się kłopotami finansowymi. Do tego w ukrytych Archiwach Baśniogrodu Bufkin, skrzydlata małpa, zostaje skazana na towarzystwo oswobodzonych straszydeł, czarownic i potworów, z którymi musi sobie poradzić, nim odnajdą sposób wydostania się na zewnątrz.

„Pudłacze” opowiadają natomiast o losach niejakiego Dunstena Heppe, członka tajemniczego bractwa, stworzonego do walki i chwytania potężnych istot, który pewnego razu zostaje wciągnięty w walkę z Panem Mrocznym oraz odkrywa sposób na to, jak go schwytać. Cała akcja dzieje się na długo przed obecnymi czasami, kiedy antagonista jest na wolności. Drugie opowiadanie graficzne, „Zawody i Morderstwo”, przenosi czytelnika do tętniącego szczęściem i sprawiedliwością państwa Muchołapa, w którym rozrywka i praca to równie miłe dla mieszkańców kwestie. Dochodzi tam do niecodziennego zabójstwa, a trudną do rozwiązania sprawą zajmuje się sam król.

„Pudłacze” pod względem fabuły – szczerze mówiąc – nie są rewelacyjne. Zawierają zaledwie prezentację sylwetki Heppe’a, postaci być może istotnej w dalszych częściach (wątek Frau Totenkinder), oraz wcześniejsze losy Pana Mrocznego, stanowiące klucz do jego ponownego schwytania. Powieść „Wiedźmy” przeplata ze sobą parę wątków związanych z dalszymi losami Baśniowców, pokazując postaci dotychczas mniej ważne dla fabuły cyklu. Zapoznajemy się z hierarchią czarowników, śledzimy rozterki i poczynania Frau Totenkinder, widzimy walkę i podstępy Bufkina oraz próbę wspięcia się na szczyt władzy Dżepetta (dawniej Adwersarza), ponownie sięgającego po magię drzew. Owa powieść graficzna z pewnością ucieszy wszystkich tych, którzy uwielbiają obserwować przewrotne, barwne losy Baśniowców. Na koniec pozostaje najciekawsza i najbardziej baśniowa opowieść, „Zawody i Morderstwo”, pokazująca kłopoty związane z nieprzestrzeganiem prawa w cudownym królestwie. To właśnie to ostatnie opowiadanie może stanowić podsumowanie całości – dobre, wyważone, zabawne, moralizatorsko-pouczające… Po prostu świetne.

Warsztat Billa Willinghama jak zwykle stoi na wysokim poziomie. Postaci są barwne, cieszą złożonością i budową osobowości, do tego każda posiada charakterystyczną paletę cech fizycznych. Pan Mroczny stanowi posępną i zagadkową postać, wobec której czytelnik ma ambiwalentne uczucia. Baśniowcy czasem są tacy, jakich znamy z bajek (bo przecież to spectrum wszelakich sylwetek z podań, legend i właśnie bajek), jednak zdarza się też, że swoje pierwowzory przypominają tylko z nazwy. Górnolotna jest tu także szata graficzna – kreska, szkic, kolory, cieniowanie, tonacja, detaliczność – którą swobodnie można zaliczyć do kategorii „wyższej półki” w branży komiksowej. Świat, bohaterowie, dosłownie wszystko jest żywe, wyraziste, zupełnie niepapierowe. I to za sprawą zarówno scenarzysty, jak i grafików.

Problematyka poruszana w dziele, choć może się to wydać paradoksalne, jest nad wyraz poważna. Wydawca od razu informuje nas, że komiks skierowany jest do dorosłych, więc przeróżnych scen wulgarnych, nieprzeznaczonych dla młodszego odbiorcy jest sporo, lecz bez przesady. Utwór rozważa stratę bliskich osób, utratę znaczenia w grupie, walkę z przeciwnościami losu oraz wrogiem o wiele potężniejszym niż przypuszczano i pokazuje, dlaczego nie warto zapominać o przyjaciołach. Jedną z ważniejszych poruszonych kwestii jest również niedoskonałość prawa i sprawiedliwości, które – mimo usilnych prób odnalezienia złotego środka, najlepszego rozwiązania – pozostawiają po sobie gorzki smak.

„Baśnie. Wiedźmy” to doskonały powrót na właściwy tor opowieści. Historia łączy w sobie absurd, groteskę, komedię, satyrę, tragedię, historię obyczajową czy nawet horror, a – co zaskoczy nowych odbiorców, a starych wcale nie zdziwi – to wszystko ze sobą współgra i nie widać drastycznych kontrastów. A jeśli te ostatnie są wyraźne, to zostały uwidocznione celowo, co zresztą wychwyci każdy. Poza tym jest to bodaj jedyny komiks, który (mimo poruszania poważnych tematów) ocieka wręcz wszelakiego rodzaju humorem, zwłaszcza słownym i sprośnym, lecz twórcy zachowali umiar, a dzieło nie traci smaku. Jeżeli ktoś zastanawia się, czym właściwie jest cykl „Baśni” i czy warto do niego zajrzeć, to odpowiedź znajdzie w każdej odsłonie. I z pewnością nie będzie zawiedziony.

Dyskusja