Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Kiedy greckie bóstwa po Marsie hasały – recenzja książki „Ilion”

Scholiasta Hockenberry został wybrany przez grecką muzę, by w odległej przyszłości obserwować przebieg wojny o Troję. Przywrócony do życia po wiekach spędzonych w grobie, wie, że odrodzenie zawdzięcza swojej nieprzeciętnej znajomości „Iliady” Homera. Dzięki niej zna przebieg wszystkich zdarzeń od początku konfliktu, kiedy krnąbrny Parys poruszył lawinę, mającą zniszczyć najwspanialsze miasto ówczesnego świata, aż do ich kresu. Takim przewidywaniem przyszłości nie mogą poszczycić się nawet wyposażeni w najnowocześniejszą technologię bogowie. Od ośmiu lat Hockenberry śledzi batalię, zdając raporty istotom, które w czasie swojego pierwszego życia uważał tylko za mit. Od niemal dekady, poza drobnymi i nieistotnymi wyjątkami, ciąg zdarzeń jest niemal idealnie zgodny z tym, jak go opisał starożytny grecki poeta. Co się jednak stanie, kiedy w trybiki maszyny dostanie się ziarno piasku, które spowoduje, że – nieistotne początkowo – różnice zaczną obracać skomplikowaną fabułę w perzynę?

Morawiec Mahnmut jest organicznym robotem, stworzonym w celu eksploracji ogromnych oceanów jowiszowego księżyca Europa. Czy ten głębokościowy mechanizm, bez pamięci zakochany w twórczości Szekspira, poradzi sobie z niebezpieczną misją do innego świata? Zostaje bowiem wybrany przez zarządzające pracami na orbicie Jowisza morawce do dołączenia do misji, która – pierwsza od wielu wieków, od czasu, kiedy wszelki słuch po ludzkości zaginął – ma się udać na jedną z planet układu wewnętrznego. Należy bowiem sprawdzić źródło gigantycznych zakłóceń kwantowych, mogących zagrozić istnieniu całego układu słonecznego.

Daeman to jeden z ostatniego miliona dawnych ludzi, którzy mieszkają na Ziemi. Te niedobitki ludzkości uchowały się przed znacznymi zmianami w organizmach, a kiedy rozwinięci postludzie odeszli do zbudowanych wokół Ziemi orbitalnych pierścieni, rozpoczęli wygodne życie w otoczeniu usłużnych robotów. Nie wiedzą, co to praca ani choroby, a ich ambicje ograniczają się do przyjemnego spędzenia kolejnego dnia. Brak znajomości konfliktów, nauki oraz historii w jakiejkolwiek postaci sprawia, że nawet nie spodziewają się wydarzeń, które odbywają się miliony kilometrów od nich, mogących spowodować, że niebo spadnie im na głowy.

Dan Simmons, twórca znany z takich klasycznych powieści science fiction jak choćby cykl „Hyperion”, i tym razem udowodnił, że jego tytuły nigdy nie należą do błahych i łatwych. Wymieszanie wątków fantastycznych, historycznych i mitycznych, okraszone sporą dozą literatury pięknej spod pióra Szekspira czy Prousta, daje niezwykle oryginalną mieszankę. Gmatwanina wielu wątków powoduje, że czytelnik z każdym rozdziałem odkrywa kolejne elementy łamigłówki. Autor nigdy niczego nie wyjaśnia, do wszystkich wniosków należy dojść samemu. Tę grę Simmons stosuje do samego końca, gdyż nawet zakończenie nie będzie jednoznaczne. Jednak i ono zmusi czytelnika do kontemplacji nad sensem nie tylko „Ilionu”, ale również życia jako takiego.

Połączenie kilku nieskomplikowanych wątków fabularnych dało mozaikę zagadek i odpowiedzi, która jako całość stanowi całkiem złożony układ. Mimo sporej dawki akcji, nie jest to pozycja dla wielbicieli prostej i szybkiej rozrywki. Za to wszyscy pasjonaci Homera, Szekspira czy Prousta powinni być zadowoleni z licznych cytatów oraz ich interpretacji dokonywanych przez bohaterów. Czy treści klasycznych utworów mają wpływ na treść „Ilionu”? To pozostawmy domysłom czytelnika.

Czym zatem jest „Ilion”? To powieść fantastyczna napisana przez konesera literatury, który miał ochotę zabawić się z fanami w kalambury. Sądząc po umiejętnym rozwoju fabuły, autor nie dość, że zrobił to z pełną perfidią, to bez wątpienia wciągnie do zabawy każdego fana nie tylko inteligentnej fantastyki, ale i tych, którzy uwielbiają rozwiązywać zagadki. Wszystko to w pięknej dla oka szacie graficznej, twardej oprawie oraz – albo przede wszystkim – dobrym tłumaczeniu. Polecamy!

Ocena: 4/5

Dyskusja