Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Podboje miłosne hipsterskiej Barbie z mroczną legendą w tle – recenzja książki „Lilith. Dziedzictwo”

„Lilith. Dziedzictwo” – książka autorstwa tajemniczej osoby ukrywającej się pod enigmatycznym pseudonimem Jo.E.Rach, o której jakichkolwiek bliższych informacji nie sposób się doszukać, przepięknie wydana przez gdyńską oficynę Novae Res. Okładka przyciąga jak magnes – tajemnicza, estetycznie wykonana, klimatyczna… Tego samego można by się spodziewać po treści. I rzeczywiście, zaczyna się ciekawie. Szesnastoletnia bohaterka wychowywana przez samotnego ojca przeprowadza się z mroźnej, surowej Islandii do słonecznego Cannes, w którym próbuje odnaleźć się w nowej szkole i zdobywa pierwszych w swoim życiu prawdziwych przyjaciół. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie nawiedzające ją nocami mroczne, niepokojące sny…

Barbie dla hipsterów i dwie twarze Kena

Brzmi jak całkiem interesująca fabuła powieści fantastycznej dla młodych czytelników, prawda? Okazuje się jednak, że fantastyki tu jak na lekarstwo, a akcja toczy się niemal wyłącznie wokół wątku romansowego pomiędzy główną bohaterką a jej dwoma nowymi kolegami.

Sha, początkowo mogąca wzbudzić sympatię czytelnika, szybko ją traci. W zamyśle autora miała ona chyba być ciekawym przykładem sprzecznych cech nagromadzonych w jednej osobie – niewinna i niedoświadczona, a jednocześnie ociekająca erotyzmem, zwyczajna dziewczyna, a jednak bardzo oryginalna, sympatyczna i ciepła, lecz bardzo bezpośrednia, obdarzona wyjątkowo ciętym językiem, filigranowa, a przy tym silna. To mogłoby zapowiadać niejednoznaczną, nietuzinkową i naprawdę intrygującą osobowość, ale… autor stanowczo za mocno się rozpędził i przesadził. W efekcie „niewyparzony język” Sha to zwykła prymitywna bezczelność, jej dobroć i wielkie serce nie współgrają z prostactwem i ordynarnością, a bezpruderyjny sposób mówienia o sprawach intymnych kłóci się z faktem, że dziewczyna nie przeżyła jeszcze nawet pierwszego pocałunku i jak księżniczka-marzycielka czeka na swojego księcia z bajki.

W głównej bohaterce jeszcze bardziej irytuje jej „idealność”. Została przedstawiona jako zjawiskowa istota doskonała pod każdym względem. Jest inteligentna, piękna, o dobrym sercu, tolerancyjna i otwarta, przyjazna, odważna, sprawiedliwa, kocha zwierzęta (do tego stopnia, że potrafi wzbudzać w innych ludziach nieodpartą chęć przejścia na dietę wegańską). Sha jest też doskonałym materiałem na psychologa i świetnym kierowcą, potrafi gotować, sadzić rośliny, pokonać własnego ojca podczas treningu egzotycznych sztuk walki, nie ma z nią szans nawet były komandos z profesjonalnej agencji ochrony, zna co najmniej kilka języków i umie zrobić potrójne salto w powietrzu. Brzmi kuriozalnie, prawda? Jednym słowem, Shaohami Farouk to ideał nastolatki – trochę jak lalka Barbie, ale nie taka płytka dziunia z żurnala, tylko raczej coś w rodzaju Barbie dla hipsterów, oryginalna i nietypowa, do tego niezwykle mądra, dojrzała, a jednocześnie bardzo dziewczęca i wrażliwa. W dodatku posiada niemal nadludzkie moce – mistrzowski poziom umiejętności bojowych i nadnaturalnie rozwinięta empatia. Takie połączenie Barbie z X-menem.

Gdyby chociaż jej dwaj towarzysze byli po prostu zwykłymi chłopcami, ale nie, oni także musieli zostać wykreowani na ideały. Nieziemsko przystojni, najlepsi uczniowie w szkole, jeden nieprzyzwoicie bogaty właściciel ogromnego przedsiębiorstwa, niemal arystokrata i celebryta, drugi niedostatki w sferze finansowej rekompensuje geniuszem technicznym, ambicjami i niezwykłą pracowitością. Obaj są wprawdzie głęboko skrzywdzeni przez los i mają poważne problemy natury psychologicznej, jednak wygląda to tylko na drobne mankamenty, delikatne rysy na ich idealnych wizerunkach.

Absurd absurdem poganiany

Te wyidealizowane kreacje bohaterów dałoby się jeszcze wytłumaczyć konwencją, jednak w fabule książki można znaleźć dodatkowo całe mnóstwo elementów absurdalnych i nielogicznych. Przykładowo – zupełnie nie przekonuje mnie fakt, że szesnastolatka mocno związana emocjonalnie ze swoim jedynym rodzicem nie dziwi się i nie buntuje, gdy ojciec przez lata odmawia jej informacji na temat tego, czym właściwie się zajmuje. Sha nie wie, gdzie pracuje jej ojciec, co robi całymi dniami ani skąd bierze praktycznie niedające się wyczerpać środki finansowe i wcale nie wydaje się tym faktem zaskoczona czy zaniepokojona.

Rozumiem, że to literatura młodzieżowa, w dodatku wydana pod szyldem „fantastyka”, ale naprawdę istnieją pewne granice wiarygodności fikcji literackiej. Tutaj można odnieść wrażenie, że autor po prostu nie umiał wpaść na bardziej sensowne rozwiązania fabularne, inaczej wytłumaczyć niektórych wątków i uznał, że czytelnicy nagną swój kredyt zaufania w stosunku do niego.

Inwazja sterczących fiutków

Język powieści i jej konstrukcja także nie przedstawiają się lepiej. Rozgrywające się wydarzenia opowiadane są z perspektywy trzech różnych postaci – głównej bohaterki i jej dwóch kolegów – w formie przeplatających się narracji pierwszoosobowych. Takie rozwiązanie mogłoby być całkiem ciekawe, ponieważ czytelnik obserwuje wszystkie interakcje między tymi osobami oczami każdej z nich, widzi różnice w postrzeganiu i sposobie myślenia trójki bohaterów, a każda postać dodaje do wspólnej opowieści fakty, o których wie tylko ona, oraz własne przemyślenia. Niestety, czytanie po trzy razy dokładnie tych samych dialogów z czasem staje się męczące i nużące.
Rozmowy prowadzone przez bohaterów brzmią najczęściej sztucznie, a prezentowane przez nich poczucie humoru nie bawi, raczej żenuje – jest prymitywne, naiwne, miejscami zbyt wulgarne, nieprzystające zupełnie do wizerunków tych inteligentnych, dojrzale myślących młodych ludzi.

Najgorsza jest inwazja wszechobecnych wzwodów, o których wszyscy trzej bohaterowie opowiadają niemal w każdym dialogu i monologu wewnętrznym. Na domiar złego nazywają je pieszczotliwie „sterczącymi fiutkami”, co brzmi po prostu śmiesznie i głupio. Tak, wiem, młodzież może preferować rodzaj poczucia humoru, którego ja – osoba sporo po 30-tce – mam prawo nie rozumieć, jednak naprawdę nie sądzę, by kogokolwiek, niezależnie od wieku, bawiły wszędobylskie „sterczące fiutki”.

Opowieść, która kończy się, zanim się na dobre zaczyna

Szkoda też, że właśnie wtedy, gdy zaczyna się rozwijać wątek fantastyczny, który wydaje się dość intrygujący, nagle… książka się kończy. Autor zdążył jedynie zarysować ten – moim zdaniem najbardziej interesujący i najlepiej skonstruowany – element fabuły i wyjaśnić niewielką ilość tajemnic. Na większość pytań nurtujących czytelnika, nie otrzymuje on odpowiedzi w tym tomie „Lilith”.

Na dodatek powieść kończy się w połowie urwanego zdania. Z jednej strony to ciekawy zabieg, podsycający ciekawość czytelnika, z drugiej jednak może zirytować.

Głęboko ukryty potencjał

Mimo wszystko nie jestem skłonna twierdzić, że ta książka nie ma żadnego potencjału. Choć jest on głęboko ukryty pod warstwą bardzo niedojrzałego i niewyrobionego warsztatu autora, to jednak istnieje.

Pozytywna cecha powieści to przede wszystkim przesłanie, jakie ze sobą niesie. Autorowi udało się przemycić kilka wartościowych refleksji, które z pewnością okażą się atrakcyjne dla młodego czytelnika. Historia Sha i jej chłopców dotyka problemu nierówności społecznych, nietolerancji i występującej nagminnie wśród młodzieży postawy z góry dyskryminującej. Pokazuje też, że prawdziwa wartość człowieka może być głęboko ukryta pod nieciekawymi pozorami. Fabuła „Lilith” jest też pełna pięknych przykładów relacji międzyludzkich, opartych na przyjaźni i wzajemnym zaufaniu. Zakończenie tego tomu przekazuje także wartą chwili zastanowienia myśl o wolności człowieka i jego prawie do decydowania o sobie.

Drugim istotnym atutem jest wątek fantastyczny. Choć zepchnięty na dalszy plan i przesłonięty przez obyczajowo-romansowy, ten jego zalążek, który został przez autora już zarysowany, przedstawia się naprawdę interesująco. Pozostający w tle realnej rzeczywistości świat legendy o Lilith i jej potomkiniach wydaje się wykreowany w sposób intrygujący, nieszablonowy. Autor pokusił się o stworzenie odrębnego, alternatywnego uniwersum, które może zaciekawić odbiorców. Dobrze by było, aby zostało rozwinięte.

Ja, mimo wszystkich niedostatków, dałabym tej książce szansę i chętnie zobaczyłabym jak historia się rozwinie. Obawiam się jednak, że pierwsza część nie odniesie wystarczającego sukcesu, by wydawca zdecydował się opublikować kolejną.

Ocena: 2/5

Dyskusja