Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Polski Mad Max – recenzja książki „S.Q.U.A.T.”

Mutanty, anomalie, radiacje to typowy element wizji postapokaliptycznych i wielu uważa, że bez nich nie udałoby się nikomu stworzyć utworu utrzymanego w charakterystycznym klimacie gatunku. Konrad Kuśmirak co prawda nie zrezygnował całkowicie ze sztandarowych akcentów postapo, ale radykalnie je ograniczył. Należy pamiętać, że to właśnie powieści pokroju „Bastionu” Kinga czy „Drogi” McCarthy’ego uznawane są za te ambitniejsze niż opowieści typu „Metro 2033”, „S.T.A.L.K.E.R.” itp., stawiające raczej na czystą rozrywkę. Powieść Kuśmiraka stanowi jednak złoty środek pomiędzy oboma typami. I chociaż mutantów w niej jak na lekarstwo, to pustkowia, zniszczone miasta oraz zacofane społeczności znalazły sobie w książce sporo miejsca.

W świecie, w którym miasta zdolne do zagospodarowania, zdatne do życia, zamieniają się w twierdze, otoczone murami ruin, złomu i odpadów, a ludziom w ogóle nie można ufać, przychodzi żyć Kamykowi. Kamyk to jeden z ostatnich Wolnych Ludzi, podróżujący po bezdrożach zniszczonego świata w poszukiwaniu zyskownych zajęć. I właściwie większość historii opowiada o jego perypetiach, będących wymownym obrazem tego, jak wygląda codzienne życie przemytnika oraz wędrownego handlarza w świecie Kuśmiraka. Dopiero na późniejszym etapie książki linia fabularna zjeżdża na tory ciekawszego wątku, który był szczątkowo zapowiadany we wcześniejszych zdarzeniach. Wprawdzie większa część historii ma wiele zmyślnych, dobrych przebłysków, lecz to właśnie wydarzenia rozgrywające się w drugiej połowie utworu naprawdę wciągają czytelnika.

Biorąc pod uwagę kreacje bohaterów, czytelnikowi najbardziej rzuca się w oczy protagonista Kamyk. Postać do rany przyłóż, typowy Polak z wrodzonym pesymizmem i romantyczną duszą, posiadający swoje widzimisię, ale gdy trzeba – potrafiący radzić sobie z problemami. To dość sympatyczny, swojski gość, który po kilku głębszych nastawia się bardziej optymistycznie. Wypisz wymaluj parafraza stereotypowego Polaka w realiach postapo. Jak na postać twardziela-cwaniaka przystało, mający szereg niezwykle przydatnych w wyuczonym fachu przemytnika cech – od kalkulacyjnego umysłu, ustawionego na zysk, po sprawną rękę we władaniu bronią. Poza wyrazistym i posiadającym swoisty urok bohaterem, jest tu też Przepióreczka, choć ten pseudonim może wprowadzać w błąd. Przepióreczka to dryblas, z którym raczej mało kto chciałby zadzierać. Z pozostałymi postaciami Kuźmirakowi poszło nieco gorzej – nie poświęcił im wystarczającej ilości czasu, co mogłoby pewnie poprawić ich kreacje, ale (jak na debiut) poziom nie jest katastrofalny.

Przedstawiony świat – jak już wspomniałem – różni się od sztampowych wizji postapokaliptycznych. Ekosystem nie zmutował tak, aby stanowić dla człowieka naturalnego rywala, ani nie został pochłonięty przez rozmaite anomalie. Po prostu wybuch na powierzchni Słońca wygenerował znaczną ilość promieniowania, które dotarło do Ziemi i zmieniło ją w rozgrzaną patelnię, a potem wszystko wróciło do pozornie normalnego stanu. Właściwa akcja toczy się w zrujnowanej Polsce dwadzieścia lat po owym wydarzeniu. Swego rodzaju stalkerzy nie są traktowani (jak w innych utworach) z szacunkiem, lecz z pogardą, co stanowi intrygującą odskocznię od przyjętych norm i, z pewnością, dodaje światu nieodpartego, indywidualnego kolorytu. Ponadto sam świat – fizyka, ekologia czy biologia – został opisany przez autora szczątkowo. Nie rzuca czytelnika w nieznane uniwersum, ale też nie raczy jego malowniczością (jeżeli oczywiście pustkowia i zgliszcza można określić malowniczymi). Pisze jedynie o tym, co istotne, woli postawić na głównego bohatera, co jest wyraźne niemal w każdym aspekcie książki.

Z dostępnych informacji nie wiadomo nic o jakiejkolwiek wcześniejszej twórczości literackiej autora. Dlatego można odważyć się na stwierdzenie, że powieść „S.Q.U.A.T.” to jego faktyczny debiut. Warsztat nie jest szczególnie wybrakowany czy bezwładny (widać wprawdzie pewne niedociągnięcia, problemy z konstrukcją fabularną) – a wykreowany protagonista oraz dialogi są niezwykle dobrze wykonaną stroną dzieła. Odpowiedni styl, nadający klimat, czy jasny, zrozumiały język, pozwalają czytelnikowi przyjemnie przebrnąć przez lekturę. Nawet w momentach nużących. Prawda, na początku nieco trudno wgryźć się w fabułę, lecz gdy już się to uda, ciąg dalszy czyta się jednym tchem, pomimo braku szczegółów przedstawionego świata.

Utwór „S.Q.U.A.T.” to powieść drogi, powieść nieco podobna do „Mad Maxa”, stanowiąca swoistą fantazję i odmienną wizję postapokalipsy – wnosząca co nieco do gatunku. W dodatku opatrzona klimatycznymi ilustracjami, których jest moim zdaniem stanowczo za mało (mniej więcej jedna na sto stron). Lektura skierowana jest raczej do starszego odbiorcy. Opowiada o brutalnym, bezwzględnym świecie, gdzie nie brak przemocy, oszustw i innych plag upadłego świata. Mimo że takie zjawiska w przedstawionym świecie występują, to nie należy się też nastawiać na ciągłe burdy czy zabijanie. Co to to nie. Akcja jest stopniowana i podawana czytelnikowi w optymalnych dawkach. Reasumując, widziałem wiele lepszych debiutów… i widziałem wiele gorszych, ale „S.Q.U.A.T.” – mimo niewielkiego uszczerbku – to interesująca, barwna powieść. Coś nieszablonowego w pozornie szablonowym świecie.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja