Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przemierzając diabelski gościniec – recenzja książki „Książę Lestat”

Po długiej przerwie od świata „Kronik Wampirów” Anne Rice powraca do niego w znakomitym stylu. Nie dostajemy jednak kolejnej porcji odgrzewanych kotletów ani nie odnosimy wrażenia, że nasi ulubieni bohaterowie stali się następnymi ofiarami skoku na kasę. Zamiast tego czeka nas wielki comeback do starego, dobrego klimatu pierwszych części serii – w tym przypadku zaprawionego dodatkowo szczyptą nowoczesności. Mimo to coś nas będzie w trakcie lektury gryzło. I niestety nie będą to krwiopijcy…

Wampiryczna schizofrenia – choroba XXI wieku

Fabuła „Księcia Lestata” obraca się wokół tajemniczego Głosu, który przemawia do wampirów w ich umysłach i podburza je przeciwko sobie. W związku z tym przez świat przetacza się fala masowych rzezi, popełnianych rękoma starych Nieśmiertelnych na swoich młodszych „braciach w Krwi”. W obliczu niebezpieczeństwa zagrażającego całemu gatunkowi krwiopijców, jednoczą się wszyscy znani nam z wcześniejszych książek protagoniści: porywczy Armand, jego stwórca Marius (ze swoją towarzyszką Pandorą), siostry Mekare i Maharet, wiecznie zasmucony Louise, niepokorny Lestat i wielu, wielu innych. Wspólnymi siłami będą starali się zapanować nad rodzącą się wśród nieopierzonych Potępionych histerią oraz odkryć motywy i tożsamość siejącego zniszczenie, bezcielesnego wroga. Niektórzy zarzucą autorce, że po raz kolejny powraca do historii z „Królowej Potępionych”. Fakt, da się dostrzec kilka podobieństw, jednak ta część odsłania o wiele więcej niż poprzednie i można się przy niej naprawdę świetnie bawić.

Poza głównym wątkiem powieści śledzimy losy śmiertelnych i nieśmiertelnych bohaterów cyklu – wyjaśniają się chociażby tajemnice związane z Zakonem Talamaska oraz jego założycielami. Poznajemy nowe historie z życia i powstania licznych wampirów. Anne Rice odkrywa również istotę pradawnego ducha będącego źródłem egzystencji wszystkich Nieumarłych. Spotkamy się po raz pierwszy ze sposobem, w jaki plemię wiecznie żywych stara się oswoić ze współczesną czytelnikowi technologią. Będziemy mogli przekonać się, co wyjdzie z pomysłu założenia wampirzego radia, z prowadzenia badań naukowych nad psyche i somą krwiopijców oraz zetkniemy się z wiecznie żywymi… paparazzi. Wśród dzieci ciemności pojawiła się bowiem moda na celebrytów i – jak łatwo się domyślić – będą nimi nasi starzy znajomi. Dowiemy się też, czy możliwe jest rozmnożenie wampira – nawet takie smaczki czekają na czytelnika. Wszystko okraszone, rzecz jasna, nutką erotyzmu, która niestety nie każdemu przypadnie do gustu.

Historia Ludzi z Dzikiego Ogrodu

Książka rozpoczyna się krótką opowieścią o losach nieumarłych. Tak naprawdę jest to po prostu przypomnienie wydarzeń z wcześniejszych części „Kronik Wampirów”. Po tym niedługim wstępie autorka zamieściła swego rodzaju słowniczek związany z Dziećmi Ciemności. Dzięki temu fani powracający do serii po latach przerwy, nie będą mieli problemów z przypomnieniem sobie ważnych protagonistów, jak również uporządkowaniem faktów oraz nazw występujących na kartach powieści.

Zasadniczo utwór podzielony jest na cztery części. Do tego posiada wcześniej wspomniany wstęp oraz znajdujący się na końcu książki spis postaci i poprzednich tomów. Pierwsze rozdziały „Księcia Lestata” stanowią zawiązanie akcji. W dalszych fragmentach pojawia się coraz więcej bohaterów i wszystko nabiera tempa. Z jednej strony zabieg wprowadzenia ogromnej liczby ludzi i wampirów jest ciekawy (wiadomo jak to jest ze znajomością różnych punktów widzenia), z drugiej natomiast ciągłe przeskakiwanie od jednej osoby do następnej może zirytować. Zwłaszcza że pewne opowieści są naprawdę krótkie i aż szkoda przerywać poprzedni wątek.

Niektórych czytelników może denerwować również nieustannie zmieniająca się narracja – fragmenty, których bohaterem jest tytułowy Lestat, są prowadzone w sposób pierwszoosobowy. Natomiast cała reszta książki posiada narrację trzecioosobową. Bardzo często wspomina się o wcześniejszych częściach cyklu. Jest to jedna z rzeczy, które mogą porządnie wkurzyć. Niby były to istotne wydarzenia dla wszystkich przemierzających diabelski gościniec, jednak odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z mało subtelną kryptoreklamą. Tak samo kłuje w oczy bezkrytyczne uwielbienie wszystkich wampirów dla osoby Lestata. Autorka tak często podkreśla ten fakt, że jeżeli ktoś nie jest jego wielkim fanem zacznie go po prostu mdlić.

Krzyżyk na drogę i garść czosnku do tego

Jednym z minusów utworu jest jego wydanie. Okładka niby czarna, a ilustracja skromna, lecz mimo to czytelnik odnosi wrażenie, że nie pasuje ona do poprzednich części. Może dlatego, że nie utrzymano monochromatyczności. Poza tym grzbiet powieści zagina się przy czytaniu i zostają na nim nieestetyczne, a ponadto niemożliwe do usunięcia ślady. Ciężko jest uniknąć ich powstania, bo trzeba by chyba nie otwierać książki. Wydawnictwo Rebis mogłoby się zastanowić nad inną formą wydania.

Bardziej profesjonalnie byłoby również, gdyby ktoś przeczytał jeszcze raz cały tekst przed jego opublikowaniem. Utwór zawiera błędy zarówno w formie literówek, jak i dziwnych wyrażeń. W którymś miejscu brakuje literki, gdzieś w środku zdania pojawia się słowo ni z gruszki, ni z pietruszki. Zwłaszcza w pierwszej części książki rażą czytelnika zwroty takie jak „telewizor z płaskim ekranem” czy „numer twojego iPhone’a”. Dużo lepiej by się czytało, gdyby tłumacz zdecydował się po prostu na „plazmę” czy „numer telefonu”. Zapewne miało to podkreślić stosunek wampirów do nowych technologii, ale – niestety – nie spełniło swojego zadania… Po pierwsze dlatego, że w języku polskim nikt tak nie mówi i wypowiedzi bohaterów brzmią nienaturalnie. Po drugie – takie wyrażenia pojawiły się chyba tylko dwa razy, przez co nie wyglądają na celowy zabieg.

Można postawić też kilka zarzutów pod adresem autorki. Jak bowiem wyjaśnić, że starożytny Nieśmiertelny, który spędził pewien okres w Rzymie i przebywał w średniowiecznej Europie, nie rozumie, co się do niego mówi po łacinie? Albo że Lestat po raz kolejny zmienia kolor oczu? Raz są fiołkowoniebieskie, raz zwyczajnie niebieskie. Poza tym niektóre zdania są tak długie i zawierają tyle wtrąceń, że nieuważny czytelnik łatwo zgubi się w ich gąszczu.

Pomimo wszystkich powyższych niedociągnięć „Książę Lestat” stanowi naprawdę przyjemną lekturę. W tym przypadku klimat i nietuzinkowi bohaterowie rekompensują nam wszystkie inne mankamenty. Sama autorka zapowiedziała, że nie jest to jej ostatnia powieść z cyklu. Nie pozostaje nic innego, jak z niecierpliwością czekać na dalsze losy bohaterów, do których wielu czytelników posiada nieskrywany sentyment. Z czystym sumieniem można polecić tę książkę każdemu miłośnikowi kłów (cała reszta będzie się pewnie bawić nieco gorzej).

Ocena: 4/5

Dyskusja